Recenzja filmu Szósty zmysł (1999)
M. Night Shyamalan

Drogi rozcięte

Jaka jest szansa, by ci, którzy odeszli, spłacili swój dług? Jedyną szansą jest ciągle ta sama niedoskonała miłość. Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą/ zostaną po nich buty i telefon ...
Filmweb sp. z o.o.
Jaka jest szansa, by ci, którzy odeszli, spłacili swój dług?
Jedyną szansą jest ciągle ta sama niedoskonała miłość.



Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko
odchodzą/ zostaną po nich buty i telefon głuchy (...)/ kochamy wciąż za mało i stale za późno



Wiersz księdza Twardowskiego stał się tak popularny, że pojawia się nawet na plakatach ulicznych. Obrósł komentarzami, które są na ogół zgodne: rozpacz opisana w wierszu jest rozpaczą tych, którzy pozostali. Żywych i opuszczonych.
A ci drudzy? Ci którzy odeszli? Czy także są zrozpaczeni? Czy chcieliby uruchomić głuchy telefon? Właśnie o tym jest "Szósty zmysł".
Na początku widzimy tu próbę morderstwa: lekarz-psychiatra zostaje postrzelony przez byłego pacjenta. Później lekarz, wstrząśnięty zamachem, postanawia zająć się sprawą dziesięcioletniego chłopca, którego przypadłość przypomina chorobę zamachowca. A potem wychodzi na jaw istota owej przypadłości: dziesięcioletni Cole ma zdolności parapsychologiczne, nawiązuje kontakty z ludźmi, którzy już nie żyją.
Kino amerykańskie zwykle przestrzega reguł gatunkowych. Z jakim gatunkiem mamy do czynienia tutaj? Początek sugeruje, że to thriller; ciąg dalszy - że film grozy. Aż wreszcie okazuje się, że jest to film o tragizmie śmierci. Cole widzi zmarłych, słyszy ich głosy. Zaczyna rozumieć, czym jest śmierć dla kogoś, kto przestał żyć.
Więc czym? Jaki jest świat ludzi, którzy nie żyją? Przede wszystkim jest to świat bez słońca. I świat lekko zniekształcony, jakby widziany przez grubą szybę. Obrazy o głębokiej perspektywie stają się tu dziwnie płaskie. Dalsze spostrzeżenia ujawniają się dopiero po jakimś czasie. Oto zmarli zdają się nie wiedzieć, że nie żyją.
Jak to możliwe? Film sugeruje, że ludzie w momencie śmierci przeżywają szok podobny do tego, którego doznają ludzie w wypadku drogowym. Człowiek potrącony przez samochód pamięta moment wejścia na pasy, potem widzi pochylonego lekarza. To, co stało się tuż przedtem, znika w niepamięci. Zmarli reagowaliby podobnie. Może to świadczy o tym, że nie chcą przyjąć do wiadomości faktu własnej śmierci, podobnie jak bezrobotny nie chce przyjąć do wiadomości faktu, iż stracił pracę. Gorączkowa działalność płynie z chęci udowodnienia samemu sobie, że o żadnej śmierci nie może być mowy. Ale prawda wychodzi na jaw - i to jest właśnie ów moment najtrudniejszy. Doznanie śmierci staje się najbardziej dojmujące, najbardziej gorzkie, mroczne.
A jednak: w owym mroku pojawia się czasem iskierka światła. Gorączkowa działalność ludzi zmarłych miewa pewien specjalny wymiar. Dziesięcioletni Cole ich widzi, ale przecież nie wszystkich, przychodzą tylko niektórzy. Dlaczego właśnie oni, a nie miliony innych? To proste: przychodzą ci, którzy szukają pomocy, którzy coś zaniedbali, o czymś zapomnieli, którzy sądzą, że mają do spłacenia jakiś dług. To oni wołają o pomoc.
Wołanie zawsze jest głośne i rozpaczliwe. A jednak bywa różne, bo różne są niespłacone długi. Jest na przykład kobieta w kuchni, która zmywa naczynia, nagle odwraca się do chłopca, ma zakrwawioną twarz. Krzyczy na ColeŐa tak, jakby był jej mężem. Może właśnie ów mąż pozbawił ją życia? Dla kobiety spłata długu - to przede wszystkim odpłata za doznaną krzywdę.
I jest dziewczynka, którą skrzywdziła macocha. Ona także woła o pomoc, ale nie po to, by się mścić; ona chce przestrzec swą siostrę i swego ojca. Cole pomoże dziewczynce, nie pomoże kobiecie. Kobieta mogłaby pomóc sobie sama, gdyby zmieniła motywację krzyku. Gdyby zrezygnowała z nienawiści. Ale nie jest do tego zdolna.
I wreszcie scena - być może - kluczowa: zmarły mężczyzna odwiedza swą żonę we śnie. Słyszy z jej ust skargę: dlaczego mnie opuściłeś? Kobieta ma wątpliwości, czy zmarły mąż rzeczywiście ją kochał. Być może, to właśnie on "kochał wciąż za mało i stale za późno". A mimo to otrzymuje tu swą szansę


Więc widać w tym filmie sytuację tych, którzy odeszli i tych, którzy zostali. Jedni i drudzy popełniali te same błędy. Taka to przeklęta ludzka natura: mamy koło siebie bliskiego człowieka, wydaje się, że tak będzie zawsze, więc traktujemy go pobłażliwie. Potem następuje przymusowe rozstanie. Ci, którzy odeszli, są niekiedy gorsi od tych, którzy zostali. Jaka jest szansa, by spłacili swój dług, naprawili krzywdę? Okazuje się, że szansą jest ciągle ta sama niedoskonała miłość. I to ona jest jedyną iskierką w mroku


Czy film "Szósty zmysł" poprawia poezję Jana Twardowskiego? Nie, skądże. Ksiądz-poeta wszystko to wiedział wcześniej. I to, że miłość bywa kiepska. I to, że mimo swej kiepskości jest cenniejsza od wszystkich innych rzeczy, które rzekomo posiadamy. I wreszcie to, że w ostatecznym rozrachunku kochający jednak wyjdą na swoje. Napisał to w wierszu "Bliscy i oddaleni":
Bo widzisz tu są tacy którzy się kochają/
i muszą się spotykać aby się ominąć/
bliscy i oddaleni jakby stali w lustrze (...)/ można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie/ nasze drogi rozcięte schodzą się z powrotem
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 54% uznało tę recenzję za pomocną (140 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

o