Recenzja filmu Inni (2001)
Alejandro Amenábar

Film o duchach - czy może się udać?

Filmy o duchach i nawiedzonych domach oglądał niemal każdy. Niemal każdy miał okazję przekonać się o braku innowacji, a wręcz wtórności fabuł podobnych produkcji; motywy są zwykle takie same - ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Inni (2001)
Filmy o duchach i nawiedzonych domach oglądał niemal każdy. Niemal każdy miał okazję przekonać się o braku innowacji, a wręcz wtórności fabuł podobnych produkcji; motywy są zwykle takie same - pewna grupa ludzi zatrzymuje się przejazdem tudzież przeprowadza do ogromnej rezydencji, w której z czasem zaczynają dziać się dziwne rzeczy.

W 2000 roku stworzenia kolejnego dzieła ocierającego się o podobne klimaty podjął się kolejny reżyser - Alejandro Amenábar, znany z filmu "Otwórz oczy". Osobie, która jeszcze nie miała okazji obejrzeć "Innych", może nasuwać się pytanie "Czy film o tak banalnym motywie może się udać?". Ja już znam odpowiedź, którą poniżej postaram się uzasadnić.
 
Oglądając niniejszą produkcję, poznajemy losy Grace Stewart, matki dwójki nieuleczalnie chorych dzieci, cierpiących na alergię na światło słoneczne. W oczekiwaniu na powrót męża z frontu, wiedzie spokojne życie - opiekuje się swym potomstwem, dyryguje służbą, pilnuje porządku oraz próbuje zapobiec kontaktu jej latorośli ze światłem słonecznym. Pewnego dnia jej służący znikają bez słowa i niemal natychmiast pojawiają się nowi kandydaci na to stanowisko, którzy z miejsca zostają przyjęci. Okazuje się jednak, że nowi słudzy nie pojawili się tam przypadkiem i wkrótce diametralnie zmieniają życie rodziny Stewart - jednak w jaki sposób, przekonasz się, jeśli tylko zdecydujesz się obejrzeć film.

"Inni" odbiegają od wszelkich stereotypowych dzieł o podobnej tematyce. Nie przyczyniają się do tego efekty specjalne, lecz klimat pogrążonej w ciemności rezydencji, spokojna, lecz niestojąca w miejscu akcja oraz niebanalne i awangardowe zakończenie. Nie mamy tutaj do czynienia z latającymi przedmiotami, lejącej się strumieniami krwi i rozbryzganym mózgiem na ścianach; autor scenariusza oraz reżyser (będący de facto jedną osobą) nie potrzebują posobnych rekwizytów, żeby utrzymać widza w napięciu. Przyczyniają się do tego również muzyka oraz scenografia, tworzące spójną całość, robiącą wrażenie nawet na najbardziej wybrednych kinomanach.

Nic by się jednak nie udało, gdyby nie wspaniała gra aktorów. Zwykle porcelanowa Nicole Kidman mile zaskakuje; kreacja stanowczej, silnej emocjonalne oraz głęboko wierzącej kobiety komponują się zjawiskowo z jej wizerunkiem. Przekonująco odgrywa niespełnioną i stęsknioną za mężem oraz gmatwającą się w zasadach, które sama ustanowiła; bohaterka musi zmagać się z problemami, których nie da się rozwiązać za pomocą strzelby, rzucającymi nowe światło na jej światopogląd. Towarzyszą jej Alakina Mann, wcielającą się w buntowniczą Anne, a także James Bentley, odgrywający swoją rolę poprawnie, lecz bez fajerwerków. Rola służących przypadła kolejno Flanagan, Sykes oraz Cassidy, którzy wraz z trójką wymienionych wcześniej, w pełni pokazują własne umiejętności aktorskie. Szkoda, że Christopher Eccleston, pojawiający się na ekranie tylko przez kilka chwil, nie miał takiej szansy.

Odpowiedź na pytanie zawarte w tytule jest prosta: owszem, może się udać. Na tym polega sztuka - by z banalnego motywu uczynić coś niebanalnego. Nie jest to jednak produkcja dla fanów wartkiej akcji, poszukujących mocnych wrażeń w dosadnych widokach. W tym przypadku napięcie wzbudzają jedynie tajemniczość oraz klimat widowiska. Osoby pragnące ujrzeć dzieło łamiące stereotypy na pewno się nie zawiodą.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 89% uznało tę recenzję za pomocną (27 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (5)

zobacz wszystkie
o