Recenzja filmu Diabeł ubiera się u Prady (2006)
David Frankel

Diabeł jest kobietą

Dziewczyna z prowincji w kolejce do kariery, ciuchy od Chanel i Valentino oraz rewelacyjna rola Meryl Streep. "Diabeł ubiera się u Prady" to naprawdę udana ekranizacja bestsellerowej powieści. ...
Filmweb sp. z o.o.
Dziewczyna z prowincji w kolejce do kariery, ciuchy od Chanel i Valentino oraz rewelacyjna rola Meryl Streep. "Diabeł ubiera się u Prady" to naprawdę udana ekranizacja bestsellerowej powieści.


Andrea Sachs (Anne Hathaway), 21-letnia stażystka rozpoczyna pracę w prestiżowym magazynie o modzie "Runway". W przyszłości Andy chciałaby zostać profesjonalną dziennikarką i pisać w "New Yorkerze", a praca asystentki szefowej "Runwaya" Mirandy Priestly ma jej pomóc w pokonywaniu kolejnych szczebli kariery. Świata, do którego wkracza Andy właściwie z niczym nie da się porównać. Tu rozmiar 38 przeznaczony jest dla grubasek, bo niewolnicy mody jadają rzadko i niskokalorycznie. Kiedy czują, że zasłabną z głodu, sięgają po kostkę sera. Noszą ciuchy od sławnych projektantów, pieczołowicie dobrane dodatki i obowiązkowo szpilki.

Dziewczyny z Runwaya, "klikaczki" - jak nazywa je Andy - stukają obcasami, przemierzając wypolerowane posadzki i dziękują losowi, że zetknął je z Mirandą. A diabeł w ciuchach od Prady, nazywany "pieszczotliwie" smoczycą sadystycznie znęca się nad podwładnymi, budząc przerażenie i niekłamany podziw. Wystarczy jeden gest dezaprobaty z jej strony, a najsławniejsi projektanci zmieniają całe kolekcje. Być pożartym przez Mirandę to niemal zaszczyt. Miliony dziewczyn dałoby się pokroić za taką pracę - powtarzają wszyscy dokoła. Zakochana w swym narzeczonym Andy będzie musiała zweryfikować poglądy na życie. I tu zaczyna się opowieść o biednej dziewczynie, która zdobywa wymarzoną pracę i zaczyna wspinać się na szczyty.

Dylematy głównej bohaterki, jak bajce, są cudownie przewidywalne, z góry wiadomo, jak skończy się ta historia. Brak elementu zaskoczenia zostaje jednak zniwelowany, bo humorystyczne przerysowania i dowcipne dialogi bawią na każdym kroku. Nie ma w tym filmie dłużyzn, niepotrzebnego mnożenia epizodów i nadmiernego rozbudowywania postaci.

Debiutancka powieść Laury Weisberger "Diabeł ubiera się u Prady" wydana w 2003 roku przez 24 tygodnie nie schodziła z amerykańskich list bestsellerów. Pisarka z humorem i dbałością o szczegóły sportretowała światek mody, czerpiąc z osobistych doświadczeń. Weisberger przez rok pracowała bowiem jako osobista sekreterka Anny Wintour, szefowej brytyjskiej edycji słynnego magazynu mody "Vogue".
W naszym kraju powieść cieszyła się nie mniejszą popularnością. Polski wydawca sprzedał 60 tys. egzemplarzy. W tym roku pojawiła się kolejna książka Weisberger "Portier nosi garnitur od Gabbany", tym razem obraz środowiska agencji public relations.

Wielbiciele talentu Laury Weisberger stwierdzą pewnie, że film Davida Frankela nie dorównuje powieści, a scenarzystka niepotrzebnie zminimalizowała pewne wątki, jednocześnie rozwijając niektóre role. Będą też tacy, dla których film okaże się zabawniejszy i sprawniej opowiedziany niż książkowa historia. Co by nie mówić, nie ma wątpliwości, że sukces powieści z pewnością przełoży się na popularność filmu.

Nawet jeśli komuś przyjdzie ochota ponarzekać na uproszczenia scenariuszowe, czy banalność całej historyki, to niewątpliwie Meryl Streep w roli Mirandy jest w stanie przyćmić wszelkie niedociągnięcia. Smoczyca w jej wykonaniu jest charyzmatyczna, wyjątkowa, wyrafinowana, cudownie sadystyczna, a przy tym wygląda wspaniale. Nie musi nawet za wiele mówić, wystarczy, że wystudiowanym ruchem zdejmie okulary. Jednym słowem jest na co popatrzeć.

Biorąc pod uwagę liczbę szałowych kreacji i atrakcyjnych gadżetów pokazanych na ekranie, film Frankela dla większości pań okaże się ucztą dla oka. Za kostiumy odpowiedzialna była Patricia Field, która pracowała razem z Frankelem na planie serialu "Seks w wielkim mieście", gdzie reżyser z sympatią przyglądał się wyzwolonym nowojorskim elegantkom.

"Wszyscy chcą być w naszej skórze", mówi Miranda Priestly i choć może nie do końca jest to prawdą, to jednak filmowy świat, pełen drogich ciuchów, luksusowych limuzyn i bankietów, kusi. Fajnie czasami popatrzeć na nieskazitelnie pięknych ludzi w sandałach od Manolo Blahnika, w których w "Seksie w wielkim mieście" paradowała Sarah Jessica Parker. Jak oni są cudownie zepsuci!
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 88% uznało tę recenzję za pomocną (107 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (10)

zobacz wszystkie
o