Recenzja filmu Sierociniec (2007)
J.A. Bayona

Gdy nie ma w domu dzieci, to...

Dzieci to idealne medium dla horrorów. Nic tak nie wywołuje lęku jak perwersyjne połączenie istot, które uosabiają niewinność, a przynoszą nam zagrożenie i śmierć. A jak się jeszcze dzieciakowi ...
Filmweb sp. z o.o.
Różne są teoryjki dotyczące pochodzenia kobiet i mężczyzn. Wynika z nich jasno, że mężczyźni robią dzieci, a kobiety je kochają. I tę szowinistyczną tezę "Sierociniec" udowadnia. Nim jednak do tego dojdzie, czeka nas snucie się po opuszczonych korytarzach starego domostwa, kryjącego straszne tajemnice. Cała ta obsypana nagrodami wyprawa w świat ezoteryki, tragedii i pojednania zostawia po sobie jednak jakiś niedosyt. Niby to wszystko misterne, szkatułkowe i nawet ujmujące, ale puste w środku. Zupełnie tak, jakby tym wszystkim duchom zabrakło duszy.

Dzieci to idealne medium dla horrorów. Nic tak nie wywołuje lęku jak perwersyjne połączenie istot, które uosabiają niewinność, a przynoszą nam zagrożenie i śmierć. A jak się jeszcze dzieciakowi na głowę założy worek stracha na wróble, to w ogóle jest strasznie. I "Sierociniec" z lubością wygrywa te nasze lęki. Nie łudźmy się, film Bayona bardziej przypomina baśń niż klasyczny horror. Inaczej przecież nie zdobyłby tylu nagród.

Laura wraca do domu swojej młodości. Nim wzięła ją do siebie zastępcza rodzina, wychowywała się w sierocińcu. Teraz kiedy dorosła, sama chce zająć się opieką nad dziećmi – i to w szczególności tymi najbardziej poszkodowanymi przez los. Zamiast jednak orderu uśmiechu czeka na nią groza i tragedia. Miejsce, do którego wróciła, kryje w sobie pewną straszną tajemnicę, o której pamięć w nim przetrwała. Przeszłość upomni się o teraźniejszość. A bohaterka będzie musiała wyruszyć w podróż, aby odnaleźć swoje dziecko.

Producentem "Sierocińca" jest Guillermo del Toro. Facet specjalizuje się w mrocznych baśniach, w których mieszają się światy: dziecięcy z dorosłym, baśniowy z realnym, okrutny z idyllicznym. Wystarczy wspomnieć "Labirynt Fauna" i "Kręgosłup diabła" i już wiadomo, o co chodzi. Nie powinno więc dziwić, że film Bayona nie prezentuje nam nic nowego, jak kolejną wariację na ten sam temat, której finał dość łatwo jest przewidzieć.

Rozumiem zachwyty, nagrody i inne takie. W końcu to ładne, spójne, nieźle wykoncypowane, momentami straszne, a na dodatek wzruszające. Brak w tym jednak wszystkim serca, zupełnie tak jakby autor zanim zaczął kręcić, już myślał o splendorach, które mu przypadną i wrażeniu, które wywrze. Ja już wolę krwawe łaźnie, bezczelne wulgarne rzezie, jatki bez przesłania, które są wynikiem miłości do kina, niźli puste wyrafinowane budowle.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 26% uznało tę recenzję za pomocną (93 głosy).
Krzysztof Michałowski
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

o