Recenzja filmu Karol - człowiek, który został papieżem (2005)
Giacomo Battiato
Elżbieta Kopocińska-Bednarek

Człowiek, który zagrał papieża

Pisząc o "Karolu..." trzeba być bardzo, bardzo ostrożnym - każde słowo krytyki zostanie uważnie przestudiowane przez grupę stojącą na straży honoru Jana Pawła II i nie pozwolą na splamienie jego ...
Filmweb sp. z o.o.
Pisząc o "Karolu..." trzeba być bardzo, bardzo ostrożnym - każde słowo krytyki zostanie uważnie przestudiowane przez grupę stojącą na straży honoru Jana Pawła II i nie pozwolą na splamienie jego dobrego imienia. Zapomina się jednak, że wyrażając negatywne zdanie o filmie, nie trzeba być wrogiem Kościoła.

Zacznijmy jeszcze raz - "Karol..." jest dla mnie przedstawicielem gatunku rzadko spotykanego w filmie, zaś w literaturze - niemal nieużywanym od czasów odrodzenia. Dla mnie jest on bowiem ujęty w formę "hagiografii", czyli żywota świętego. Opowiadały losach i cudach dokonanych za życia, miało to na celu umocnienie wiary wyznawców. Hagiografia nie jest jednak biografią - pokazuje tylko pozytywną i najczystszą stronę legendy. Takie wrażenie odniosłem także podczas oglądania filmu. Karol Wojtyła jest w nim bohaterem bez skazy, który bierze udział we wszystkich ważnych wydarzeniach i wszędzie odgrywa kluczową rolę. Jest obecny nawet przy rozstrzelaniu profesorów UJ. To jedyna postać, na której można skupić uwagę - pozostali bohaterowie są tylko tłem. Należy dodać, że te konstrukcje nie są dużo bardziej skomplikowane od budowa cepa. Niemniej gra aktorska czasami wybija się ponad ogólną przeciętność. Pochwalić należy oczywiście Adamczyka - zagrał bardzo dobrze i daje się to łatwo zauważyć.

W filmie razi każda niemal próba wzruszenia widza - u mnie wszystkie sprawiły wrażenie sztuczności, a szczytem było dziecko wybiegające z szeregu strajkujących z polską flagą w kierunku uzbrojonych ZOMO-wców. Jedyna scena, które może wzruszyć, to konklawe. Płacz Adamczyka -Wojtyły podczas odczytywania kart do głosowania ma jakąś siłę przebicia w porównaniu z pozostałymi scenami mającymi zmusić do płaczu. No i oczywiście ostatnia scena - archiwalne nagranie Jana Pawła II, który po raz pierwszy wita wiernych.

Jeśli lubisz dzieła "ku pokrzepieniu serc", z pewnością to dzieło ci się spodoba. Niestety poza grą Piotra Adamczyka nie ma na czym skupić uwagi, no może poza scenografią przedstawiającą ulice Krakowa czy stocznię w Gdańsku. Film biograficzny to raczej nie jest.

P.S. Nie jestem wrogiem Kościoła, Jana Pawła II etc. Byłem na pogrzebie tego człowieka i doceniam to, co zrobił dla wiernych i Kościoła. Ja mam nadzieję, że nadchodzące filmy o papieżu będą lepsze i warte uwagi nie tylko dlatego, że "są o papieżu".
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 63% uznało tę recenzję za pomocną (16 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie
o