Recenzja filmu Drżące ciało (1997)
Pedro Almodóvar

Drżenie z zachwytu

Wyjątkowo trudne zadanie dla siebie wybrałam - opisać w słowach zauroczenie filmowcem, zdolnym wykrzesać z wyeksploatowanej emocjonalności nowe pokłady wrażliwości. W świecie coraz częściej ...
Filmweb sp. z o.o.
Wyjątkowo trudne zadanie dla siebie wybrałam - opisać w słowach zauroczenie filmowcem, zdolnym wykrzesać z wyeksploatowanej emocjonalności nowe pokłady wrażliwości. W świecie coraz częściej znieczulonym na jakiekolwiek przejawy empatii i serdeczności kręci obrazy umoczone w naszych pierwotnych instynktach. Lawiruje w gąszczu obsesji, lęków i pragnień, by na końcu zrodzić w nas euforyczny nastrój i całkowite uwielbienie dla kolejnej pasjonującej historii.

Stan, którego doświadczam podczas oglądania filmów Pedro Almodóvara osiąga niespotykany poziom zaangażowania i ciekawości. Nic nie jest takie, jakie się wydaje, a za każdym bohaterem stoi niosąca konsekwencje przeszłość. Ale genialny Pedro na banałach nie poprzestaje. W jego światach bieg wydarzeniom musi nadawać spontaniczność. Ludzka cecha, której chcemy się wyrzec, zostaje wykorzystana do obnażania prawdy o naszych charakterach. Dlatego dla widza nie ma odwrotu - po kolejnej eskapadzie w głąb zakamuflowanych pragnień zostaje od tej formy ekspresji uzależniony, wiem to z autopsji.

Tym razem zaspokajałam swoją potrzebę obcowania z geniuszem Almodóvara seansem nastoletniego "Drżącego ciała" z rozpoczynającym wielką karierę Javierem Bardemem. Podstawą do snucia wielowątkowej opowieści jest nieszczęśliwa strzelanina, będąca początkiem długiej drogi do samospełnienia i zrozumienia własnych potrzeb. Pedro Almodóvar od razu daje do zrozumienia, jak istotne w dążeniu do szczęścia jest nastawienie. Urodzony w autobusie Victor Plaza nie grzeszy wszakże elokwencją i charyzmą, ale mimo swego pochodzenia potrafi sprostać napotykanym w życiu przeszkodom. Bohater dramatycznego nieporozumienia nie pozwolił, by gorycz i rozczarowanie unicestwiły jego dziecinną naiwność i dobroć. W przeciwieństwie do Eleny, Davida i Sancho - pozostałych uczestników strzelaniny - obronił się przed tchórzostwem, zachowując hart ducha i jasny umysł. Jego recepta na traumę okazała się najlepsza.

Hiszpański reżyser ma dla swoich widzów tradycyjnie silną puentę. Nasze reakcje wywołane przez lawinę zarówno bolesnych, jak i radosnych chwil - nieważne, na ile adekwatne do sytuacji - pozwalają zmierzyć się z prawdą. I bez względu na późniejsze konsekwencje, pozostajemy w najważniejszym punkcie zwycięzcami.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 48% uznało tę recenzję za pomocną (42 głosy).
Madame_Rose
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry