Recenzja filmu Carrie Pilby (2016)
Susan Johnson

Głupota i fałsz

"Carrie Pilby" to nieudana próba realizacji sympatycznej historyjki o młodej dziewczynie, w której klisza goni kliszę, a wszystko razi swoją sztucznością. 
Filmweb sp. z o.o.
W zwiastunie "Carrie Pilby" jest scena, w której główna bohaterka tłumaczy swoją niechęć do flirtowania z obcymi mężczyznami, nieznajomemu, który chciał tylko zapytać czy może pożyczyć krzesło. To czego w zwiastunie już nie ma to ciąg dalszy: mężczyzna zabiera krzesło, dostawia do stolika, przy którym siedział, a po chwili macha na powitanie swojej dziewczynie. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jest to pierwszy, z wielu przykładów logicznych luk w scenariuszu filmu Susan Johnson. Dlaczego mężczyzna usiadł przy stoliku, przy którym było tylko jedno krzesło, wiedząc, że zaraz przyjdzie jego randka? To akurat najmniejsza z wątpliwości, jakie rodzą się podczas seansu.


Tytułowa bohaterka (Bel Powley) jest geniuszem. W wieku 14 lat poszła na Harvard, a obecnie, w wieku lat 19, czyta siedemnaście książek tygodniowo. Poza tym ma problemy adaptacyjne typowe dla jej wieku. Nie wie co chce robić w życiu, ma żal do swojego ojca (Gabriel Byrne) i trudności w kontaktach z ludźmi. Jako remedium jej terapeuta (Nathan Lane) przygotowuje listę sześciu rzeczy, które Carrie ma zrobić do końca roku. Są to między innymi: znalezienie przyjaciela, przeczytanie ulubionej książki czy spędzenie z kimś sylwestra.


Twórcy "Carrie Pilby" celują w sympatyczny, kameralny, niezależny film o młodych i zagubionych, ale już na starcie gubią trop. Geniusz Carrie, która jest podobno wielce oczytana, ogranicza się do przywoływania encyklopedycznych definicji, które jednak w większości nie wykraczają poza poziom szkoły średniej oraz przytaczania nazwisk uznanych autorów, o których słyszał pierwszy lepszy student nauk humanistycznych. Tok jej rozumowania czy opinie na różne tematy (głównie te dotyczące relacji damsko-męskich) są jednak bardzo schematyczne i kłócą się z wizerunkiem osoby genialnej, na którą Carrie jest kreowana. Rzekome oczytanie jest zresztą jedynym objawem jej geniuszu. Ta niekonsekwencja i swoisty fałsz dające się wyczuć w większości kluczowych scen, sprawiają, że bohaterka jawi się raczej jako sztywny, papierowy konstrukt scenarzystów, niż osoba z krwi i kości. Paradoksalnie, gdyby pozbawić ją zaplecza w postaci rzekomego geniuszu byłaby bardziej autentyczna.


Jednak nie tylko bohaterka razi sztucznością. Szelest papieru słychać także w większości sytuacji z jakimi musi się mierzyć. Nie zdradzając zbyt wiele, tym, którzy jednak postanowią seans zaryzykować, jest w filmie scena, gdy Carrie udaje się po swoją ulubioną książkę, pożyczoną komuś dawno temu. Abstrahując od powodu, dla którego lektura ulubionego tytułu musi się wiązać z czytaniem jego konkretnego egzemplarza, sytuacja do której dochodzi, razi swoją absurdalnością. Osoba, której Carrie pożyczyła książkę najpierw wykręca się telefonicznie od jej oddania, a gdy dziewczyna stoi już pod jej drzwiami, dalej odwleka moment zwrotu mówiąc, że nie wie gdzie jest i że wyśle ją pocztą. Po wtargnięciu do domu przez dziewczynę i krótkich poszukiwaniach, książka odnajduje się na półce obok innych tytułów, tam, gdzie każdy by jej szukał. Motywacje przetrzymywania książki w obliczu niechcianej osoby na progu pozostają niezrozumiałe. Narosły wokół sytuacji dramat i sztucznie napompowane napięcie realizują cele narracyjne, nie pozwalają jednak widzom ani na chwilę zawiesić niewiary.


"Carrie Pilby" to nieudana próba realizacji sympatycznej historyjki o młodej dziewczynie, w której klisza goni kliszę, a wszystko razi swoją sztucznością. Zarówno w kinie jak i literaturze aż roi się od postaci ekscentrycznych, nieprzystosowanych społecznie geniuszy, którzy, choć nie przystają do świata, wnoszą do niego jakąś wartość. "Carrie Pilby" poza przywołaniem kilku nazwisk autorów wartych poznania, nie wnosi nic.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 69% uznało tę recenzję za pomocną (16 głosów).
Fiyo
ocenia ten film na:
1 10 3/10 słaby
o