Recenzja filmu Malowany welon (2006)
John Curran

Ekranizacja lepsza niż pierwowzór

Nieczęsto można się zetknąć z filmem, który jest lepszy od książki, na podstawie której powstał. Lektura "Malowanego welonu" była dla mnie jak najbardziej przyjemna, aczkolwiek muszę przyznać, że ...
Filmweb sp. z o.o.
Nieczęsto można się zetknąć z filmem, który jest lepszy od książki, na podstawie której powstał. Lektura "Malowanego welonu" była dla mnie jak najbardziej przyjemna, aczkolwiek muszę przyznać, że jego filmowa adaptacja powaliła mnie na kolana.

Oczywiście nie zarzucam nic panu Williamowi Somerset Maughamowi, który niezaprzeczalnie wielkim pisarzem był. Lecz jak wytłumaczyć fakt, że w jego powieści czegoś mi zabrakło...?

Skupmy się może na treści filmu. Kitty, urodziwa choć próżna młoda kobieta, z braku lepszego kandydata, wychodzi za mąż za doktora Waltera Fane'a. Robi to z czystego obowiązku, w jej poczynaniach nie możemy doszukać się żadnych głębszych uczuć... Natomiast Walter jest w Kitty zakochany i ślub z nią jest spełnieniem jego marzeń (oczywiście nie wszystkich). Kitty po jakimś czasie zaczyna dusić się w tym pozbawionym miłości, czysto platonicznym związku, dlatego też wdaje się w romans z przystojnym urzędnikiem, Charliem Townsedem. Pani Fane jest tak zaślepiona uczuciem do tego mężczyzny, naiwnie wierzy, że Townsed rzuci dla niej wszystko, to jest pracę, rodzinę, żonę... i weźmie ślub z nią.

Walter dowiaduje się o zdradzie żony i stawia jej ultimatum - albo Kitty wyjedzie z nim do wioski objętej cholerą, albo doktor Fane wniesie pozew o rozwód i dodatkowo rozdmucha całą sprawę, skazując Kitty na publiczny rozgłos i szyderstwo. Kitty nie ma wyboru, zwłaszcza, kiedy odkrywa, że Townsedowi wcale na niej nie zależy.

Podczas tej niebezpiecznej przygody Kitty otrzyma prawdziwą lekcję życia i... miłości. No właśnie, i tu pojawia się problem - czy Kitty kochała Waltera? John Curran nie odpowiada na owe pytanie tak dosłownie jak pan Maugham. Bowiem Kitty książkowa i Kitty filmowa zasadniczo się różnią. Oglądając "Malowany welon", doszłam do wniosku, że reżyser chciał ukazać wewnętrzną przemianę głównej bohaterki, gdy tymczasem Maugham o tym zapomniał.

Muszę przyznać należną chwałę Edwardowi Nortonowi i nie muszę nic więcej dodawać, gdyż on w każdej roli potrafi się odnaleźć. Tak samo w "Malowanym welonie" wypada wspaniale i wiarygodnie. Lepszego Waltera Fane nie mogłam sobie wymarzyć. Co do Naomi Watts, to spotkała mnie miła niespodzianka. Zwykle postacie przez nią grane wypadały niesamowicie blado, jednak w "Malowanym welonie" zagrała po mistrzowsku. W swą postać włożyła typową dla Kitty heroiczność, impulsywność i nadwrażliwość.

Wychodziłam z kina uśmiechnięta od ucha do ucha, oraz, co dodaję z trudem, cała zapłakana... Film niewątpliwie wart obejrzenia, wzruszający, niezapomniany, a ta muzyka... Coś wspaniałego.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 92% uznało tę recenzję za pomocną (26 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (5)

zobacz wszystkie
o