Recenzja filmu Wszystko za życie (2007)
Sean Penn

Dalej na Północ

Christopher McCandless w 1990 roku, po ukończeniu Uniwersytetu Emory, niszczy swoje dokumenty, przekazuje oszczędności na działalność charytatywną i wyrusza w podróż swojego życia po Ameryce ...
Filmweb sp. z o.o.
Christopher McCandless w 1990 roku, po ukończeniu Uniwersytetu Emory, niszczy swoje dokumenty, przekazuje oszczędności na działalność charytatywną i wyrusza w podróż swojego życia po Ameryce Północnej pod nazwiskiem Alexander Supertramp. Po drodze spotyka outsiderów, tak samo jak on żyjących w świecie zasad stworzonych przez ich samych. Jego celem jest cały czas droga na Północ, by rozpocząć tam swoją własną "alaskańską przygodę".

To moje pierwsze spotkanie z Seanem Pennem po drugiej stronie kamery. I trzeba przede wszystkim dodać, że bardzo refleksyjne to było spotkanie. Przez film przewijają się cytaty z książek, które McCandless tak namiętnie czytał. To one nadają dziełu marzycielskiego, magicznego tonu, skrupulatnie wybierane do odpowiednich scen (nie bez przyczyny często pojawia się London). Wpasowują się one w historię naszego outsidera – wyrwaną jakby z kart powieści Jacka Londona, zanoszącą się trochę naiwną miłością do natury i tego, co pierwotne. Sens podróży bohatera jest nieco mętny, wyprawa na Alaskę to sprawa czysto duchowa, nieprzynosząca materialnych korzyści i jakiegokolwiek znaczenia. Z perspektywy zwykłego zjadacza chleba to przedsięwzięcie prowadzi donikąd. Jest po części infantylne, z jednej strony wygląda jak wybryk małego chłopca, pod którym jednak kryje się coś głębszego z istotną przyczyną – kompletnej nieakceptacji społeczeństwa i reguł w nim panujących. Człowiek w porządku społecznym – czy film wyjaśnia ten problem filozoficzny? Jeśli szukamy bezpośredniej odpowiedzi, to poniekąd doznamy zawodu. Może dlatego iż sam bohater w końcu z tą kwestią też miał problem? Dzieło Penna to splot luźnych, wręcz dryfujących i nieco naiwnych rozważań na temat. Jednak ta "naiwność" zaczyna kończyć się gdy "wyprawa ku więzi z naturą" zaczyna przeradzać się w "walkę z naturą".

Pod względem technicznym film Penna na prawdę błyszczy. Uwagę zwraca muzyka (w końcu skomponował ją sam Vedder, członek Pearl Jam) – cały czas namiętnie słucham utworu "Guaranteed";). Emile Hirsch świetnie poradził sobie z główną rolą; po seansie w pamięci utkwił mi też Hal Holbrook w roli Rona – chyba jedna z najbardziej barwnych, wyrazistych postaci. No i na pochwałę zasługują też przepiękne zdjęcia.

Czy film mogę polecić każdemu? Może niekoniecznie – jednych ta historia wzruszy, drugich zirytuje swoją infantylnością. Film Penna wymaga od widza nieco wrażliwości i zrozumienia. Zagadkowe pozostało dla mnie poniekąd zakończenie – słowa napisane przez Chrisa między wersami w książce gryzą się z sensem zdań na tabliczce pozostawionej przy "magicznym autobusie". Penn odświeżył historię Supetrampa, dzięki któremu m.in. szlak Stempede na Alasce zyskał ponownie ogromne zainteresowanie wśród podróżnych. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 81% uznało tę recenzję za pomocną (16 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (11)

zobacz wszystkie
o