Recenzja filmu Bękarty diabła (2005)
Rob Zombie

Droga 1000 trupów

"Bękarty Diabła" powaliły mnie klimatem, genialną muzyką, brutalnością i czarnym humorem. 
Filmweb sp. z o.o.
Bardzo dobrze pamiętam swój pierwszy kontakt z twórczością Quentina Tarantino. Po obejrzeniu "Pulp Fiction" byłem tak zachwycony, że w przeciągu następnego tygodnia widziałem film jeszcze kilkukrotnie, pokazując go przy okazji wszystkim bliskim znajomym. Ten cięty język, czarny jak loki Samuela L. Jacksona humor i przemoc niemal wylewająca się z ekranu… Coś niesamowitego! Od tamtego pamiętnego tygodnia musiało minąć bardzo wiele czasu, zanim jakiś film zrobił na mnie równie wielkie wrażenie. Stało się to dopiero, kiedy obejrzałem "Bękarty Diabła" Roba Zombie. Mimo, że fabularnie nie można go porównać z "Pulp Fiction" to pod względem przemocy, morderczego humoru i wulgarnego języka zdecydowanie przewyższa arcydzieło Quentina Tarantino.

 Wypadało by zacząć od streszczenia fabuły. "Bękarty Diabła" kontynuują historię z "Domu 1000 Trupów". Psychopatycznej rodzinie Firefly’ów udaje się (w niepełnym składzie) uciec z zasadzki zastawionej przez policję. Szeryf John Wydell nie ma jednak zamiaru odpuścić. Nie bacząc na prawo robi wszystko żeby dopaść zbrodniarzy, którzy zamordowali jego brata. Otis, Baby i Kapitan Spoulding ruszają w niebezpieczną  i niezwykle krwawą podróż, której końcem zdecydowanie będzie czyjaś śmierć.

O ile "Dom 1000 Trupów" czerpał całymi garściami z niskobudżetowych horrorów klasy B, o tyle "Bękarty" nawiązują do kina drogi. Reżyser nadał swojemu dziełu wygląd filmu z lat 70. Mamy więc ziarnisty obraz i przygaszone, pustynne kolory. Ciekawy jest też sposób filmowania. Spowolnienia czy odjazdy kamery nadają mu bardzo ciekawy, charakterystyczny styl. Wszystkiemu towarzyszy genialny soundtrack. Klasyki rocka takie jak Lynyrd Skynyrd doskonale wpisują się w klimat produkcji, a ostatnia scena podczas której można usłyszeć "Free Bird" wcześniej wymienionego zespołu jest dla mnie absolutnym mistrzostwem. Świetnych scen jest tu jednak więcej. Lider nieistniejącego już zespołu White Zombie doskonale wie, jak łączyć muzykę z obrazem i w wielu miejscach film przypomina przez to teledysk, co jest ciekawym i rzadko stosowanym zabiegiem.

 Opowiedziałem już o stronie technicznej, ale to nie jedyne, co "Bękarty" mają do zaoferowania. Tak jak poprzedni film Roba Zombie tak i ten jest pełen brutalnych i krwawych scen. Przemoc jest realistyczna i sadystyczna, wielu może odrzucić, ale jak widać, reżyser nie ma zamiaru iść na kompromisy. Podobnie sprawa wygląda z dialogami. Są najeżone wulgaryzmami i wisielczym humorem aż po brzegi. Pojawiają się też dyskusje o Elvisie czy "Gwiezdnych Wojnach" albo przekomiczny dialog, kiedy wbrew poważnemu Otisowi reszta rodzinki postanawia… Pójść na lody. Uśmiech na twarzy pojawiał mi się bardzo często, a parę świetnych cytatów pamiętam do dzisiaj.

Cały seans nie byłby jednak tak przyjemny gdyby nie aktorstwo, które stoi na bardzo wysokim poziomie. Nowym członkiem obsady jest William Forsythe jako szeryf John Wydell. Spisuje się on znakomicie w roli bezwzględnego, owładniętego chęcią zemsty gliniarza. Pierwsze skrzypce grają jednak członkowie rodziny Fireflyów. Na pierwszy plan wysuwa się Sid Haig, który w pierwszej części pojawiał się zdecydowanie zbyt rzadko. Tutaj możemy go podziwiać przez większość seansu, a jego absurdalne poczucie humoru wręcz zwala z nóg. Sheri Moon Zombie jako Baby po raz kolejny mnie zachwyciła. Widać, że w tej roli czuje się doskonale. Razem z mrukliwym Billem Mosleyem tworzą niezapomniane trio i sprawiają, że mimo wszystkich zbrodni, których się dopuścili, trzymamy za nich kciuki.

Gdybym był złośliwy, mógłbym szukać nielogiczności scenariusza lub narzekać, że fabuła nie grzeszy oryginalnością, ale to naprawdę nieistotne."Bękarty Diabła" powaliły mnie klimatem, genialną muzyką, brutalnością i czarnym humorem. Są wyjątkowym filmem, pozwalający zobaczyć historię ze strony "tych złych". Nie wszystkich do siebie przekona, lecz ja uważam go za arcydzieło i wiem, że nie jestem samotny w tym twierdzeniu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 78% uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).
robsonkrynicki
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny
o