Recenzja filmu Matka Teresa od kotów (2010)
Paweł Sala

Gdzie czai się zło

Ten debiut to obraz dojrzały, stylistycznie spójny. Sala przedstawia nam historię chłopców, którzy zamordowali własną matkę, a potem trzymali jej ciało w szafie.
Filmweb sp. z o.o.
"Matka Teresa od kotów" to pierwszy film Pawła Sali, doświadczonego dramaturga i reżysera teatralnego. Nie dziwi zatem, że ten debiut to obraz dojrzały, stylistycznie spójny. Sala przedstawia nam historię chłopców, którzy zamordowali własną matkę, a potem trzymali jej ciało w szafie. Ta  zbrodnia niesłychana wydarzyła się naprawdę, mimo tego "Matka..." nie ma formy reportażu czy filmu sensacyjnego. Prawdziwe zdarzenie posłużyło raczej jako punkt wyjścia do zbudowania w pełni autorskiej wizji. Akcja toczy się tu wspak: najpierw widzimy aresztowanie morderców i odkrycie poćwiartowanego ciała, potem sam akt morderstwa, a potem, przez większą część trwania filmu, "zwyczajne" życie rodzinne. Jest zapracowana, elegancka matka przygarniająca każdego napotkanego na ulicy kota. Jest ojciec, który wrócił z wojny i nie do końca może się odnaleźć w swojej dawnej rzeczywistości. Jest córeczka i kuzynka z prowincji. Jest w końcu dwóch synów: starszy zieje agresją, ale nie do końca wiemy dlaczego. Czy to młodzieńczy bunt? Czy ktoś go zawiódł? Artur roi sobie, że ma paranormalne zdolności, że może nawet przywracać do życia. Wciąż wybucha złością. Gra, manipuluje, kłamie. A młodszemu imponuje wyimaginowana siła brata, coraz bardziej ulega jego zgubnemu wpływowi.

Zastosowanie odwróconej chronologii w pierwszym odruchu nasuwa prostą interpretację reżyserskiego zamiaru: mamy do czynienia z analizą przyczyn zbrodni, dociekaniem, co takiego wydarzyło się, że chłopcy dopuścili się strasznego czynu? Gdzie i kiedy spotkało ich coś, co uwolniło ich najgorsze instynkty? No i kto popełnił błąd? Niektóre zachowania Artura sugerują, że mamy do czynienia z osobą chorą psychicznie. Ale to jedynie sugestie, które pozwalają nam na bezpieczne odczytanie całej opowieści. Bezpieczne - dla zachowania naszego dobrego samopoczucia. Postawmy chłopaka poza zdrowym trzonem społeczeństwa, powiedzmy sobie: no tak, powinien dawno zostać zamknięty. I w ten sposób odpędzimy zło. Jednak Sala pokazuje, że ono jest obecne bardzo blisko. Wcale nie wśród wykluczonych przez chorobę psychiczną czy przez biedę.

Niełatwo pokazać takiego bohatera - złego do szpiku kości. Nie ma w nim nic pozytywnego, co jest jeszcze bardziej rażące w zestawieniu z jego niewinną aparycją (w roli Artura znakomity Mateusz Kościukiewicz). "Matka Teresa od kotów" czyni nas świadkami tragedii o wymiarze antycznym. Ale odwraca antyczny schemat na wiele sposobów: nie tylko nie zachowując jedności miejsca i czasu. Przede wszystkim skazując bogów na niebyt. Powstał film mocny, bardzo współczesny, ale na pewno trudny do przetrawienia i prostego zaakceptowania.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 82% uznało tę recenzję za pomocną (219 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)