Recenzja filmu Happy Feet: Tupot małych stóp (2006)
Joanna Wizmur
Paweł Galia

Czy aby na pewno "happy"?

1 grudnia 2006 roku na ekranach polskich kin zaczęto wyświetlać kolejne arcydzieło animacji rodem z zachodu "Happy Feet". Film promowany jest jako następna produkcja obfitująca w zabawne sceny i ...
Filmweb sp. z o.o.
1 grudnia 2006 roku na ekranach polskich kin zaczęto wyświetlać kolejne arcydzieło animacji rodem z zachodu "Happy Feet". Film promowany jest jako następna produkcja obfitująca w zabawne sceny i teksty mające trafić do młodego widza. Jednakże "Tupot małych stóp" wcale taki wesoły nie jest...

Miejscem, w którym toczy się akcja filmu, jest Antarktyda, kontynent lodu, mrozu, śniegu i pingwinów. Głównym bohaterem jest przedstawiciel tych sympatycznych nielotów. Mambo, bo o nim mowa, już od dziecka różni się od innych ptaków. Nie potrafi śpiewać, a jak mawia "pingwinia" nauczycielka muzyki: "Pingwin nie mający swej pieśni godowej... to właściwie nie pingwin!". Mambo ma jednak inną pasję, której oddaje się bez reszty, kocha stepować. Umiejętność ta przysporzy mu wielu problemów, ale dzięki niej dokona czegoś więcej aniżeli kolejny "szary", uzdolniony muzycznie pingwin.

Oglądając reklamy, czy też plakaty promujące "Happy Feet", odnosimy wrażenie, że jest to wręcz idealny film dla naszego dziecka, nabieramy ochoty, żeby złapać je za rękę i biec do kina. Zanim to zrobicie, zastanówcie się dwa razy, czy chcielibyście, aby wasze dziecko zrozumiało, że by dokonać czegoś wielkiego, trzeba liczyć się z odrzuceniem i samotnością. Czy chcecie, żeby wiedziało, że próba wyłamania się z panujących kanonów, próba bycia oryginalnym z całą pewnością uczyni je kimś niezrozumianym? Jeśli nie, włączcie dziecku bajkę na video bądź DVD, a do kina wybierzcie się sami. Film ten, mimo promującej go na komedię kampanii reklamowej, w istocie ową komedią nie jest. Przedstawia nam smutny obraz tego, jak w dzisiejszym świecie postrzegany jest indywidualista. Oprócz tego porusza wiele poważnych tematów, chociażby takich jak zanieczyszczanie środowiska naturalnego bądź ślepa wiara w tradycje i religię. Zwraca również uwagę na sytuację, w jakiej znajdują się zwierzęta zamknięte w zoo, przedstawia ludzi jako "tych złych", jako "kosmitów". Ponadto widz dorosły może wyłapać w "Tupocie małych stóp" mnóstwo podtekstów i to niekoniecznie takich, które powinny pojawić się w filmie, w którym dolna granica wieku widza nie została ustalona.

Zarówno scenariusz (Judy Morris), jak i reżyseria (George Miller) są godne pochwały. Animacja zapiera dech w piersiach, dynamika ruchu pingwinów oddana jest wręcz idealnie. Ścieżka dźwiękowa (John Powell) według mnie nie trafiona, zbyt optymistyczna w odniesieniu do wydarzeń przedstawionych w filmie. Dubbing polski słaby, głównie ze względu na brak konsekwencji w tłumaczeniu piosenek pojawiających się w czasie trwania filmu.

"Happy Feet" jest filmem mającym drugie, ukryte dno. Pod płaszczykiem kolejnej bajeczki dla dzieci George Miller przedstawia nam film zawierający przesłanie, zmuszający do refleksji. Czyni to "Tupot małych stóp" obrazem oryginalnym i bezapelacyjnie wartym obejrzenia.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (14 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)