Recenzja filmu Babel (2006)
Alejandro González Iñárritu

Człowiek nie uczy się całe życie

W krytyce, czy to dzieła filmowego, literackiego, czy obrazu, liczy się uczciwość. Oczywiście nie taka typu "Nie widziałem tego filmu, ale uważam, że jest słaby", bo to jest po prostu nadmierna ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Babel (2006)
W krytyce, czy to dzieła filmowego, literackiego, czy obrazu, liczy się uczciwość. Oczywiście nie taka typu "Nie widziałem tego filmu, ale uważam, że jest słaby", bo to jest po prostu nadmierna szczerość, świadcząca w dodatku o zadufaniu krytyka i jego pewności o własnej nieomylności. Prawdziwa uczciwość polega na tym, że człowiek się przyzna do tego, że nie lubi tego typu kina, dlatego mu dany film nie przypadł do gustu, lub że nie widział poprzednich części filmu i dlatego też prosi fanów dzieła o wyrozumiałość. Teraz ja spróbuję być w taki sposób uczciwa i poprosić o wyrozumiałość fanów filmu "BabelAlejandro González Iñárritu: nie obejrzałam środkowej części trylogii tego reżysera, tj. "21 gramów", i w związku z tym nie mogę w pełni ocenić drogi, jaką reżyser przeszedł od "Amores perros" do "Babel". Ocenię zatem film jako pojedyncze dzieło i ewentualnie porównam z pierwszym filmem trylogii.

"Babel" składa się z czterech nowel rozgrywających się w różnych miejscach świata, łączących się ze sobą w sposób, który zaskakującym raczej bym nie nazwała. Oto i dwóch marokańskich chłopców wybiera się w teren, by wypróbować nową strzelbę zakupioną przez ojca, pracująca w Stanach na czarno Meksykanka (Adriana Barraza) opiekuje się dwójką dzieci z bogatej rodziny, dwoje Amerykanów (Brad Pitt i Cate Blanchett) podróżuje po Maroku, zaś w Japonii głuchoniema nastolatka (Rinko Kikuchi) nie radzi sobie z samotnością i odtrąceniem przez rówieśników.

Nie trzeba być specjalnie inteligentnym, by już na etapie czytanie opisu filmu dostrzec powiązanie między dwiema, jeśli nie trzema nowelami. Na szczęście siła "Babel" nie leży w połączeniu fabularnym nowel, lecz znakomitym zmyśle obserwacji scenarzysty Guillerma Arriagi i reżysera. Pokazują oni bowiem, że współczesna Babel (pomieszanie języków) występuje nie tylko między różnymi narodami, bogatymi i biednymi, zdrowymi i chromymi, ale również między członkami rodziny, co widać głównie w noweli japońskiej i przede wszystkim meksykańskiej. Ale dobry widz dostrzeże je również w obu nowelach marokańskich. Ten wątek będzie aktualny przez wiele lat, gdyż człowiek nie zwykł uczyć się na własnych błędach. Nie oznacza to jednak, że inne różnice ukazane w "Babel" nie są ciekawe: widać po nich wiele ułomności ludzkich, a także modne w ostatnich czasach oskarżenia wysunięte przeciw Amerykanom, ich niesprawiedliwości ekonomicznej i politycznej. Dużo dostaje się zwłaszcza wojnie z terroryzmem.

Największą zaletą "Babel" jest jednak znakomite aktorstwo, zwłaszcza Barrazy i Kikuchi, które zaskakująco, ale zasłużenie, dostały nominacje do Oskarów i Złotych Globów w kategorii Najlepsza Aktorka Drugoplanowa. Niewiele gorzej radzą sobie Pitt, Blanchett, Gael Garcia Bernal oraz aktorzy z pierwszego epizodu marokańskiego, chyba najbardziej niedocenionego przez amerykańskich krytyków (moim zdaniem jest to najlepszy wątek filmu).

Obok zalet "Babel" posiada jednak i wady. Jedną z nich jest brak równowagi między poszczególnymi nowelami. I tak gdy w obu wątkach marokańskich nieustannie coś się dzieje, to na początku epizodu japońskiego widz może się trochę nudzić. Zaś w noweli meksykańskiej coś zaczyna dziać się dopiero pod koniec, gdy człowiek zdąży się już porządnie nazastanawiać, po co został nakręcony. Niezwykle dramatyczny finał tegoż wątku rekompensuje jednak myśli tłukące się po głowie człowieka przez resztę seansu.

Niestety, wszelkie zalety tego filmu nie wystarczają w mojej opinii do tego, by uznać "Babel" za arcydzieło czy "choćby" film bardzo dobry. Owszem, porusza on tematy ważne, jest znakomity pod względem realizacyjnym i warsztatowym, niemniej jednak niespecjalnie mnie ruszył (choć może się to zmienić po którymś seansie z kolei). Trochę dziwi mnie również ilość nominacji do Oskarów dla tegoż filmu i entuzjastyczne przyjęcie przez niektórych krytyków. "Babel" wraz z "Amores perros" kwalifikują się moim zdaniem do grona filmów dobrych, aczkolwiek przecenianych.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 56% uznało tę recenzję za pomocną (18 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)