Recenzja filmu Klik: I robisz, co chcesz (2006)
Frank Coraci

Czy aby Sandler śmieszy?

Trzy lata temu Albert Nerenberg nakręcił dokument o wyrazistym tytule "Głupota". Jednym z bohaterów, o których mówił, był Adam Sandler. Wedle Nerenberga jest on przykładem amerykańskiego głupca z ...
Filmweb sp. z o.o.
Trzy lata temu Albert Nerenberg nakręcił dokument o wyrazistym tytule "Głupota". Jednym z bohaterów, o których mówił, był Adam Sandler. Wedle Nerenberga jest on przykładem amerykańskiego głupca z wyboru. Filmy z udziałem Sandlera sprzedają się nieźle, właśnie dzięki temu, iż w prawie każdej roli gra zazwyczaj człowieka-debila, człowieka- niedorozwoja, człowieka-głupca, człowieka-desperata.

"Możliwości" aktora poznałam dość późno, bowiem pierwszy film, jaki z nim obejrzałam to było "Dwóch gniewnych ludzi" - skuszona bowiem zostałam nazwiskiem Jacka Nicholsona. Jednakże film wydał mi się, że tak rzeknę, raczej szpetny (poza genialnym jak zawsze Nicholsonem), a do tego posłużył za reklamę amerykańskiego patriotyzmu (fragment gdy Sandler podlizuje się Gullianiemu odbił mi się mydlinami). Ale pomyślałam sobie też, że nie powinno się przekreślać aktora po jednej nieudanej roli. Zachęcona wysokimi notowaniami "Klik: i robisz co chcesz" i obsadą, zdecydowałam się tę komedię obejrzeć. Z zasady niczego nie żałuję, bo żal jest bezużyteczny, ale teraz wiem, iż straciłam bezpowrotnie ponad sto minut swojego życia. Oczekiwałam ciekawej, ba! nawet intrygującej komedii, bowiem sam temat był choć nie nowy, to jednak interesujący. A co dostałam? Niestety typowy i schematyczny produkt hollywoodzki o wulgarnym, chamskim i prymitywnym dowcipie.

Zaczęło się niewinnie - od psa kopulującego z pluszową kaczką (ukazywanie chcicy psów i ich kopulacji ze wszystkim co możliwe to jeden z ulubionych tematów niewybrednego amerykańskiego kina). Sandler wołał do dzieci, że nie powinny tego oglądać przed dwudziestką, trzydziestką, a najlepiej - wcale. Potem mogło być już tylko gorzej. W repertuarze Sandlera znalazły się także inne dowcipy z najniższej amerykańskiej półki: pierdzenie wprost w twarz szefa (och, jakie śmieszne, ha ha ha), dokopanie zarozumiałemu dzieciakowi z sąsiedztwa rozjeżdżając jego zabawkę, czy ściągnięcie spodni rywalowi, który zdobył jego żonę. Zaiste - prześmieszne to, ale dla ludzi mało wymagających. Mnie to zmierziło. Pewnie, że i ja nieraz chciałabym dowalić swojemu szefowi, ale wolałabym na przykład dosłownie wysmarować go tym żarciem. Zarozumiałego dzieciaka z sąsiedztwa też można by załatwić inaczej. No a rywalowi zrobiłabym niezłe golonko na głowie. A tymczasem oglądając "Klik", żal dupę ściskał, jak patrzyło się na Kate Beckinsale czy Christophera Walkena - prawdziwe gwiazdy tego "inteligentnego" kina inaczej, które miotały się w tym filmie, starając się uratować płytki scenariusz.

Niektórzy mówią, iż to film z przesłaniem. Ba! Dla nich zapewne nawet "American Pie" zawiera przesłanie! Mnie osobiście morał wydał się szalenie wyświechtany i zużyty niczym guma żuta przez pięć dni. Zamiast męczyć się sto minut wystarczy pamiętać, iż teraźniejszość określa naszą przyszłość. Pewnie, że każdy chciałby móc zmienić coś w swojej przeszłości i tym samym wpłynąć na swą przyszłość. Ale to pozostaje nadal w sferze marzeń. Bowiem w prawdziwym życiu musimy zapłacić za każdy błąd.

Reżyserem tej komedii nie do końca będącej komedią jest Frank Coraci, który już wcześniej współpracował z Sandlerem przy równie niewybrednych produkcjach typu "Od wesela do wesela" i "Kariera frajera" (oba z 1998 r.).

Zaznaczam raz jeszcze - sam pomysł był ciekawy. Interesujący był nawet fakt, iż pilot programował się na podstawie funkcji zapodanych przez głównego bohatera. Lecz filmów dotyczących igrania z przyszłością było wiele, a sam scenariusz jest słabiutki i tandetny, może podobać się niewybrednym nastolatkom, lecz nie ludziom o bardziej wygórowanych gustach.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 14% uznało tę recenzję za pomocną (108 głosów).
k1n23tk4
ocenia ten film na:
1 10 2/10 bardzo zły

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

o