Recenzja filmu Przepowiednia (2002)
Mark Pellington

Człowiek-ćma - fakt czy fikcja?

Umysł ludzki, w przeciwieństwie do maszyny, nie jest tworem doskonałym. Ludzie ulegają złudzeniom optycznym, widzą lub słyszą coś, co naprawdę nie istnieje. Czasami są pewni, że coś się już ...
Filmweb sp. z o.o.
Umysł ludzki, w przeciwieństwie do maszyny, nie jest tworem doskonałym. Ludzie ulegają złudzeniom optycznym, widzą lub słyszą coś, co naprawdę nie istnieje. Czasami są pewni, że coś się już kiedyś wydarzyło, ale też czasem są pewni, że coś się dopiero wydarzy. Proroctwo, przepowiednia, objawienie, przeczucie - kiedyś znamiona szamanów, świętych i szaleńców, dziś utraciły status magii. W dobie komputeryzacji, powszechnego racjonalizmu i ucieczki od mistycyzmu, ludzie nie wierzą w prawdziwość tajemniczych przesłań, których nadawcami są Bóg, wszyscy święci, kosmici lub zagadkowe stworzenia. Takie na przykład jak wysoki, mroczny, czerwonooki Człowiek-ćma...

Ta istota jest właśnie autorem tytułowej "Przepowiedni" (dosłowne tłumaczenie angielskiego tytułu to "przepowiednia Człowieka-Ćmy), opowieści o wydarzeniach, w których prawdziwość trudno uwierzyć, a fałszywości nie sposób dowieść.

Głównym bohaterem "Przepowiedni" jest John Klein, dziennikarz "The Washington Post". Ma dobrze płatną pracę, piękną i kochającą żonę, Mary, z którą szuka nowego mieszkania. Gdy jego życie przypomina idyllę, dochodzi do tragedii. Jego żona umiera na bardzo rzadką chorobę. Przed śmiercią zachowuje się dziwnie - widzi kątem oka czarną postać, słyszy niepokojące szelesty. John okrywa dziwne rysunki w kalendarzu Mary, które przedstawiają tę samą tajemniczą postać. Zaczyna podejrzewać, że śmierć jego żony nie była przypadkiem.

Pewnej nocy gubi drogę i trafia do malutkiego miasteczka Point Pleasant, które leży sześć godzin jazdy od miejsca, w którym się zgubił. Tajemnicze zachowanie mieszkańców i coraz dziwniejsze zdarzenia w miasteczku sprawiają, że John daje się wciągnąć w poszukiwania zjawy, która być może jest odpowiedzialna za śmierć Mary.

Twórcy filmu już na początku informują, że opowieść jest oparta na faktach. To wymusza przyjęcie pewnej konwencji - historia nie może wyjść poza ramy prawdopodobieństwa. Musi być realna, ale jednocześnie graniczyć z fantazją. Mówi jeden z producentów, Richard Wright: "Zdecydowaliśmy trzymać się z dala od UFO, a skupić się na interesujących faktach, ludziach słyszących dziwne głosy w telefonach, widzących światła...Potraktowaliśmy Człowieka-ćmę jako rzeczywistą postać. Nie ma mowy o lateksowym "Potworze z Czarnej Laguny". Nasz jest dużo mniej oczywisty i bardziej niesamowity".

Myślę, że reżyserowi, Markowi Pellingtonowi, udała ta dość trudna sztuka. Za pomocą różnych zabiegów - takich jak wykorzystanie odbicia lustrzanego czy dziwnych dźwięków - odkształcał rzeczywistość, ale tylko do pewnego stopnia, tak aby widz wierzył w to, co się dzieje na ekranie. Chwilami forma przerosła treść - stała się bardziej sugestywna i "straszna". Dziwne szelesty, szumy, szepty i słabo doświetlone kadry budują nastrój grozy. Muzyka, chwilami przypominająca skrzypienie pochodzące jakby z innego świata, potęguje go. Akcja natomiast toczy się wolno, bez przekonania opowiadając kolejne wydarzenia. Z czasem nabiera tempa, aby stworzyć nastrój nerwowego oczekiwania na zakończenie historii.

Reżyser dobrze pokierował aktorem grającym główną rolę. Dzięki temu postać jest ciekawa, nabiera trochę głębi. John nie angażuje się od razu w sprawy miasteczka Point Pleasent, długo zachowuje charakteryzujący go sceptycyzm, dzięki czemu jego bohater jest przekonujący. Grający go Richard Gere uniknął niepotrzebnej maniery zaangażowanego i przejętego wizjonera, który "ma misję". Mimo że nie lubię Gere'a, muszę przyznać, że jego rola w "Przepowiedni" należy do naprawdę dobrych. Jego postać zmaga się z rozsądkiem, który nie może zaakceptować istnienia zjawy zwanej człowiekiem-ćmą.

To zmaganie się nie jest natrętne, ostentacyjne, dzięki czemu film ogląda się dobrze, a John wzbudza dość szybko sympatię.

Klasę pokazała też Laura Linney, nominowana w zeszłym roku do Oskara za "Możesz na mnie liczyć". Jej postać - policjantka Connie - pomaga Johnowi w poszukiwaniach człowieka-ćmy. Jest ciepła, a jednocześnie twarda i zdecydowana. Linney gra oszczędnie - bez przesadnych gestów i min, portretuje zwykłą kobietę, której w udziale przypadają niezwykłe wydarzenia.

"Przepowiednia" to jeden z lepszych filmów, które ostatnio widziałam. Nie jest to rewelacja, chwilami opowieść jest nudna, a tempo akcji powolne, ale myślę że warto wybrać się do kina. W bieżącym repertuarze przeważają lekkie komedie lub ciężkostrawne filmy akcji, a "Przepowiednia" z pewnością do żadnej z tych kategorii nie należy. To porządny dreszczowiec, który chwilami potrafi przestraszyć, jeśli tylko poddamy się sugestywności historii i uwierzymy, że to co się dzieje na ekranie, może się zdarzyć także nam. Bo jeśli nie widzisz zagrożenia, to skąd wiesz, czy nie będziesz następny...?
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 92% uznało tę recenzję za pomocną (84 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)