Recenzja filmu Matka Teresa od kotów (2010)
Paweł Sala

Czcij matkę swoją

Szary, smutny i przerażający, tym bardziej że nakręcony w oparciu prawdziwe wydarzenia. W taki sposób można opisać debiut filmowy Pawła Sali, pod tytułem "Matka Teresa od kotów". Tytułowa ...
Filmweb sp. z o.o.
Szary, smutny i przerażający, tym bardziej że nakręcony w oparciu prawdziwe wydarzenia. W taki sposób można opisać debiut filmowy Pawła Sali, pod tytułem "Matka Teresa od kotów". Tytułowa bohaterka to kobieta w średnim wieku, typowa Matka Polka, uwięziona w warszawskim kilkupokojowym mieszkaniu razem z trójką dzieci i pomieszkującą bokiem przyjaciółką. W tle tego małego rodzinnego piekiełka, koty, które snują się po domu, niczym złe myśli jego mieszkańców.

Film rozpoczyna się od sceny aresztowania 22-letniego Artura i jego 12-letniego brata, którzy są podejrzani o dokonanie makabrycznej zbrodni- morderstwa własnej matki oraz poćwiartowania jej ciała. Następnie widz, wraz z bohaterami, cofa się w czasie. Zastosowana tu celowo, odwrócona chronologia stanowi ciekawy zabieg, umożliwiający poznanie historii rodziny na przestrzeni 12 miesięcy przed zabójstwem. Obraz ten nie zawiera znamion typowej sensacji. Twórcy skupiają się raczej na przedstawieniu skomplikowanych i trudnych relacji rodzinnych oraz podejmują próbę zrozumienia motywu działania synów. Film stanowi swoisty portret psychologicznym każdego z uczestników domowego horroru.

Matka, w tej roli znakomita Ewa Skibińska, to zmęczona i bezradna kobieta, nie potrafiąca poradzić sobie z wychowaniem dzieci. Nie jest w stanie w żaden sposób wzbudzić szacunku i uwagi synów. Swoją miłość przelewa na koty, które notorycznie przygarnia. Ojciec, zagrany przez Mariusza Bonaszewskiego, to wrak człowieka, powracający z misji żołnierz Wojska Polskiego, nie potrafi przestawić się na, tak zwane, "normalne życie". Ciągle nieobecny i zamyślony nie stanowi żadnego autorytetu i oparcia dla dorastających dzieci. Artur, starszy syn, jest złym duchem tego domu, to właśnie on jest prowokatorem tragicznych wydarzeń. Tu na uwagę zasługuje brawurowa gra Mateusza Kościukiewicza. Młody aktor stworzył ciekawą kreację człowieka nieobliczalnego, miotającego się i przekonanego o własnej wyjątkowości. Marcin, w tej roli Filip Garbacz, młodszy z synów, zafascynowany bratem i jego nadprzyrodzonymi mocami, pozostaje pod jego ogromnym wpływem.

Obraz ten pozostawia widza z pewnym niedopowiedzeniem, zagadką dotyczącą motywu zbrodni. Czy była to choroba psychiczna Artura? Jego nadprzyrodzone moce? Chęć zwrócenia na siebie uwagi otoczenia czy potrzeba bycia innym? Autorzy pozostawiają odbiorcom możliwość samodzielnej interpretacji i odpowiedzi na wszystkie zadane pytania. Film na pewno wbija w fotel i warty jest obejrzenia, ale nie wyobrażam sobie nikogo, kto chciałby zagłębić się w historię tej rodziny drugi raz.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 67% uznało tę recenzję za pomocną (21 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)