Recenzja filmu Daredevil (2003)
Mark Steven Johnson

Czerwone różki

Nie należę do miłośników ani znawców stylistyki komiksowej, ale obejrzane ostatnio "Sin City" wywarło na mnie tak duże wrażenie, że postanowiłam poświęcić odrobinę czasu i nadrobić zaległości w ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Daredevil (2003)
Nie należę do miłośników ani znawców stylistyki komiksowej, ale obejrzane ostatnio "Sin City" wywarło na mnie tak duże wrażenie, że postanowiłam poświęcić odrobinę czasu i nadrobić zaległości w tym temacie. Nieszczęśliwie w ręce wpadł mi "Daredevil" w reżyserii Marka Johnsona.

Nie będę zagłębiać się w fabułę, tylko skupię się na kilku moich spostrzeżeniach, jakie pojawiły się podczas projekcji.

Bycie bohaterem pociąga za sobą wielką odpowiedzialność. W odróżnieniu jednak od mitycznych herosów dzisiejszy śmiałek walczy nie z jednym wrogiem, ale z całym złem świata. Szuka sprawiedliwości, chroni niewinnych, pomaga potrzebującym… Chodzący ideał. Dlatego zastanawiające jest, iż mimo niezliczonej liczby mnożących się każdego dnia wybawicieli świata mówi się, że XX i XIX wiek są okresami, w których brakuje archetypicznych postaci. Postaci, które mogłyby wypełnić pustkę, jaka pojawiła się wraz z upadkiem mitu.

Odpowiedź wydaje się prosta. Współcześni bohaterowie są nijacy. Niby taki osobnik chce leczyć zwyrodniałe oblicze świata, ale cóż z tego, skoro jego zachowanie bliższe jest karykaturalnej i nieporadnej bieganinie zagubionego w supermarkecie dziecka niż postępowaniu świadomego człowieka.

Ben Affleck doskonale wpisuje się w taki obraz. Cała jego postać jest niepasującą do siebie hybrydą. Za dnia walczący o sprawiedliwość prawnik w nocy przemienia się w groteskową postać, ni to diabła, ni to wybawcy. To postać będąca jakby parodią wcześniejszych bohaterów Batmana i Spidermana. Tak jak oni przywleka on na swe ciało maskujący prawdziwe oblicze kostium. Jednak w tym przypadku lateksowa "skóra" w kolorze przejrzałej wiśni budzi raczej śmiech niż szacunek i podziw. Choć jeden element nocnego wcielenia wydaje mi się uroczy, a mianowicie maleńkie różki. To jednak stanowczo za mało by wzbudzić sympatię widza. Całkowicie niezrozumiała i pozbawiona jakiegokolwiek logicznego wyjaśnienia jest niespotykana zdolność pokonywania tak odległych przestrzeni. Powszechnie wiadomo, że utrata lub też mocne uszkodzenie jednego ze zmysłów powoduje wyostrzenie się innych. Nie znam komiksu na podstawie, którego nakręcony został ten właśnie film, może jest tam sensowne uzasadnienie jak to jest możliwe, że Daredevil wspina się po ścianie lepiej niż Człowiek-Pająk czy przeskakuje z budynku na budynek jakby znalazł się w Matriksie. Mam także nadzieje, że w komiksowej wersji główny bohater jest choć odrobinę mniej sztywny niż w filmie. Odnoszę wrażenie, że, czy z maską czy też bez, Affleck ma ciągle ten sam wyraz twarzy jakby niechcący wsadził sobie swoją laskę w pewną część ciała.

Często się zdarza, że pozytywne postacie wypadają blado na tle czarnych charakterów. Tak też się stało i tym razem. Colin Farrell jako jedyny chyba nie potraktował tego filmu ze śmiertelną powagą i dzięki temu stworzył najciekawszą postać. Udowodnił tym samym, że jak się ma talent, to nawet z tak małej roli w kiepskim filmie można wykreować coś ciekawego. To jedyny plus tego filmu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 34% uznało tę recenzję za pomocną (29 głosów).
MyWay
ocenia ten film na:
1 10 4/10 ujdzie