Recenzja filmu Skarb narodów (2004)
Jon Turteltaub

Film na niedzielę

Filmy przygodowe, większość z nich przynajmniej, są jak fajerwerk: chwila ciszy, potem wybucha, ale na końcu o wszystkim zapominamy, bo prędko wygasa. Co gorsza, niektórzy filmowcy puszczają nam ...
Filmweb sp. z o.o.
Filmy przygodowe, większość z nich przynajmniej, są jak fajerwerk: chwila ciszy, potem wybucha, ale na końcu o wszystkim zapominamy, bo prędko wygasa. Co gorsza, niektórzy filmowcy puszczają nam ten sam fajerwerk w kółko, przez cały seans, wkładając go tylko w inne opakowania. Chcąc obejrzeć "Skarb Narodów" musiałem się nieźle spiąć, ponieważ grał tam zasmucony wiecznie kundel, mianowicie Nicolas Cage, który nawet w komedii cały czas ma minę męczennika, któremu w życiu nie wyszło. To było skuteczne w "Ptaśku" Alana Parkera czy "Zostawić Las Vegas" Mike'a Figgisa, jednak w kinie familijnym taka gra nie przystoi.
 
Zaczyna się niczym rasowy film Disneya. Wnuczek wysłuchuje od dziadka tajemniczej historii dotyczącej jego rodziny i tajemnicy wielkiego skarbu. Po kilkunastu latach wnuczek ten dorasta i staje się cenionym, ale również wyśmiewanym za naiwność, poszukiwaczem mitów. Akcja przenosi się na Antarktydę, gdzie ekipa badawcza znajduje wrak średniowiecznego statku, na którego pokładzie rzekomo ma znajdować się tytułowy skarb. Przeżywają jednak srogi zawód, bo odnajdują jedynie kolejną wskazówkę. Po odpowiednim jej rozszyfrowaniu nasz bohater z szokiem stwierdza, że mapa do skarbu zapisana jest na odwrocie Deklaracji Niepodległości. Ben, bo tak ma na imię śmiałek, nie chce jednak reszty życia spędzić w więzieniu za kradzież bezcennego dokumentu. Kolega z ekipy ma inną mentalność. Nie obchodzi go kara, tylko pieniądze. Dlatego nie ma żadnych zahamowań. Nasz Ben będzie musiał go powstrzymać. Nie będzie to proste.
 
Potem następuje akcja rodem z filmów Soderbergha. Grupa złodziei opracowuje perfekcyjny plan wykradzenia dokumentu, który jest strzeżony nawet bardziej niż jakakolwiek suma pieniężna. Tymczasem Ben współpracuje jedynie ze swoim niezbyt rozgarniętym, ale genialnym, kolegą. Ufa jednak swojemu instynktowi, który prawie nigdy go nie zawiódł. Pojawia się także w filmie kobieta, w osobie pięknej Diane Kruger, która zasłynęła rolą Heleny w "Troi". Ona, jako jedyna obok Harveya Keitela i Jona Voighta, spełniła wymagania krytyków dotyczące roli. Inni aktorzy, w szczególności Cage, wypadli bardzo blado, odbierając filmowi kolorytu. Nawet, przeważnie dobry we wszystkich rolach, Sean Bean zagrał jakoś niemrawo. Być może jednak jest to wina scenariusza, który, krótko mówiąc, jest drewniany, co objawia się w dialogach.
 
Reżyser filmu, Jon Turteltaub, postawił tym razem na akcję, która dominuje nade wszystko. Oczywiście Amerykanie uwielbiają takie kino. Nic dziwnego, że ten obraz okazał się hitem i niedawno powstała druga część. Jestem niemal przekonany, że historia Bena Gatesa okaże się trylogią, a może i doczeka się całego serialu. Chociaż Ameryka ma już jednego bohatera, który zwie się Indiana Jones. Ja tam zdecydowanie wolę Harrisona Forda niż wiecznie utopionego w depresji Cage'a. Aktor ten zdecydowanie powinien zmienić swój styl gry. Bo ta już się wszystkim dawno przeżarła.
 
Mówiąc krótko, "Skarb Narodów" lepiej by się oglądało w kinie niż na małym ekranie. W ten sposób film traci czterdzieści procent wartości, której i tak nie jest za wiele. Ja sobie ten obraz obejrzałem w niedzielne popołudnie, relaksując się na kanapie. I mówiąc szczerze, jest to tylko film dla niedzielnych kinomanów. Reszta może go omijać szerokim łukiem.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 42% uznało tę recenzję za pomocną (12 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)