Recenzja filmu Sierociniec (2007)
J.A. Bayona

Czyżby to na pewno pusta wyrafinowana budowla?

Przystępuję do recenzji "Sierocińca" z jednej strony zachwycony filmem, a z drugiej strony zdumiony interpretacją tego dzieła przez FilmWeb. Dlatego też postaram się przedstawić kontrrecenzję ...
Filmweb sp. z o.o.
Przystępuję do recenzji "Sierocińca" z jednej strony zachwycony filmem, a z drugiej strony zdumiony interpretacją tego dzieła przez FilmWeb. Dlatego też postaram się przedstawić kontrrecenzję baśniowego obrazu Juana Antonio Bayona wyprodukowanego przez Guillermo del Toro.

Już stwierdzenie w dwóch pierwszych zdaniach wprawia mnie w konsternację. Autor recenzji twierdzi, że "Sierociniec" udowadnia nam szowinistyczną tezę, jakoby mężczyźni byli stworzeni do robienia dzieci, a kobiety do ich kochania... Niewątpliwie obserwujemy w filmie piękne dowody matczynej miłości, jej metafizycznej więzi z dzieckiem, które potrafią skłonić do najwyższych poświęceń. Niemniej jednak miłość ojca do dziecka nie jest tu w żaden sposób negowana, a już na pewno nie są eksponowane jego zdolności prokreacyjne. Takimi sprawami reżyser się nie zajmuje, gdyż nie mamy tutaj do czynienia z kinem obyczajowym, lecz z baśniowym horrorem osnutym wokół niesamowitego uczucia matki do własnego, choć adoptowanego dziecka.

Kontynuując dalej ten wątek, stwierdzam, że jedynym wnioskiem, jaki można wyciągnąć, porównując relację ojca i matki do własnego dziecka, jest taki, że kobiecie często uczucia przysłaniają fakty, natomiast mężczyzna łatwiej radzi sobie z bólem po stracie ukochanej osoby i przechodzi do normalnego funkcjonowania.
Dziwi mnie stwierdzenie, że bezczelne, wulgarne rzezie (możemy się domyślić o jakie filmy chodzi) są przejawem miłości do kina, natomiast "Sierociniec" jest jedynie umiejętnie skrojonym utworem, "pustą wyrafinowaną budowlą", stworzoną przez autora z myślą jedynie o przyszłych splendorach.

Nie będę się spierał, czy autor myślał o splendorach, czy nie, bo tego nigdy nikt nie wie poza nim samym, ale czy można stwierdzić, że krwawa rzeź, czyli tzw. "horror klasyczny", opatrzona po kolei różnymi numerami, jest przejawem bezinteresownej miłości do kina?

Zostawię to każdemu czytelnikowi do własnej oceny, natomiast skupię się teraz na stwierdzeniu "horror klasyczny", bo moim zdaniem właśnie dzieło Bayona mogłoby jak najbardziej pretendować do tego miana. Reżyser doskonale opanował warsztat, jakim powinien operować każdy twórca filmu grozy, strasząc niebywale widza w zaskakujących momentach. Poza tym środki przekazu takie jak obraz i dźwięk wprowadzają widza w rodzaj transu, jaki też jest niezbędny w tego typu gatunkach filmu. A czy konwencja baśni sprawia, że mamy do czynienia z pewnego rodzaju eklektyzmem filmowym? Wydaje mi się, że wręcz przeciwnie!

Każdy horror powinien mieć coś z baśni, bo dodaje to mu wiarygodności i popycha nas w stan większego przerażenia. To są osobiście moje przemyślenia, ale zapewne wiele osób może stwierdzić, że na horrorach, w których w świat rzeczywisty nagle wstępują dziwnego wyglądu monstra, która wybijają w pień znaczną część ludzkości, o wiele łatwiej o śmiech niż o strach.

W filmie Bayona jest inaczej... Ale dokładnie jak, to zachowam dla siebie, bo z całego serca zapraszam wszystkich do kina.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 80% uznało tę recenzję za pomocną (46 głosów).
jjarek
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)