Recenzja filmu Juno (2007)
Jason Reitman

Dorosłość jest stanowczo przereklamowana! Kiedy to się stało i jak to zatrzymać?

"Może załatwimy to oldskulowo? Dzieciaka zapakuję do koszyka, puszczę w szuwary i tam wyłowicie swojego Mojżeszka" − tak mówi młoda przyszła rodzicielka Juno do ustatkowanych przyszłych rodziców ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Juno (2007)
"Może załatwimy to oldskulowo? Dzieciaka zapakuję do koszyka, puszczę w szuwary i tam wyłowicie swojego Mojżeszka" − tak mówi młoda przyszła rodzicielka Juno do ustatkowanych przyszłych rodziców jej dziecka, Vanessy i Marka. Juno jest w wieku między dzieciństwem a dorosłością, ale wydaje się osobą bardzo dojrzałą. Vanessa Loring to dobrze zarabiająca i twardo stąpająca po ziemi kobieta, która bardzo chce mieć dziecko. Mark Loring zaś, nawiązując nieco do tytułu recenzji, to trochę zagubione duże dziecko. Na zewnątrz dojrzały mąż, wewnątrz romantyk, który "chciałby jeszcze załatwić parę spraw". Ale po kolei.

Dystrybutor głosi "Świeży. Śmieszny. Świetny". I tym sloganem wcale widzów w błąd nie wprowadza.

Film nakręcono za 5 milionów dolarów, co w warunkach Stanów Zjednoczonych jest budżetem niemal kameralnym. Za ten świeży i śmieszny scenariusz film docenili przede wszystkim sami widzowie. To ich pochlebne opinie stały się główną promocją dla tego skromnego obrazu, który szybko podbił rozmaite festiwale i konkursy oraz zawitał do wielu krajów w różnych zakątkach świata. Twórcami są nota bene żółtodzioby. Reżyser to Jason Reitman, który zdobył już pewien rozgłos niezłą satyrą "Dziękujemy za palenie". Swój debiutancki scenariusz napisała Diablo Cody. Z tym wiąże się ciekawa sprawa, otóż producent filmu Mason Novick (producentem jest też znany aktor John Malkovich) odkrył tą, jak dotąd głównie dziennikarkę, czytając jej internetowy blog. Urzekła go tam dowcipnym i nowoczesnym stylem pisania oraz sposobem patrzenia na świat. Ta niespełna trzydziestolatka o dziwnym imieniu stworzyła więc wyrazistą postać, którą nazwała też niebanalnie. Juno bowiem, jak sama nam powie, zawdzięcza swe imię żonie Jowisza, tego z rzymskiej mitologii. W tytułową Juno wcieliła się dwudziestoletnia wówczas Ellen Page (znana już z thrillera "Pułapka"). I ta początkująca ekipa wyraźnie tchnęła w swój film wspominaną już świeżość. Muzyką, zdjęciami czy scenografią też zajęli się osoby bez znanych nazwisk (strona techniczna akurat się niespecjalnie wyróżnia, choć ścieżka muzyczna jest dobrana ciekawie).

Patrząc na zarys fabuły, dostrzeżemy swobodne podejście i beznamiętne łamanie utartych schematów. Otóż film opowiada o szesnastolatce, wychowywanej przez ojca i macochę. O dziewczynie, której matka opuściła rodzinę, gdy Juno miała 5 lat. Lekceważy ona rówieśnicze trendy, krocząc własną ścieżką. Ma jedną ładniejszą od siebie przyjaciółkę, jednego nieśmiałego kumpla i lubi słuchać mocnych gitarowych brzmień rockowo-punkowych. Jej problem pojawia się wraz z nieoczekiwaną ciążą. Czy chce być matką? Odpada. Ma 16 lat i nie zamierza nosić dzieciaka w szkolnym plecaku. Postanawia więc oddać je do adopcji rodzince, która je pokocha, a tę znajduje w gazetowym ogłoszeniu obok terierów i używanych hantli.

Czy skądś tego nie znamy? Pomyśleć można, że Juno teraz płacze po nocach a ojciec, prosty człowiek pracy, nie chce jej na oczy widzieć, dodatkowo podjudzany przez macochę, więc Juno na skraju załamania chce szybko pozbyć się problemu. Otóż nic z tych rzeczy. Juno to przebojowa nastolatka, twardo stąpająca po ziemi i mająca własne zdanie. Nie ma najmniejszych problemów w kontaktach z ojcem, a z macochą żyje jak z dobrą znajomą i na oboje może liczyć. Mark i Vanessa zaś to, jak się zdaje, idealne i szczęśliwe małżeństwo, któremu do pełni szczęścia brakuje tylko niemowlaka. Znów pozory. Bowiem jak się okaże, prawdziwy problem do rozwiązania będzie mieć nie Juno z tic-tac'oholikiem Bleekerem, ale właśnie stateczna Vanessa z zagubionym Markiem. Postaci nie są kreślone grubą kreską i te, jak się wydaje początkowo, pozytywne, okazują się z innej strony negatywne. I odwrotnie.

Największe atuty to dowcipny scenariusz (Oscar, BAFTA, WGA) z oryginalnym poczuciem humoru, licznymi świetnymi tekstami i luzackim slangiem szkolnym. Dalej przebojowa Ellen Page. W swoją rolę wczuwa się na tyle przekonująco, że często zamiast tej bardzo zdolnej młodej aktorki widzimy autentyczną uczennicę i córkę. Pozostając przy aktorstwie, należy wspomnieć o drugim planie: mniej efektowny, ale również przekonywający dziewiętnastoletni wówczas Michael Cera jako Bleeker, wyrazista Jennifer Garner jako Vanessa Loring oraz zaskakująca Allison Janney jako Bren MacGuff. Tym samym, idąc dalej, udana reżyseria Jasona Reitmana.

Innym plusem tego filmu jest połączenie lekkiego klimatu komediowego (głównie na początku filmu) i wplatanych swobodnie elementów dramatu (wraz z rozwojem fabuły). Następnie wielość poruszonych wątków i kilka zarysowanych postaci w drugim szeregu, przy czym od początku do końca wyraźnym priorytetem jest historia Juno. Dzięki temu widz w różnym wieku i o różnym guście szybko załapie film, odnajdując w nim coś dla siebie i coś z siebie. Nie jest to jednak ani zapierające dech w piersiach widowisko, ani głęboko poruszające kino tzw. ambitne, niemniej osobiście większych wad w "Juno" nie widzę (bo za takie nie mogę uznać nienadzwyczajnej strony technicznej czy braku efektów specjalnych tudzież dźwiękowych). Zatem film zupełnie udany, który polecam z czystym sumieniem.

(Tytuł zapożyczyłem od użytkowniczki Mims*)
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 72% uznało tę recenzję za pomocną (18 głosów).
sten44
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie
o