Recenzja filmu Guzikowcy (1997)
Petr Zelenka

Film nie tylko dla guzikowców

"Guzikowcy" nie są zwyczajnym filmem. Nie są też nadzwyczajnym, zrobione zostały w nietypowej konwencji, a może inaczej – w konwencji typowej dla niektórych reżyserów. Na myśl mi w tej chwili ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Guzikowcy (1997)
"Guzikowcy" nie są zwyczajnym filmem. Nie są też nadzwyczajnym, zrobione zostały w nietypowej konwencji, a może inaczej – w konwencji typowej dla niektórych reżyserów. Na myśl mi w tej chwili przychodzi Jim Jarmusch. Wiem, że niektóre osoby nazwisko tego reżysera może niezbyt zachęcać, a może nawet zniechęcić do oglądania, więc od razu napiszę, że Petr Zelenka stworzył przyjemniejszy film do oglądania dla ludzi, którzy chcą spędzić czas przed ekranem zupełnie relaksacyjnie, bez chęci przyjmowania trudno przyswajalnych czasami poglądów na, ogólnie rzecz ujmując, życie ludzkie.

Otóż film ten składa się z kilku epizodów, z których każdy posiada swój tytuł, który wskazuje na treść, poszczególnych części. Na pozór wydają się one całkowicie oddzielnym epizodami, nie mającymi ze sobą nic wspólnego. Jednak w trakcie oglądania spostrzegamy elementy je wiążące, które sprawiają, że dzieło to można odbierać jako jedną całość, komedię z wieloma absurdalnym sytuacjami.

Nie będę się skupiał na oddzielnych elementach i je opisywał, spróbuję natomiast przedstawić moje odczucia po obejrzeniu tego filmu. Moim zdaniem trzeba mieć odpowiedni nastrój, aby przystąpić do seansu lub odpowiednie do tego warunki. Otóż film jest dobry do oglądania takiego, jakie było moim udziałem, a więc na raty. Pasowało to jak najbardziej do mojej sytuacji, w której cierpiałem na deficyt czasu i jeden epizod odpowiadał w moim przypadku zazwyczaj długości spożywania przeze mnie jednego posiłku, po którym mogłem spokojnie wyłączyć film i kontynuować jego oglądanie przy kolejnej okazji.

Pozytywną sprawą jest to, że czasami ciężko było mi się oderwać od ekranu po skończonej jednej części, gdyż zachęcała mnie ona do obejrzenia następnej i zazwyczaj z ciekawości zdarzało mi się ulegać pokusie i spędzać nieco więcej czasu w danym momencie przed monitorem, niż planowałem z początku.

Dodam, że obraz powinien się spodobać również osobom, które zamierzają go wchłonąć za jednym razem. Lekki film, z niektórymi absurdalnymi sytuacjami pozwala w przyjemny sposób spędzić nieco ponad 1,5 godz. czasu.

Dodam, że warto go obejrzeć chociażby po to, aby dowiedzieć się, skąd wziął się tytuł. Jest to jak dla mnie nazwa niemalże wprost z Monty Pythona. Wątek z pociągiem wydaje się również wciągający oraz wyjaśnia inną sprawę z poprzedniego epizodu. Najwięcej razy bodajże przewija się taksówkarz, sympatyczny, miły człowiek, który, jak się dowiadujemy, też jest nieco krzywdzony przez los. Niestety on tego chyba nie wie.

Motywem łączącym cały film są okoliczności zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę, a dokładnie dylematy dwóch pilotów, na których pokładzie samolotu znajduje się śmiercionośny ładunek. Na końcu ukazuje się duch jednego z pilotów, którego dręczą wyrzuty sumienia, z powodu dokonania egzekucji na niespotykaną skalę.

Przepraszam ludzi rozczarowanych moją recenzją, gdyż nie ma w niej zbyt wiele konkretnych opisów tego, co się dzieje w filmie. Ale nie jest on w stylu „zabili go i uciekł” i nie można jego treści przedstawić wystarczająco obrazowo, a jednocześnie nie napisać zbyt wiele, aby nie zepsuć przyjemności z oglądania, która w moim przypadku była niewątpliwa.

Nie wszystko jednak mi się podobało. Spodziewałem się nieco innego zakończenia. Po kolejnych epizodach, które powoli odsłaniały mi zamysły reżysera, oczekiwałem bardziej puentującego finału, może bardziej absurdalnego, lub bardziej odkrywczego. Dowiedziałem się natomiast, że ludzie po dokonaniu zbrodni przeżywają wyrzuty sumienia, które może ukoić nieco przebaczenie drugiego człowieka. Sprawa oczywista, jak najbardziej nadająca się do sfilmowania, tylko wydaje mi się, że przedstawiona przez ducha amerykańskiego pilota, jest zbyt banalna. A może taki był zamysł reżysera? W końcu każdy epizod nie jest do końca traktowany poważnie i zawiera historyjki proste i banalne. Myślę, że każdy indywidualnie powinien rozstrzygnąć tę sprawę.

Podsumowując ostatecznie, zachęcam wszystkich do obejrzenia tego filmu. Jeśli ktoś jeszcze nie miał do czynienia z czeskim kinem, to myślę, że ten film nie powinien go zniechęcić do zgłębiania kinematografii naszych południowych sąsiadów. Samemu też nie jestem za bardzo zaznajomiony z tymi rejonami sztuki filmowej, ale mam zamiar w krótkim czasie to nadrobić i sięgnąć po "Opowieści o zwyczajnym szaleństwie" również Petra Zelenki.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 15% uznało tę recenzję za pomocną (34 głosy).
jjarek
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły