Recenzja filmu Węże w samolocie (2006)
David R. Ellis

Gady w biznes klasie

Szum wokół "Węży w samolocie" przerósł najśmielsze oczekiwania producentów i wywołał u nich szybsze bicie serc. Przedsiębiorczy panowie zapewne już liczyli kolosalne zyski i zacierali ręce w ...
Filmweb sp. z o.o.
Szum wokół "Węży w samolocie" przerósł najśmielsze oczekiwania producentów i wywołał u nich szybsze bicie serc. Przedsiębiorczy panowie zapewne już liczyli kolosalne zyski i zacierali ręce w zaciszu gabinetów spowitych dymem z cygar. Strony prowadzone przez fanów wyrastały jak grzyby po deszczu, serwery pękały od amatorskich filmików, na listach dyskusyjnych wrzało. Zimny prysznic przyszedł wraz z premierą - film Davida R. Ellisa kosztował około $ 33 mln i z trudem zwrócił się w USA, za granicą nie zarobił nawet $ 30 mln. Czy zatem "Węże w samolocie" nie spełniły oczekiwań? Otóż nie - to film równie zły jak zapowiadający go tytuł.

Twórcy "Węży w samolocie" doskonale wiedzą, że dzisiejsza publiczność nie lubi czekać, przystępują zatem do rzeczy bez przydługich wstępów. Sean jest świadkiem morderstwa dokonanego przez gangstera Eddiego Kima na prowadzącym jego sprawę prokuratorze Chłopakowi udaje się uciec, ale już w następnej scenie Eddie odnajduje go w jego własnym domu. Na szczęście równie szybki jest agent FBI Neville Flynn, który w ostatniej chwili ratuje młodziana z rąk bandziorów. Potem jeszcze tylko szybka umoralniająca gadka i można Seana załadować do samolotu w charakterze świadka oskarżenia. Proces ma się odbyć w Los Angeles, ale dotarcie do celu nie będzie łatwe, bowiem pomocnicy gangstera podrzucili do luku węże. Ściślej rzecz ujmując, taką ilość gadziny, która wystarczyłaby na obdzielenie kilku ogrodów zoologicznych.

Wątła fabuła zawiera tyle dziur logicznych, że gdyby podobną ilość wybić w kadłubie samolotu, pasażerom nie pomogłoby nawet kurczowe czepianie się foteli. Już po pierwszych dziesięciu minutach przekonujemy się na przykład, że jeśli agenta FBI gra Samuel L. Jackson, to agent ów nie tylko wie od razu, kto zamordował prokuratora, ale zna jeszcze personalia świadka całego zdarzenia. Całe szczęście, w przeciwnym razie mógłby nie zdążyć przed równie wnikliwym gangsterem.

Eddie Kim to doprawdy trudny przeciwnik. Ilość węży, jaką udało się upchać jego współpracownikom do ładowni samolotu, budzi podejrzenia o konszachty z diabłem, a przynajmniej kurs odbyty u Davida Copperfielda. Mimo mojego uznania dla tak karkołomnego wyczynu muszę się przyznać, że zacząłem wątpić w spryt gangstera po obejrzeniu jednej z wyciętych scen, których cała kolekcja znalazła się w dodatkach do wydania DVD. Kim na pytanie podwładnego, czy aby ten cały pomysł z wężami jest sensowny, odpowiada wściekły: "Myślisz, że nie próbowałem wszystkich innych opcji?". No cóż panie Kim, jestem tylko krytykiem filmowym, ale szczerze mówiąc - mam wątpliwości. Najwyraźniej twórcy filmu również uznali to wyjaśnienie za zbyt naciągane, skoro wymiana zdań nie znalazła się w ostatecznej wersji filmu.

Nie wiadomo, w którym momencie postanowiono, aby "Węże w samolocie" były połączeniem horroru, filmu akcji i komedii. Podejrzewam, iż wyjściowy pomysł zakładał nakręcenie kolejnego mniej lub bardziej udanego klonu "Szklanej pułapki". W toku realizacji okazało się jednak, że tak absurdalny zarys fabuły wymaga ryzykownego balansowania na granicy między kilkoma konwencjami. Nie bez znaczenia były zapewne także głosy internautów rozbawionych już samym tytułem filmu. Twórcy przyznają w jednym z dołączonych do edycji DVD dokumentów, że koncepcję częściowo zmieniono już po tym, jak pierwsza wersja filmu była gotowa. Dodano trochę one-linerów i krwawych scen, aby końcowy efekt sprostał oczekiwaniom.

Mimo nagromadzenia absurdów i całej narracyjnej nieporadności film Ellisa ogląda się zaskakująco dobrze. Dziury logiczne zamiast irytować, śmieszą, zaś galeria przerysowanych ludzkich typów, na którą złożyli się pasażerowie feralnego lotu, jest doprawdy imponująca.

Po obejrzeniu filmu warto zapoznać się z dodatkami umieszczonymi na DVD. Poza wspomnianymi już scenami niewykorzystanymi obejrzeć można garść gagów z planu, teledysk do piosenki promującej całą produkcję, zwiastuny, przede wszystkim zaś cztery opatrzone polskimi napisami dokumenty, które przybliżają nie tylko kulisy produkcji, ale przede wszystkim cały medialny fenomen "Węży w samolocie". "Czysty jad", "Poznaj gady" i "Efekty wizualne" to typowe materiały w rodzaju "behind the scenes". Dowiemy się, jak pracowano z żywymi zwierzętami, jak uzupełniano je komputerowymi efektami oraz co o produkcji sądzą sami twórcy. Na szczególną uwagę zasługuje film "Węże na blogu", w którym autorzy najpopularniejszych blogów i stron internetowych opowiadają, dlaczego zdecydowali się poświęcić spory wycinek życia na informowanie o tym akurat filmie. Od razu widać, iż niektórzy traktowali cały szum wokół projektu pod tak idiotycznym tytułem jako wygłup. Ciekawe, kiedy zrozumieli to producenci i spece od promocji...
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 92% uznało tę recenzję za pomocną (60 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

o