Recenzja filmu Dawno temu w Ameryce (1984)
Sergio Leone

Dramat gangsterski jako ponadczasowa opowieść o życiu

Sergio Leone miał niewątpliwie „nosa”, co do gatunków, w których kręcił swoje najlepsze filmy. „Za garść dolarów”, „Za kilka dolarów więcej”, „Dobry, zły i brzydki”, „Garść dynamitu” czy „Pewnego ...
Filmweb sp. z o.o.
Sergio Leone miał niewątpliwie „nosa”, co do gatunków, w których kręcił swoje najlepsze filmy. „Za garść dolarów”, „Za kilka dolarów więcej”, „Dobry, zły i brzydki”, „Garść dynamitu” czy „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie” to istne perły westernu. Pewne jest, że włoski reżyser dokonał rewolucji w tej dziedzinie filmowej. To był powiew świeżości, nowy kierunek w – przez niektórych potocznie nazywanej – „końskiej operze”. Jednakże gdy wybitny twórca zabrał się do kręcenia historii gangsterskiej, nic nie wróżyło sukcesu. Dramat gangsterski, w przeciwieństwie do westernu, w momencie gdy Leone kręcił swój film, przeżywał prawdziwie królewski okres. Gatunek ten nie potrzebował ożywienia, „Ojciec chrzestny” wyniósł go na sam szczyt. Mimo wszystko Sergio stworzył swoje najlepsze i - jak miało się okazać - ostatnie dzieło. Dzieło, które jest również uznawane za jeden z najwybitniejszych (w moim przekonaniu najwybitniejszy) obrazów w historii kina!
 
Co Leone mógł zaproponować w filmie gangsterskim? Mógł stworzyć wielopłaszczyznowe arcydzieło, które do dziś będzie wciąż na nowo interpretowane i zrobił to! Wielkość „Dawno temu w Ameryce” tkwi w trzech głównych czynnikach: ukazanej historii (także sposobie jej ukazania), kreacjach aktorskich oraz muzyce.
 
Obraz z pozoru jest mało oryginalną opowieścią o gangsterach. Oto mamy paru drobnych złodziejaszków, którzy stają się przestępcami. (Nie chcę zamieszczać opisu samej fabuły, można go znaleźć gdzie indziej). Jednakże w tym niby prostym zapisie losów chłopców, włoski reżyser tworzy ponadczasową, zdumiewającą swą głębią historię o przyjaźni, lojalności, sile charakteru, wzlotach i upadkach człowieka. Nie będę w opisywał szczegółowo kontekstów, przesłań i ogólnej wartości moralnej filmu, nie do tego służy recenzja. Napiszę tylko tyle, że bogactwo intelektualne obrazu robi piorunujące wrażenie! W żadnym innym dziele filmowym nie widziałem takiej „głębi” i warstwy do interpretacji, co w ostatnim wytworze Leone (np. całość składa się na dokładny zarys psychiki poszczególnych bohaterów). Losy Kluchy i jego przyjaciół stają się opowieścią o ponadczasowych wartościach, a samą opowieść o gangsterach można uznać za zapis życia i zmian społecznych w historii Ameryki pierwszej połowy XX wieku. Sergio prowadzi filmową historię na trzech płaszczyznach czasowych: widz obserwuje młodość głównych bohaterów, ich dorosłe lata oraz starość gangsterów. Wielkość reżyserii polega na tym, że akcja nie ma wytyczonych ram: reżyser, co chwila, bez uprzedzenia przenosi widza w czasie. Zabieg ten sprawia, że nieuważny odbiorca szybko się gubi. Gdyby ktoś zdecydował się na oglądanie „Dawno temu w Ameryce” urywkami, bądź też wychodził w trakcie oglądania, nie będzie mógł zrozumieć, co rozgrywa się na ekranie. Na geniusz tego wyjątkowego przedsięwzięcia filmowego wpływają także pojedyncze sceny, drobne sekwencje i dialogi. Powodują wzruszenie, niekiedy uśmiech. Choć całość jest bardzo realistyczna, niekiedy brutalna, wiele ujęć ma znaczenie symboliczne. Oryginalny sposób prowadzenia narracji filmowej oraz fenomen wielu sekwencji sprawia, że dzieło jest interesujące od początku do końca, mimo że trwa 219 minut!
 
„Dawno temu w Ameryce” to popis aktorstwa Roberta De Niro. Amerykański aktor wydaje się wręcz stworzony do roli gangsterów. Za każdym razem tworzy wybitne kreacje. Tak było i wówczas, gdy Leone powierzył mu główną rolę - Kluchy. De Niro jest fenomenalny w roli przestępcy o żydowskim pochodzeniu. Jego rola jest jednym z największych atutów filmu. Artysta magnetyzuje swą grą zarówno będąc gangsterem w młodym wieku, jak i chwili gdy - za pomocą charakteryzacji - odgrywa Kluchę w latach jego starości. Jednak ostatni film włoskiego reżysera nie jest tylko popisem jednego aktora. De Niro gra główną rolę i tym samym delikatnie wysuwa się na pierwszy plan, ale w dziele także obsada drugoplanowa zasługuje na oklaski. Kapitalnie w rolę najbliższego przyjaciela Noodlesa wciela się James Woods. Co warte zaznaczenia, fenomenalnie zagrali młodzi aktorzy, którzy wystąpili w rolach bohaterów w latach dzieciństwa. Ciekawym doświadczeniem jest oglądanie na ekranie nastoletniej Jennifer Connelly, obecnej - dorosłej już - gwiazdy kina. Interesująca, stanowiąca dla nas dziś miły „smaczek” jest kreacja Joe Pesciego, wybitnego artysty, który później zasłynie ze współpracy właśnie z De Niro i Martinem Scorsese w innych filmach gangsterskich, m.in. „Chłopcach z ferajny” czy „Kasynie”.
 
„Dawno temu w Ameryce” nie stało by się arcydziełem bez muzyki Ennio Morricone. Kompozytor słynie z przyjaźni z Leone, napisał ścieżki dźwiękowe do wielu jego filmów. Choć nie można zaprzeczyć, że muzyka do „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie” czy do „Dobrego, złego i brzydkiego” jest genialna, to jednak oprawa muzyczna do „Dawno temu w Ameryce” zdaje się najlepsza w bogatym dorobku włoskiego twórcy. Gdy kilkanaście miesięcy temu jeden z operatorów telefonii komórkowej zdecydował się w swej reklamie umieścić fragment ścieżki z filmu, reklama zwracała uwagę widzów przede wszystkim pięknym dźwiękiem. To drobne potwierdzenie ponadczasowości muzyki Morricone. Ostatni film Leone nie obfituje w efekty specjalne, są one wręcz niepotrzebne. Sergio posłużył się nie bogactwem wizualnym, lecz bogactwem treści, bogactwem artystycznym.
 
Gdyby ktoś wyznał, że uważa się za znawcę kinematografii, warto zapytać taką osobę, czy oglądała „Dawno temu w Ameryce” i co ewentualnie na temat tego filmu ma do powiedzenia. Jeśli usłyszany tytuł wyda jej się nowym, bezsprzecznie wyjdzie na jaw, że owy człowiek nie jest autentycznym miłośnikiem X muzy. Bowiem znać ten obraz to obowiązek każdego szanującego się znawcy kina. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: to najwybitniejszy film w historii kinematografii.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 84% uznało tę recenzję za pomocną (63 głosy).
Westman
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie