Recenzja filmu Droga bez powrotu (2003)
Rob Schmidt

Droga bez powrotu

Chris jedzie na spotkanie w sprawie pracy. Niestety autostrada, którą miał przejechać zostaje zablokowana. Aby zdążyć na czas postanawia skrócić sobie drogę. Znajduje polny trakt, który staje się ...
Filmweb sp. z o.o.
Chris jedzie na spotkanie w sprawie pracy. Niestety autostrada, którą miał przejechać zostaje zablokowana. Aby zdążyć na czas postanawia skrócić sobie drogę. Znajduje polny trakt, który staje się dla niego tytułową drogą bez powrotu. Los łączy go z piątką przyjaciół, którzy z uwagi na zepsuty samochód, postanawiają poszukać pomocy. W lesie znajdują domek, jak się okazuje, zamieszkały przez zmutowaną rodzinę. Owi mieszkańcy spostrzegając, że ktoś naruszył ich terytorium rozpoczynają polowanie...

Tak w skrócie można przedstawić fabułę tego filmu. W skrócie?, o czym ja mówię?! To jest cała fabuła. Denność, wtórność i miejscami jawna kpina z widza - to jej domeny. Ale po kolei...

Szczerze ubolewam nad faktem, że aby film dobrze się sprzedał nie musi już emanować pewnego rodzaju pięknem, rzetelnością. Wystarczy grupa fantastycznej, amerykańskiej młodzieży, która dzięki swym nadludzkim mocom (całonocny bieg przez lasy Wirgini, skoki z kilkudziesięciu metrów w drzewostan, sytuacja, w której jeden z bohaterów zostaje postrzelony, a już jakiś czas później sprawnie wdrapuje się na drabinę, itp., itd.) dzielne, choć czasem z mizernym efektem, stawia opór złu. Zło uosabia zdegenerowana rodzinka, która z nabitym łukiem podąża ich tropem przez bujnie porośnięty las.
No właśnie, zadziwiający jest fakt, że byli w stanie namierzyć uciekających w tak ogromnym lesie, a nie spostrzegli ich obecności podczas powrotu do domu. Może jestem zbyt drobiazgowy, ale po prostu takich zadziwiających szczegółów w tym filmie jest więcej i nawet nie trzeba się wysilać, aby je odnaleźć. Sprawia to, że wymagający widz definiuje go w kategoriach absurdu i jakiejś kolejnej anomalii, która ma zostać łatwo wchłonięta, przez niczego się niespodziewających się młodych ludzi. Dlaczegóż przecież zastanawiać się nad sensem scenariusza? Wystarczy, że jest ładnie opakowany...

Najstraszniejszy film roku - tak właśnie reklamowano go w telewizji. Dałem się nabrać i czuję się teraz oszukany. Ten film nie ma nic wspólnego z horrorem. Jest pusty i w niektórych momentach uśmiech politowania dla tego dzieła jest prawie tak szeroki, jak przekątna ekranu, na którym jest wyświetlany (np. w scenie finałowej walki).

Najgorszy film roku - tak właśnie ja bym go zareklamował. Jeśli chcecie zobaczyć jak nie powinien wyglądać film, wypożyczcie go sobie, nie zawiedziecie się. Jeżeli natomiast chcielibyście go rozpatrywać pod innym kątem - odradzam po stokroć!
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 38% uznało tę recenzję za pomocną (13 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)