Recenzja filmu Ława przysięgłych (2003)
Gary Fleder

Film nie dla wszystkich

Prawnicy - adwokaci, sędziowie, prokuratorzy, studenci prawa, radcy prawni - to jedna z czterech grup zawodowych najczęściej pokazywanych w amerykańskich filmach i serialach. Ich praca i życie to ...
Filmweb sp. z o.o.
Prawnicy - adwokaci, sędziowie, prokuratorzy, studenci prawa, radcy prawni - to jedna z czterech grup zawodowych najczęściej pokazywanych w amerykańskich filmach i serialach. Ich praca i życie to dobry materiał na scenariusz - sprawy są różnorodne podobnie jak charaktery prawników. Na przykład samotna rozwódka reprezentuje interesy małoletniego świadka morderstwa ("Klient"), absolwent prawa odkrywa ciemne interesy kancelarii, w której został zatrudniony ("Firma"), adwokat broni ojca, który sam wymierzył sprawiedliwość bandytom ("Czas zabijania"), młody idealista występuje w imieniu umierającego chłopca, któremu firma ubezpieczeniowa nie chciała pokryć kosztów leczenia ("Zaklinacz deszczu"). Te filmy łączą nie tylko prawnicy, sądy i procesy. Wspólnym mianownikiem jest też John Grisham, na którego powieściach oparto scenariusze wszystkich wspomnianych obrazów. Kolejna ekranizacja książki Grishama, "Ława przysięgłych", nie jest jednak tak dobra jak wymienione filmy.

Tym razem postacie prawników są drugoplanowe, akcja skupia się bowiem na tych, którzy decydują o werdykcie czyli na przysięgłych,. Na ich barkach spoczywa duża odpowiedzialność. Proces w którym biorą udział to bezprecedensowe oskarżenie firmy produkującej broń, której klient zastrzelił 11 osób a potem siebie samego. Teraz wdowa po jednej z ofiar szuka zadośćuczynienia.
Zanim jednak sam proces się rozpocznie, obie strony są silnie zaangażowane w dobranie takiego składu ławy przysięgłych, który zapewni im zwycięstwo. Zarówno oskarżyciel jak i obrońca dokładnie analizują postawy, upodobania i zachowanie potencjalnych jurorów. Czasami metody działania są mało etyczne. Celuje w nich zwłaszcza Rankin Fitch (Hackman), który pracuje dla pozwanej firmy. Jednak staranny dobór przysięgłych może okazać się zbędny. Tajemnicza kobieta, Marlee dzwoni do przedstawicieli obu stron, twierdząc że może wpłynąć na decyzję całej ławy. W zamian żąda dość dużej kwoty pieniędzy. Co zrobią prawnicy powódki i pozwanego? Uwierzą kobiecie czy będą liczyć na skuteczność własnych metod pracy?

Wokół tego problemu koncentruje się akcja "Ławy przysięgłych". A raczej - stara się koncentrować. Niestety w kilku miejscach główny wątek dzieli się na mniejsze, rozłazi. Poznajemy mniej lubi bardziej dokładnie wszystkich ławników, Fitcha, adwokata powódki Rohra, jego współpracowników. Oglądając "Ławę..." miałam wrażenie, że scenarzysta nie potrafił dokonać selekcji wątków książkowych i starał się ją raczej streścić niż przetłumaczyć na język filmowy. Przez takie osłabienie głównej intrygi tempo akcji jest (po)wolne. Nie jest też niczym zastąpione - bohaterowie zostali nakreśleni cienką kreską, brakuje psychologicznej głębi w ich rysunku. W efekcie gdy niewiele się dzieje, zaczyna być nużąco. Jeśli zaś bohater przeżywa dylemat moralny, jest on pokazany płytko i nieprzekonująco, można powiedzieć - serialowo. Reżyser za to próbuje pokryć nieco nudniejsze fragmenty formalnymi ozdobnikami - szybkim montażem, zbliżeniami na twarze bohaterów, muzyką. Nie daje to większych efektów, trudno się zaangażować w akcję filmu, gdyż tak naprawdę nie wiadomo z kim sympatyzować, a nawet - kto jest głównym bohaterem.

W miarę interesującym elementem opowieści jest ukazanie kulisów funkcjonowania amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości. "Ława..." z pewnością dostarcza o wiele więcej informacji niż na przykład "Ally McBeal". Możemy zaobserwować rzadko pokazywany proces doboru sędziów przysięgłych, ich pracy i życia w trakcie procesu. Nie jest to jednak obserwacja na tyle przenikliwa jak ta z "12 gniewnych ludzi" ale jeśli ktoś jest zainteresowany tematem sądowym, może uznać film za ciekawy.

Aktorzy grają dobrze, porządnie, co z resztą jest już standardem w przypadku takich gwiazd jak Hackman czy Hoffman. Jednak odniosłam wrażenie, że reżyser nie wiedział jak nimi pokierować, a zadowolił się eksponowaniem ich ruchów i mimiki przez kamerę. Szkoda, bo tak znakomici aktorzy umieją obronić swoje postacie bez uciekania się do formalnych sztuczek. Z czasem ta maniera pokazywania bohaterów staje się wręcz irytująca.

Ekranizację zamknięto w czasie dwóch godzin, jednak przez pierwszą połowę filmu akcja zawiązuje się tak powoli, że trudno nie odnieść wrażenia, że całość trwa dwa razy dłużej. Na pewno znajdą się widzowie, których ta historia mniej lub bardziej pochłonie. Moim zdaniem nie będzie ich jednak wielu. Sądzę bowiem, że "Ława przysięgłych", choć nie jest zła, jest filmem raczej nudnym. Z tego powodu doradzałabym raczej wiosenny spacer i poczekanie na premierę na DVD.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 49% uznało tę recenzję za pomocną (35 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)