Recenzja filmu Królestwo niebieskie (2005)
Ridley Scott

Częściowo udany, ale czy potrzebny?

Ridley Scott to twórca bardzo utalentowany. Jeden z niewielu ciągle tworzących wizjonerów kina. Co najmniej cztery z piętnastu filmów reżysera to kamienie milowe w swoim gatunku. "Obcy - 8 ...
Filmweb sp. z o.o.
Ridley Scott to twórca bardzo utalentowany. Jeden z niewielu ciągle tworzących wizjonerów kina. Co najmniej cztery z piętnastu filmów reżysera to kamienie milowe w swoim gatunku. "Obcy - 8 pasażer Nostromo" i "Łowca androidów" to najważniejsze dzieła sci-fi , dopieszczone do najmniejszego szczegółu. "Thelma i Louise" to i naładowany emocjonalnie po brzegi film o prawdziwej przyjaźni. "Gladiator" to powrót „kina sandałowego” w wielkim stylu z wspaniałą kreacja aktorską Russela Crowe. Po kilku współczesnych filmach Scott wraca do epickiego kina kostiumowego. Lecz czy to jest powrót udany, to rzecz sporna.

"Królestwo niebieskie" to opowieść o kowalu Balianie (Orlando Bloom), który po samobójczej śmierci żony targany wyrzutami sumienia odbywa krucjatę do Jerozolimy. Za sprawą swojego nieznanego mu wcześniej ojca zostaje wplątany w wir wydarzeń na Ziemi Świętej, gdzie pokój między krzyżowcami a muzułmanami jest kruchy i utrzymywany jest tylko dzięki usilnym staraniom króla Baldwina IV (Edward Norton) umierającego na trąd. Balian składa przysięgę , że uczyni wszelkich starań, by na Ziemi ziściło się Królestwo Niebieskie, gdzie pomiędzy wszelkimi religiami i kulturami będzie panowała harmonia i pokój. Jak trudne będzie jego zadanie, dowie się już wkrótce. Wojna kultur staje się nieunikniona za sprawą pragnącego bogactw i władzy barona Guya de Lusignan (Marton Csokas).

Przesłanie filmu jest bardzo aktualne w naszych czasach, kiedy różnice kulturowe są często nie do pogodzenia i są przyczyną wielu konfliktów. Temat filmu bardzo ambitny i marka znakomitego reżysera gwarantowała inteligentne pokazanie tematu. Lecz pomimo usilnych starań reżysera średniowieczne krucjaty zostały pokazane mało przekonująco. Tak jakby wojna pomiędzy światem chrześcijańskim a muzułmanami dowodzonymi przez pragnącego - tak jak i Baldwin - pokoju Saladina wybuchła, by główny bohater mógł się wykazać inteligencją i odwagą. No i zgodnie ze wszystkimi schematami to mu się udaje, i to jest przede wszystkim podstawowa wadą filmu Ridleya Scotta.

"Królestwo niebieskie" nie wychodzi poza standardy epickiego kina opowiadającego o dawnych czasach. Mamy tu obowiązkowo prostolinijnych bohaterów zarówno dobrych jak i złych, wielką miłość i zapierające dech w piersi efekty, scenografie i kostiumy. Na tej samej zasadzie stworzono i "Gladiatora". Równie dobry mógł być i ten film. "Gladiator" nabierał jednak wiarygodności za sprawą znakomitych kreacji aktorskich i położeniu dużego nacisku na tragedię człowieka, który nie ma nic do stracenia. Zarówno Maximus, jak i Balian stracili rodziny, ale wybierają różne drogi odkupienia swoich win. Maximus wybiera zemstę, a Balian misję zjednoczenia dwóch różnych światów. Maximus nie miał żadnych szans, lecz mimo to dążył do swojego celu. Balian od początku jest skazany na sukces. Nie wiadomo, dlaczego dostaje wielką szansę na swoje „Królestwo niebieskie” i tak cały film kręci się wokół jego wielkich wyczynów. Balian walczy, Balian myśli i niestety zwłaszcza pod koniec filmu bredzi. Patetyczne słowa głównego bohatera w połączeniu z bezbarwną i wyzbytą emocji grą Blooma kładą film Scotta na łopatki. A nieszczęsnemu widzowi ucieka pomiędzy wielkimi wyczynami bohatera sens tej opowieści. Nie można jednakże nazwać "Królestwa niebieskiego" filmem nieudanym.

Zarówno wspaniałe sceny walk, znakomite zdjęcia wielkich armii ciągnących się po horyzont, jak i bitwa o Jerozolimę jest godna zobaczenia. Problem w tym, że widać w tym filmie, jak Scott za wszelką cenę chce pokazać, że wielkim reżyserem jest i z całą pewnością by mu się to udało, gdyby historia miała wiarygodniejszą oprawę. Kuleje tu scenariusz, jak i mało wiarygodne ukazanie postaci. Scott perfekcyjnie zrealizował sceny walk. Monumentalne scenografie, wspaniałe kostiumy i znakomicie uzupełniająca obraz muzyka Harryego Gregson-Williamsa, która jest wielka zaletą filmu.

"Królestwo niebieskie" to perfekcyjnie zrealizowane widowisko, w którym jednak nie czuć ręki wizjonera, lecz rzemieślnika. Pomimo całej powagi tematu obraz Scotta jest filmem niepotrzebnym. Nie udało się przemycić twórcy filmu przesłania tak dobitnie wpajanego podczas seansu, a jednocześnie tak szybko umykającego widzowi. Fabuła jest tylko pretekstem do ukazania starć wielkich armii i koncentruje się na oszołomieniu widza wizualnym pięknem obrazu. A szkoda, bo można było się spodziewać dużo więcej.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 56% uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).
Rotting_Jack
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie