Recenzja filmu Kod da Vinci (2006)
Ron Howard

Dyskretna nuta oświecenia

O kasowym, choć niestety słabym filmie "Kod da Vinci" większość widzów pewnie już zapomniała. Książka też pewnie leży gdzieś odłogiem, pokryta grubą warstwą kurzu. I nic w tym dziwnego, gdyż oba ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja ścieżki dźwiękowej Kod da Vinci (2006)
O kasowym, choć niestety słabym filmie "Kod da Vinci" większość widzów pewnie już zapomniała. Książka też pewnie leży gdzieś odłogiem, pokryta grubą warstwą kurzu. I nic w tym dziwnego, gdyż oba te dzieła raczej ciężko nazwać specjalnie wybitnymi, a zawierucha, jaką wokół siebie wywołały, była jedynie chwilowym wynikiem zbiorowej, podszytej religijnymi niepokojami histerii. Mimo głośnej, acz niezasłużonej reklamy (którą podsycał sam kościół) "Kod da Vinci" pozostaje obrazem co najwyżej przeciętnym, choć niewątpliwie ciekawie zrealizowanym. W przypadku tego, nie ukrywajmy, dość specyficznego połączenia różnych gatunków filmowych (thriller, kryminał i film sensacyjny, o dodatkowym religijnym zabarwieniu), na kompozytorze spoczęło zadanie nadania filmowi odpowiedniego, religijnego klimatu. Za pomocą muzyki, rzecz jasna.

Hans Zimmer potraktował swoje zadanie bardzo poważnie. Praca nad "Kodem da Vinci" wymagała od niego porzucenia dynamicznego, wzbogaconego elektroniką warsztatu realizacyjnego, do jakiego przyzwyczaił się w filmach akcji, na rzecz skupienia się na klimacie muzyki. Ten jakże ważny element każdej kompozycji w przeszłości wielokrotnie sprawiał Zimmerowi problemy, przez co moje obawy co do tej muzyki były dosyć duże. Na szczęście w tym przypadku Hans Zimmer poradził sobie naprawdę dobrze (mimo, że to do muzyki wkradło się kilka gorszych fragmentów, ale o tym za chwilę).

Podczas słuchania płyty z muzyką, połączenie orkiestry symfonicznej, uwypuklonej i rozbudowanej sekcji instrumentów smyczkowych, oraz chóru i odrobiny elektronicznej ingerencji niejednokrotnie potrafi zachwycić swoją kościelną, klasyczną harmoniką, tajemniczością, smutkiem, ekspresją i mistyczną aurą religijnego uniesienia. Przykładami takiej muzyki są między innymi cudowny i niesamowicie klimatyczny "Poisoned Chalice" oraz majestatyczny "Kyrie for the Magdalene" (który jednak nie został stworzony przez Hansa Zimmera, tylko przez Richarda Harveya, skądinąd twórcy świetnej muzyki do "Folwarku Zwierzęcego"). Również przewijający się przez cały film motyw muzyczny, towarzyszący zabójczemu zakonnikowi Opus Dei, robi wrażenie tym, w jaki sposób wywołuje uczucia niepokoju i grozy.

Odrobinę rozczarował mnie utwór, który paradoksalnie często uznawany jest za najlepszą pozycję na tej płycie – "CheValiers de Sangreal". Aby nie było niedomówień – uważam, że to naprawdę dobra muzyka, która naprawdę może się podobać. Melodia, choć wyczuwalnie trzymana w ryzach, stopniowo narasta, aż do wielkiej i głęboko emocjonalnej kulminacji. Wszystko to robi bardzo dobre wrażenie, jednak zabrakło w tym utworze czegoś, co w pierwszej kolejności powinno się w nim znaleźć – religijnego uniesienia. Tym samym "CheValiers de Sangreal", potencjalnie prawdziwa perła tej ścieżki muzycznej, pozostaje jedynie pustą – acz niezwykle urokliwą i przyjemną w słuchaniu – melodią o niewykorzystanym potencjale i dyskusyjnej oryginalności. Owa bolączka dotyczy zresztą jeszcze kilku innych pozycji na tej płycie, przez co cała ścieżka muzyczna prezentuje miejscami dość nierówny, aczkolwiek i tak wysoki poziom.

Największa wada tej kompozycji nie polega jednak na drobnych w sumie brakach klimatycznych. Słuchana z płyty prezentuje się co prawda wyśmienicie, ale w kompilacji z obrazem wypada niestety bardzo słabo (co zresztą stało się pewnego rodzaju standardem u tego kompozytora). Oglądając "Kod da Vinci" miałem wrażenie, że obraz i muzyka kłócą się ze sobą nieustannie, wprowadzając dysharmonię między tymi dwoma elementami filmu w niemal każdym jego momencie. Sceny, w których wygłaszane są poważne mowy o filozoficznym i pseudofilozoficznym podłożu, w akompaniamencie chóru i podniosłej orkiestry nabierają pompatycznego i mdłego charakteru, a dramatyczne w zamierzeniu losy i perypetie bohaterów ocierają się o narracyjną groteskę. Oczywiście nie jest to regułą, gdyż w znacznej części filmu przeważają sytuacje, w których muzyka staje się praktycznie niezauważalna. Podczas seansu ciężko oprzeć się wrażeniu, że również klimat i nastrojowość gdzieś uleciały, pozostawiając jedynie puste, dźwiękowe tło. Niestety, sposób w jaki muzyka współgra z obrazem stoi tu na bardzo niskim poziomie.

Bardzo ciężko jest mi jednoznacznie ocenić kompozycje z "Kodu da Vinci". Jest to muzyka świetna, klimatyczna i niezwykle urokliwa, pod warunkiem jednak, że słuchamy jej z płyty. W oderwaniu od obrazu prezentuje się bowiem rewelacyjnie i naprawdę potrafi zachwycić. Problem pojawia się jednak, kiedy zaczynamy rozpatrywać dzieło Hansa Zimmera jako uzupełnienie filmowego obrazu. W takiej sytuacji okazuje się, że "Kod da Vinci" jest kompozycją słabą i nieprzemyślaną. Ocena tej muzyki zależy więc od tego, pod jakim kątem na nią spojrzymy – jak na uzupełnienie filmu, czy jak na zwykłą muzykę do słuchania w oderwaniu od obrazu kinowego. Jako ta pierwsza opcja, dzieło niemieckiego kompozytora wypada mizernie, jako druga – rewelacyjnie, i jako takie z pewnością warte jest wydanych nie niego pieniędzy i dostarczy Wam wielu miłych chwil.

Czy jednak tego właśnie oczekujemy od muzyki filmowej? Warto zadać sobie to pytanie.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 38% uznało tę recenzję za pomocną (29 głosów).
JaszczurXP
ocenia ten film na:
1 10 4/10 ujdzie

przeczytaj również recenzje użytkowników (8)

zobacz wszystkie