Recenzja filmu Ziemia żywych trupów (2005)
George A. Romero

Czas Apokalipsy

George A. Romero jest dziś postrzegany jest nie tylko jako jeden z najważniejszych twórców współczesnego horroru, ale również jeden z nielicznych mistrzów tego gatunku, którzy nie tylko wiedzą, ...
Filmweb sp. z o.o.
George A. Romero jest dziś postrzegany jest nie tylko jako jeden z najważniejszych twórców współczesnego horroru, ale również jeden z nielicznych mistrzów tego gatunku, którzy nie tylko wiedzą, jak przestraszyć widza, ale mają mu także coś do powiedzenia.

Począwszy do zrealizowanej w 1968 roku "Nocy żywych trupów" Romero wykorzystuje poetykę kina grozy do ironicznego spojrzenia na współczesną Amerykę. Choć fabuła jego filmów o zombie jest na wskroś fantastyczna, to jednak problemy, które porusza, pozostają wciąż aktualne.

W "Nocy żywych trupów", pokazując grupę odciętych od świata ludzi zamkniętych w domu otoczonym przez zombie, Romero rozprawił się w problemem nietolerancji. "Świt żywych trupów" (którego bardzo średni remake mogliśmy oglądać w naszych kinach w zeszłym roku) był satyrą na konsumpcjonizm, a najambitniejszy do tej pory, ale z powodu totalnego braku funduszy najmniej efektowny "Dzień żywych trupów" pokazywał postępującą degradację ludzkości na tle rosnącej coraz bardziej armii nieumarłych.

W swoim najnowszym filmie, do którego scenariusz powstał w oparciu o niewykorzystane fragmenty skryptu "Dnia", powraca do tego samego tematu. "Ziemia żywych trupów" przynosi nam ponurą wizję bliskiego zagłady świata ludzi, w którym niewielka grupa bogaczy żyje beztrosko i w komfortowych warunkach w luksusowym apartamentowcu Green Fields, podczas gdy większość mieszka w slumsach i dla nich pracuje. Niestety, "sielanka" nie trwa długo. Nieświadomi niczego mieszkańcy Green Fields nie wiedzą, że zombie znacznie przez ostatnie lata ewoluowały, wykształcając u siebie prymitywną inteligencję i w pewnym momencie zorganizowaną grupą ruszają na miasto.

Do tematyki zombie, gatunku praktycznie stworzonego przez siebie, George Romero powrócił równo po 20 latach. Wcześniej wielokrotnie starał się zainteresować któreś ze studiów filmowych nową historią o żywych trupach, ale był odprawiany z kwitkiem. Sytuacja zmieniła się po tym, jak komercyjne sukcesy odniosły "Resident Evil", remake "Świtu żywych trupów" i brytyjska komedia "Wysyp żywych trupów". Wtedy dopiero szefowie studia Universal uznali, że w temacie zombie jest wciąż potencjał i nie dość, że zdecydowali się wyprodukować nowy rozdział sagi, to jeszcze powierzyli Romero budżet w wysokości 17 milionów dolarów, co – jak na niezależnego reżysera, jakim jest twórca "Martina" – było kwotą pokaźną.

Niestety, wydaje się, że upływ lat przytępił nieco sarkastyczne i ironiczne spojrzenie Romero na świat. O ile wizualnie "Ziemia" jest krokiem naprzód w stosunku do wcześniejszych produkcji tego typu, o tyle fabularnie zwyczajnie rozczarowuje.
Po raz kolejny Romero wykorzystuje horrorowy sztafaż, by komentować problemy współczesnej Ameryki. W tym przypadku pokazuje, do czego prowadzi rosnące rozwarstwienie pomiędzy klasami. Zombie, które stoją najniżej w "drabinie społecznej", zrywają się do walki o "własne miejsce na ziemi" - jak mówi jeden z bohaterów filmu. Celem ich ataków nie są jednak mieszkańcu slumsów umęczeni rządami Kaufmana, ale bogaci rezydenci Green Fields, którym - w chwili próby - nikt nie rusza na ratunek.
Romero nie unika również komentowania terrorystycznej paranoi, która nastała w USA po atakach z 11 września. Nie liczący się z nikim Kaufman mówi w pewnym momencie, że jego walka ze zbuntowanymi podwładnymi to walka z terrorystami, z którymi nie będzie negocjował. Nic więc dziwnego, że przez zachodnich recenzentów ta postać kojarzona jest jednoznacznie.

Oczywiście bardzo fajnie pisze się o przesłaniu, które starał się Romero zawrzeć w swoim filmie. Sęk w tym, że jest ono zwyczajnie banalne. O tym, że rosnące rozwarstwienie pomiędzy bogatymi i pracującymi może doprowadzić do rewolucji wiemy doskonale z historii, która obfituje w tego rodzaju przypadki. Zresztą podobny problem reżyser poruszył już we wspomnianym "Dniu żywych trupów". Fabularnie "Ziemia" nie jest więc krokiem do przodu.

Trzeba jednak przyznać, że Romero doskonale czuje się w stworzonym przez siebie świecie. W czasach, kiedy rozgrywa się akcja filmu zombie są już częścią krajobrazu. Dzieci na ulicach miasta oglądają kukiełkowy teatrzyk, w którym dzielny bohater walczy z żywymi trupami, a jednymi z atrakcji w nocnym klubie w slumsach są możliwość zrobienia sobie fotografii z zombie oraz walki "śmierdzieli", jak potocznie nazywają nieumarłych mieszkańcy Green Fields.

"Ziemia żywych trupów" nie rozczarowuje także pod względem wizualnym. Dysponując solidnym budżetem Romero mógł wreszcie pokazać całą makabrę, jaka wiąże się z tym tematem. Poruszające się powoli zombie bezpardonowo walczą o pożywienie rozrywając swoje ofiary, co reżyser dokładnie pokazuje. Zapewniam Was (i ostrzegam jednocześnie), że takich scen jeszcze w kinie nie widzieliście.
Dzięki mistrzowi charakteryzacji Gregory'emu Nicotero (pracował mu m.in. przy "Martwe zło 2") żywe trupy wyglądają niesamowicie. To już nie są posypani pudrem aktorzy, jak to miało miejsce w "Resident Evil", ale setki zwłok w różnym stanie rozkładu. Zombie są przerażający, obrzydliwi, ale jednocześnie makabrycznie fascynujący.

Całość została bardzo dobrze sfilmowana przez Miroslawa Baszaka. Mroczne zdjęcia doskonale pasują to ponurej opowieści o upadku świata. Nieźle współgra z nimi muzyka autorstwa Reinhold Heila i Johnny'ego Klimeka.

W filmie nie zbrakło również kilku niespodzianek dla fanów. W niewielkich rolach jako zombie pojawili się Simon Pegg i Edgar Wright - twórcy komedii "Wysyp żywych trupów" a postać jednego z nieumarłych zagrał niesamowity Tom Savini - specjalista od efektów specjalnych, z którym Romero pracował przy swoich poprzednich produkcjach oraz autor przyzwoitego remake'u "Nocy żywych trupów" z 1990 roku.

Mimo fabularnych niedociągnięć i płytkiego przesłania w swoim gatunku "Ziemia żywych trupów" pozostaje solidną produkcją, która nie powinna rozczarować żadnego z miłośników zombie i kina spod znaku gore. Jeśli jednak chodzące zwłoki w stanie rozkładu budzą w was tylko obrzydzenie i niechęć powinniście trzymać się od tego tytułu z daleka.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 68% uznało tę recenzję za pomocną (25 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)