Recenzja filmu Czekając na wyrok (2001)
Marc Forster

Dwoje na drodze

Lustro. Przedmiot codziennego użytku. Odbijają się w nim twarze, miejsca, zdarzenia. Jego srebrna tafla wiernie oddaje kształty, kolory, ale nigdy nie odda faktury, zapachu, smaku. Lustro przez ...
Filmweb sp. z o.o.
Lustro. Przedmiot codziennego użytku. Odbijają się w nim twarze, miejsca, zdarzenia. Jego srebrna tafla wiernie oddaje kształty, kolory, ale nigdy nie odda faktury, zapachu, smaku. Lustro przez sam fakt odbijania obrazu, spłaszcza go. Możemy się tylko domyślać, że to co widzimy ma głębie, nie jest próżne.
Czasem nasze życie przypomina zwierciadlane odbicie. Smutek, złość, nienawiść i jej negatyw miłość, emocje schowane pod płaszczem codzienności, pulsują, falują, ale nie wydostają się na zewnątrz. Są dwa "ja" w nas - wrażliwy i twardy, delikatny i silny, różnie, ale zawsze w opozycji. Właściwa natura i prawdziwe uczucia tłumione latami czekają na koniec wyroku, na uwolnienie, którym nie zawsze jest ekspresja.
Lustro to istotny, jeśli nie kluczowy, przedmiot w opowieści Marka Forstera o życiu, przemianie, losie i jego ironii.

"Czekając na wyrok: Monster's Ball" to znakomity film z ciekawą fabuła i świetną obsadą. Reżyser unika oczywistości, prowadzi grę z widzem, co sprawia że opowieść pozostaje w pamięci. Długa sekwencja początkowa wprowadza w nastrój. Ciemność i cicha muzyka w tle uspokajają, pozwalają się wyciszyć i skupić na rozpoczynającej się opowieści.

Ekran, podzielony na pół, sugeruje podwójność, dualizm. Lustro i jego odbicie, rodzic i syn, samotne serca, pustka i pełnia;
"Czekając na wyrok" na poziomie fabuły, opowiada historię dwojga ludzi, których życie złączył los. Hank Grotowski jest strażnikiem więziennym, do jego obowiązków należy między innymi wykonywanie wyroków śmierci.
Razem z nim pracuje jego syn, Sonny, z pozoru twardy, ale w rzeczywistości delikatny, wrażliwy, a przede wszystkim samotny. Szuka czułości i miłości, nie tylko u ojca, ale też u miejscowej prostytutki.
Hank i Sonny mają przeprowadzić egzekucję czarnoskórego Lawrence. Gdy oczekuje on na wykonanie wyroku, w domu siedzą żona Leticia i syn Tyrell. Wkrótce tragiczne wydarzenia zbliżają do siebie Hanka i Leticię. Związek nie jest dla obojga łatwy: on jest rasistą, ona została niedawno wdową. Muszą odkryć w sobie wrażliwość, o której dawno kazali sobie zapomnieć i zaufać sobie.

Fabuła jest znakomicie skonstruowana. Widać dokładność, pieczołowitość w budowie zarówno bohaterów, świata jak i intrygi. Jej elementy bezbłędnie się zazębiają, tworząc logiczną i przemyślaną całość. Za swą pracę scenarzyści zostali wyróżnienie nominacjami do wielu prestiżowych nagród, w tym do Oskara.
Dobrze zbudowani bohaterowie rozwijają się i odkrywają na naszych oczach. Każdy z nich ma w sobie drugie, prawdziwe, "ja", które skrywa przed światem. Ich język jest pozbawiony uczuć w warstwie dosłownej. Suche "dzień dobry", "co słychać" kryją w sobie wiele sympatii i serdecznego przejęcia cudzym losem.
Uczucia w filmie także są stonowane, wręcz tłumione - wesołe i smutne sceny, które jak w życiu przeplatają się, nie dają się nasycić, są przerwane w połowie. Napięcie emocjonalne zaczyna spadać w chwili, w której osiąga pewien wysoki poziom. Gdy wreszcie sięga zenitu, w jednej z najpiękniejszych scen filmu, rzeczywistość odkształca się. Głos rezonuje, odbija się od ścian, gdy bohaterowie przechodzą na drugą stronę lustra.

Znakomita jest nie tylko treść, ale i forma. Piękne zdjęcia Roberto Schaefera opowiadają historię bohaterów, nie gorzej niż oni sami. Kamera czule obejmuje ludzi, o których opowiada, stwarzając w ten sposób niepowtarzalny nastrój intymności. W trakcie projekcji filmu, widz zapomina że jest widzem, staje się niewidzialnym obserwatorem cudzego życia.
Muzyka w tle, a raczej przejmująca melodia, wprowadza niepokój, indukuje napięcie. Jej sugestywny, lekko wibrujący ton, pozwala poczuć tłumione napięcie bohaterów. Przyczynia się do tego swoistego wniknięcia w świat ekranowy świetne aktorstwo.

Znakomicie gra Billy Bob Thornton ("Człowiek, którego nie było"). Jego bohater, Hank, jest chyba najbardziej skryty i tajemniczy. Dopiero w trakcie filmu zaczyna się odkrywać, rozbierać. Widz jest świadkiem jego przemiany. Hank kocha swojego syna, Sonny'ego i jednocześnie go nienawidzi, gdyż ten jest do niego podobny.
Nienawidzi go za słabość i wrażliwość, których dawno musiał się sam wyrzec.
Dobrze gra też Halle Berry, choć w moim przekonaniu nie jest to rola wybitna. Aktorka porządnie zbudowała postać, choć w niektórych momentach jest ona zbyt uproszczona i nieco schematyczna. Niewątpliwie ciekawie jest zobaczyć jedną z najpiękniejszych kobiet świata prawie bez makijażu, w kiepskiej fryzurze, pijaną i słabą.
Podobała mi się też rola Heatha Ledgera ("Zakochana złośnica", "Obłędny rycerz"), który tym razem nie jest przystojniakiem z szelmowskim uśmiechem, a wrażliwym i delikatnym chłopakiem, nie mogącym sobie poradzić z presją, wywieraną przez ojca. Dobry jest też słynny raper Sean "Puff Daddy" Combs w roli skazanego na śmierć Lawrenca. Jego przeżycia, ostatnie godziny są prawdziwie wzruszające.

Polecam gorąco "Czekając na wyrok". To naprawdę porządny kawałek dobrego kina, ze świetnymi zdjęciami i znakomitą obsadą. To nie jest film prosty i łatwy, zwłaszcza zakończenie trudno zinterpretować, ale pozostawia satysfakcję.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 71% uznało tę recenzję za pomocną (49 głosów).
o