Recenzja filmu Gerry (2002)
Gus Van Sant

Dwaj ludzie i pustynia

Bardzo różne słuchy docierały do Polski o najnowszym filmie Gusa Van Santa. Jedni mówili, że to oderwane od wszelkich komercyjnych zasad swoiste arcydzieło, inni (których chyba było więcej), że ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Gerry (2002)
Bardzo różne słuchy docierały do Polski o najnowszym filmie Gusa Van Santa. Jedni mówili, że to oderwane od wszelkich komercyjnych zasad swoiste arcydzieło, inni (których chyba było więcej), że to potwornie nudna i aż do granic eksperymentalna opowieść, która nawet wielce tolerancyjnych i otwartych na innowacje widzów na festiwalu Sundance wykurzała z kinowej sali jeszcze przed zakończeniem projekcji. Na prasowy pokaz szłam z mieszanymi uczuciami i... z takimi samymi z niego wyszłam.

Bohaterami filmu są dwaj młodzi mężczyźni, których imion nie znamy, obaj mówią do siebie nawzajem "Gerry". Poznajemy ich jadących na pustynię w długich, bezdialogowych ujęciach i już ten sam początek nadaje filmowi klimatyczny, hipnotyczny ton. Potem obserwujemy jak beztrosko przemierzają porośnięte krzewami pustkowia, w poszukiwaniu "czegoś", ale nigdy nie dowiemy się jaki jest cel podróży, bowiem chłopcy szybko postanawiają go porzucić. Pełni beztroski wracają i oczywiście gubią się. Błąkają się szukając drogi do samochodu i w takiej sytuacji zostają przed większą część filmu. Widzimy ich przemierzających różnego rodzaju bezludne tereny, jesteśmy świadkami miraży, których z wyczerpania doświadczają. Ich początkowo lekko zabawna sytuacja (sami ją tak traktują) szybko przestaje być śmieszna, przeradza się w okropne i przerażające doświadczenie. Śmierć zaczyna śledzić każdy ich krok...

Van Sant wraca tym filmem do swoich własnych korzeni, ale również do klasyki kina artystycznego, które kultywowało minimalizm. "Gerry" jest zdecydowanym zaprzeczeniem wszystkiego, co wiąże się z komercyjnym filmem, które, jak określa sam reżyser jest już dziś tylko pozbawionym głębi i atrakcyjnym, choć szybko się wypalającym fajerwerkiem. Od strony technicznej film jest prawdziwym majstersztykiem - długie ujęcia otaczającej bohaterów bezkresnej i stwarzającej niebezpieczeństwo przyrody są po prostu boskie. Rozciągnięte w czasie statyczne ujęcia (zachodzące słońce, chmury przetaczające się nad górami, piasek unoszony przez wiatr) przeplatane są kadrami, w których widzimy zmęczone twarze bohaterów. To piękne zdjęcia - każde ujęcie skomponowane jest jak mistrzowskie dzieło. Niezwykłość obrazu potęguje także muzyka - psychotyczne, pojedyncze uderzenia w klawisze zmiksowane z szumem wiatru i chrzęstem piasku pod stopami bohaterów coraz bardziej przybierają na chaotyczności i budują lekko thrillerowy i pełen niepokoju niepowtarzalny klimat. Nie znam zbyt wiele amerykańskich filmów opowiedzianych w ten sposób, to z pewnością jeden z najpiękniejszych wizualnie obrazów, jakie przyszło mi oglądać.

Nieliczne dialogi, jakie odbywają się pomiędzy bohaterami zbudowane są na żargonie jakim na co dzień posługują się aktorzy, Damon i Affleck, w rzeczywistości także dobrzy przyjaciele. Mówią z lekkością i sporadycznie, jakby się znali od zawsze i nie musieli sobie niczego wyjaśniać. Nie zawsze od początku wiadomo o czym mówią, przyjaciele nie prowadza bowiem rozmów tak, by były zrozumiale dla osób z zewnątrz, porozumiewają się swoim ustalonym systemem i wystarczy im, że sami wiedzą o co chodzi. Te rozmowy, pomimo ich czasem fragmentarycznej czy też fantazyjnej treści, są bardzo realistycznym elementem filmu, który stanowi przeciwwagę dla często surrealistycznego wydźwięku poetyckich wizji krajobrazu.

Nie doszukiwałabym się jednak w filmie tak szeroko reklamowanej przez twórców metafory ludzkiego losu, obrazu penetrującego człowieka odizolowanego od cywilizacji i pozostawionego na pastwę okrutnej, bezwzględnej natury. Pseudo-egzystencjalne przesłanie filmu jest bowiem tak samo puste jak jego krajobrazy. Dla mnie był to po prostu ciekawy eksperyment, wirtualne wakacje od przepełnionego ponadnaturalną akcją współczesnego kina. Jednak jego odbiór będzie zależał wyłącznie od stopnia waszej cierpliwości i uznania dla minimalizmu. Z pewnością nie jest to film dla każdego.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 87% uznało tę recenzję za pomocną (54 głosy).
o