Recenzja filmu 24 tygodnie (2016)
Anne Zohra Berrached

Egzamin dojrzałości

Realizacja "24 tygodni" musiała przypominać spacer nad przepaścią. Gdy podejmuje się tak kontrowersyjny temat jak aborcja, wystarczy w końcu jeden fałszywy ruch, by narazić się na oskarżenie o ...
Filmweb sp. z o.o.
Realizacja "24 tygodni" musiała przypominać spacer nad przepaścią. Gdy podejmuje się tak kontrowersyjny temat jak aborcja, wystarczy w końcu jeden fałszywy ruch, by narazić się na oskarżenie o uprawianie propagandy. Reżyserka Anne Zohra Berrached ani przez moment nie daje jednak podstaw do traktowania jej filmu jako agitki "pro – choice" bądź "pro – life". Zamiast rościć sobie prawa do uogólnień, "24 tygodnie" prezentują możliwie pogłębioną analizę jednostkowego przypadku.


Wygląda na to, że Berrached wyrasta powoli na ekspertkę od ukazywania na ekranie dylematów związanych z rodzicielstwem. W swych debiutanckich – nagrodzonych na Berlinale – "Dwóch matkach" młoda twórczyni opowiedziała historię lesbijskiej pary marzącej o wychowywaniu dziecka.  Choć reżyserka mogła z łatwością uczynić ze swojego filmu opowieść o starciu jednostek z bezdusznym systemem, bardziej zainteresowała się sprzecznościami tkwiącymi wewnątrz samych bohaterek. Nie inaczej dzieje się także w "24 tygodniach". Dla Astrid i Markusa – przedstawicieli liberalnej klasy średniej – potencjalna aborcja nie stanowi żadnego problemu z przyczyn finansowych ani religijnych. W ukazanej w filmie sytuacji, zgodnie z którą mające przyjść na świat dziecko ma być obciążone zespołem Downa i poważną wadą serca, zabieg dopuszcza także niemieckie prawo. Jedynym czynnikiem warunkującym decyzję postaci pozostaje zatem ich wewnętrzne poczucie moralności.

Obarczająca Astrid i Markusa niezwykle trudnym wyborem Berrached nie stara się jednocześnie czynić z nich męczenników. Świetnym pomysłem reżyserki było powiązanie bohaterów ze środowiskiem telewizyjnych komików. Pojawiający się dzięki temu na ekranie humor znakomicie sprawdza się jako kontrapunkt rozładowujący emocjonalne napięcia. Jednocześnie jednak, inaczej niż w skądinąd sympatycznych  filmach pokroju "Juno" czy "Obvious Child", nie wysuwa się na pierwszy plan i nie prowadzi do spłycenia podejmowanego tematu.


Berrached podkreśla fakt, że Astrid i Markus widują się nie tylko w domu, lecz także w pracy, nie bez powodu. Podobny układ dostarcza z jednej strony szans na pielęgnowanie bliskości, lecz z drugiej sprowadza na związek niebezpieczeństwo rutyny. Wszystko to okazuje się istotne dlatego, że "24 tygodnie" można interpretować jako film o wkraczaniu w nową fazę uczuciowego związku. Wiele wskazuje na to, że napięcia związane z potencjalną aborcją stanowią pierwszy poważny zgrzyt w sielankowym dotąd pożyciu. Ekstremalna sytuacja pozwala Astrid i Markusowi na uzyskanie pogłębionej wiedzy o sobie nawzajem, a poczynione przy tej okazji odkrycia mogą zadziałać zarówno jako fundament ostatecznie spajający związek, jak i katalizator jego rozkładu. Berrached przekonuje, że wszystko zależeć będzie od gotowości bohaterów do odrzucenia iluzji na rzecz nawet najbrzydszej prawdy.

Reżyserka nie ukrywa, że piłka ostatecznie znajduje się po stronie Astrid. To ona musi zastanowić się, jak zareaguje na ujawnione z zaskoczenia patriarchalne zapędy Markusa. Wreszcie to właśnie do kobiety należeć będzie ostatnie słowo w sprawie domniemanej aborcji. Im bliżej finału, niezależnie od tego, jaka decyzja ostatecznie stanie się udziałem Astrid, "24 tygodnie" ujawniają jeszcze jeden istotny wymiar. Film Berrached odsłania się przed nami jako opowieść o powabach i udrękach posiadania wolności. Całkiem sporo jak na punkt wyjścia, który większość reżyserów zainspirowałby po prostu do stworzenia publicystycznego manifestu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 75% uznało tę recenzję za pomocną (8 głosów).
Piotr Czerkawski
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry
o