Recenzja filmu Bridget Jones: W pogoni za rozumem (2004)
Beeban Kidron

Firth vs. Grant

Zaraźliwy chichot sympatycznej towarzyszki seansu filmowego nawet z przeciętnej komedii potrafi stworzyć film niezwykle umilający prawie dwie godziny spędzone przed ekranem. Mogą spaść na mnie ...
Filmweb sp. z o.o.
Zaraźliwy chichot sympatycznej towarzyszki seansu filmowego nawet z przeciętnej komedii potrafi stworzyć film niezwykle umilający prawie dwie godziny spędzone przed ekranem. Mogą spaść na mnie cięgi za nazwanie "Bridget Jones" przeciętną komedią, ale moja uwaga tyczy się drugiej części ("Bridget Jones: W pogoni za rozumem") powielającej wiele chwytów komediowych z części pierwszej, w takt dalszej opowieści o perypetiach niefrasobliwej trzydziestokilkulatki.

W zasadzie jednak zarzut wtórności może wydawać się nietrafionym w przypadku sequeli, gdyż cała idea takich realizacji sprowadza się do powtórnego zafundowania widzom dobrze znanej rozrywki. Tak też miało być w przypadku ekranizacji "Bridget Jones: W pogoni za rozumem" i tak też wyszło.

Tym razem zapoznajemy się nie z samotną, dostającą na każdym kroku ciosy od życia trzydziestolatką, lecz z kobietą znajdującą się w dobrze rokującym związku z wymarzonym mężczyzną. Lecz wszystko co piękne nie może trwać wiecznie, zwłaszcza w przypadku Bridget… Seria klap towarzyskich wraz z kryminalną historią w Tajlandii, staczają naszą bohaterkę w dobrze znane jej rejony życia.

To wszystko sprawia, że znów wielokrotnie upokorzona Bridget dostarcza widzom wielu okazji do śmiechu i pewnie westchnień ulgi, że nie jest się na jej miejscu.  A nawet jak ktoś stwierdzi, że znajduje się w takiej sytuacji, to może wynieść z filmu jedynie postawę pogodnego przeciwstawienia się przeciwnościom losu.

Wracając do zasygnalizowanego kilka akapitów wcześniej zarzutu wtórności to przychodzi mi na myśl scena, która, wedle wspomnianej w pierwszym akapicie sympatycznej  towarzyszki, ma szansę wejść do kanonu scen filmowych, a precyzyjniej – scen walki. Colin Firth kontra Hugh Grant to pojedynek, który w nowy sposób może zdefiniować walkę mężczyzn o kobietę.

Kontynuując wątek tych dwóch panów wypada zwrócić uwagę na kolejną cechę wyróżniająca "Bridget Jones" (obie części)  ponad sztampowe komedie romantyczne. Obie postacie są na swój sposób sympatyczne. Nawet seksoholik Daniel Cleaver (Hugh Grant) nie jest bezwzględnym łotrem, pomimo zdecydowanej przewagi przywar nad zaletami.

"Bridget Jones: W pogoni za rozumem" jest zabawną opowieścią o kobiecie z problemami i jednocześnie znajduje się na jednym z biegunów takich historii. Jeśli ktoś chce poznać ten drugi, to proponuję "Pianistkę" Michalea Hanekego na podstawie powieści Elfriede Jelinek. Niemniej wątpię jednak, aby te dwa filmy znalazły się w kręgu ulubionych pozycji jednej osoby…

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 71% uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).
jjarek
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)

o