Recenzja filmu Trio z Belleville (2003)
Sylvain Chomet

Dziękuję, już wystarczy

Może to kwestia złego nastawienia, lecz idąc na ten film do kina (oczywiście nie z własnej i z absolutnie przymuszonej woli) nie byłam zachwycona tym pomysłem. Przyznaję, nie słyszałam o nim ...
Filmweb sp. z o.o.
Może to kwestia złego nastawienia, lecz idąc na ten film do kina (oczywiście nie z własnej i z absolutnie przymuszonej woli) nie byłam zachwycona tym pomysłem. Przyznaję, nie słyszałam o nim wcześniej, po prostu nie interesuję się takim gatunkiem filmowym. W kinie chyba po raz pierwszy w życiu nie mogłam wytrzymać - sama nie wiem, jak dotrwałam do końca... Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to animacja w najprostszym tego słowa znaczeniu, jednak ja nigdy nie twierdziłam, że lubię coś takiego.

Pierwszym i najważniejszym minusem jest scenariusz. Nie przeczę, że ów film czysto teoretycznie jest krótki, mimo wszystko można by go znacznie okroić. W wielu momentach akcja po prostu staje w miejscu, a widz ma ochotę rzucić czymś w ekran, choć doskonale wie, że nikomu to już nie pomoże. Stąd też przygnębiające uczucie znudzenia towarzyszące seansowi praktycznie przez cały czas (nawiasem mówiąc, osoba siedząca w kinie obok mnie najzwyczajniej w świecie sobie zasnęła... i uważam, że nic ciekawego nie straciła w ten sposób, a przynajmniej sobie odpoczęła).

Specyficzny humor to zarówno minus jak i plus tego filmu. Trudno nie zgodzić się, że coś takiego nie zdarza się często, jednak nie podbija to serc widzów, jakoś do nich nie przemawia. Może w ojczyźnie twórców jest on czymś pospolitym i dlatego wszyscy są do czegoś takiego przyzwyczajeni? Nie mam pojęcia. Humor ten łączy w sobie, nie mający żadnych granic, absurd i groteskę, a na takim połączeniu nie zawsze wychodzi się najlepiej, z czym mamy do czynienia właśnie w omawianym przypadku. W tym miejscu muszę wspomnieć o pewnej piosence śpiewanej przez trzy kobiety lubujące się w konsumowaniu żab (kto oglądał, ten wie, o czym mowa). Gdybym usłyszała ją tylko raz - to by wystarczyło, a nawet mogłabym się uśmiechnąć. Niestety, miałam ten problem, że przez kilka następnych dni słyszałam ją w swoim najbliższym otoczeniu niemal przez cały czas. Dlatego teraz, na samą myśl o niej, robi mi się po prostu niedobrze.

Najprościej określić "Trio z Belleville" jako film ciężki, wymagający dużego skupienia i pełnego zaangażowania widza. Nie jest on jednoznaczny, pełno w nim niedopowiedzeń i rozmaitych symboli. Niesie on ze sobą pewną treść, którą jednak bardzo trudno odkryć, gdy już na samym początku seansu zaczyna się rozumieć, że nie będzie to łatwy i przyjemny film. Przesłanie zawiera wypaczony i groteskowo wyśmiany obraz stylu życia większości z nas.

Podsumowanie będzie całkowicie sprzeczne, uprzedzam. Przyznaję, że gdy film się zakończył, odetchnęłam z ulgą. Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek coś takiego nastąpi, gdyż z reguły staram się szukać dobrych stron seansu. "Trio z Belleville" nie podobało mi się, nie podbiło mojego serca. To jest produkcja, którą można kochać lub nienawidzić - tylko skrajne uczucia, nie ma żadnych półtonów. Bez wątpienia całość jest zaskakująca, lecz także nużąca. W trakcie seansu trzeba wbrew wszelkim pozorom użyć wszystkich szarych komórek, co powoduje zniechęcenie i senność. Bardzo męczący klimat. To film absurdalny, mocno surrealistyczny, choć z reguły pod nalepką "animacja" nie kryje się nic takiego. Zdecydowanie nie polecam. I wciąż jestem zdumiona, że właśnie piszę te słowa.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 8% uznało tę recenzję za pomocną (36 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

o