Recenzja filmu Policja (2002)
Ron Shelton

Dzień próby 2

"Policja" to dramat, który jak nie trudno się domyśleć, rozgrywa się w środowisku stróżów prawa. Jego bohaterem jest Eldon Perry (Kurt Russell), "gwiazda" jednostki do zadań specjalnych, ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Policja (2002)
"Policja" to dramat, który jak nie trudno się domyśleć, rozgrywa się w środowisku stróżów prawa. Jego bohaterem jest Eldon Perry (Kurt Russell), "gwiazda" jednostki do zadań specjalnych, pozbawiony skrupułów glina, przemierzający ulice Los Angeles, siejący postrach wśród złoczyńców i działający, niekoniecznie zgodnie z prawem, w interesach swojego przełożonego. Jego partnerem jest młody, nieopierzony jeszcze Bobby Keough, któremu z dnia na dzień przyjdzie odkrywać moralną zgniliznę i brutalność swoich współpracowników.

Brzmi znajomo? Owszem, nietrudno doszukać się tu podobieństw chociażby z "Dniem próby" czy "Tajemnicami Los Angeles". Nic w tym dziwnego, jeśli wziąć pod uwagę, że za "Policją" kryje się autor scenariusza "Dnia..." i twórca powieści, na podstawie której zekranizowano "Tajemnice...". Ale pobrzmiewają tu echa także innych policyjnych dramatów sprzed lat. Film bowiem jest dość przewidywalny i aż drażniąco podobny do wszystkiego, co już gdzieś już wcześniej oglądaliśmy.

A szkoda, bo wiele fragmentów filmu daje nam nadzieję, że akcja rozwinie się i że zobaczymy cos świeżego i przejmującego. Bardzo ciekawym rozwiązaniem scenariuszowym jest umieszczenie akcji na tle polityczno - społecznego konfliktu, związanego z zabójstwem Rodneya Kinga, czarnoskórego mężczyzny, który zginął z rąk czterech białych policjantów. Los Angeles roku 1992, kiedy wszyscy gorączkowo oczekiwali wyroku w prowadzonym w tej sprawie procesie, to miasto ogromnych napięć rasowych i nienawiści do stróżów prawa. To miejsce, w którym wystarczy tylko iskra, by wszystko wybuchło ze zdwojoną siłą. Wielką zaletą "Policji" jest niewątpliwie ten bardzo realistyczny i mroczny obraz miasta tonącego w przemocy i rasowych uprzedzeniach. Obraz ten został odmalowany dużo bardziej przerażająco niż chociażby we wspomnianym "Dniu próby". To świat, w którym nikt z nas nie chciałby się znaleźć, a który, jak jesteśmy przekonani, naprawdę istnieje.

Niestety, potencjał drzemiący w historii filmowej jest skutecznie umniejszany poprzez różnego rodzaju schematyczne hollywoodzkie wstawki. Niezmiernie denerwujący jest początkowo bardzo wyraźny podział na dobrych i złych, opierający się na eksplorowanej do granic możliwości zasadzie politycznej poprawności. Tutaj wszyscy biali policjanci są źli, a czarni oczywiście dobrzy. Każdy biały glina jest skorumpowany, fabrykuje dowody, morduje bez mrugnięcia okiem. Czarni stróże prawa chodzą zaś do kościoła i za wszelka cenę, nawet kosztem własnej wygody i bezpieczeństwa, chcą dociec sprawiedliwości, mając na względzie dobro społeczeństwa. Rozgraniczenie to jeszcze bardziej potęguje oczekiwanie na wyrok w sprawie Kinga, który równą kreską podzieli wszystkich mieszkańców Miasta Aniołów. Nie można też wybaczyć twórcom wplecenia patetycznych wątków, które szczególnie w końcowej fazie filmu sprawiają, że nasze wcześniejsze dobre wrażenia kompletnie się zacierają.
Słabości scenariusza objawiają się też w wątkach pobocznych, których jest tu cała masa. Problemy rodzinne, łóżkowe i emocjonalne bohaterów przeplatają się tu z kilkoma równocześnie prowadzonymi śledztwami, w które zaangażowani są nasi bohaterowie. W miarę rozwoju akcji film bardzo na tym traci, bowiem by nie przeciągać jego trwania w nieskończoność, wątki poboczne zostają w końcu potraktowane po macoszemu, a niektóre z bardzo ciekawych dramatycznie postaci drugoplanowych nie mają możliwości w pełni zaistnieć.

Jakkolwiek przeciętnym filmem byłaby "Policja" nie można nie zgodzić się, że obraz stanowi przede wszystkim popis możliwości jednego człowieka - Kurta Russella, który stworzył tu bodajże najlepszą kreację w swojej karierze. Tym samym zatarł niezbyt dobre wrażenie jakie pozostawiły po sobie fatalne produkcje z jego udziałem, takie jak "300 mil do Graceland" czy "Ucieczka z Los Angeles". Aktor znakomicie spisał się w roli zwichrowanego, dość skomplikowanego psychologicznie charakteru. Jego bohater tak długo i nagminnie przekraczał granice prawa, że już sam zatracił świadomość wyraźnej róznicy pomiędzy dobrem i złem. Odbija się to także na jego życiu osobistym. Grany przez niego Eldon Perry gromadzi w sobie wszystko, czego powinniśmy nienawidzić - przemoc, rasistowskie poglądy, zdolność do zabijania z zimna krwią. Ale dzięki przekonującej grze aktora dzieje się wręcz odwrotnie - uwielbiamy oglądać go w akcji, a sceny bez jego udziału staja się wręcz nudne. Szkoda tylko, że musieliśmy go oglądać w tak koszmarnej i zupełnie nie pasującej do klimatu filmu końcówce. Jeśli dla Russella jesteście w stanie znieść wszystko, zapraszam do kina. Całej reszcie, łącznie z fanami kina akcji, radzę z niecierpliwością wyczekiwać filmu w wypożyczalniach wideo. Będzie przynajmniej taniej.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 58% uznało tę recenzję za pomocną (12 głosów).
o