Recenzja filmu Stygmaty (1999)
Rupert Wainwright

Geszefciarz pod maską filozofa

Różne są oblicza "komerchy". Jedni stawiają na mordobicie pełne wybuchów, bomb rozbrojonych w ostatniej sekundzie, mięśniaków, którzy powalają jednym ciosem 20 przeciwników. Inni wolą zarobić na ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja dvd Stygmaty (1999)
Różne są oblicza "komerchy". Jedni stawiają na mordobicie pełne wybuchów, bomb rozbrojonych w ostatniej sekundzie, mięśniaków, którzy powalają jednym ciosem 20 przeciwników. Inni wolą zarobić na rynsztokowym humorze, pełnym odgrzewanych po raz setny kawałów, idiotycznych gagów etc.. Jeszcze inni, aby przyciągnąć widza, zatrudniają całą hordę panienek z sylikonowym biustem, które w co drugiej scenie uprawiają beztrosko seks, zapominając przy tym o takich detalach, jak fabuła. Sposobów na zarobienie pieniędzy na zaspokajaniu niewyszukanych (mówiąc delikatnie) gustów widza jest sporo. Najbardziej perfidnym z nich jest jednak skandalizowanie. Ta metoda zapewnia nie tylko wysokie zyski, ale i przychylność krytyków oraz różnych wpływowych lobby. Widzowie nie tylko kupują bilet i wchodzą do kina, nabijając twórcom kabzę, ale również wychodzą z niego w poczuciu własnej wyższości i uwielbienia dla reżysera. Wyższości, bo o to widzieli coś "kontrowersyjnego", a jak coś jest kontrowersyjne, to jest i wybitne, nie dla "motłochu", ale dla "elity". Coś, co porusza "ważne problemy" w sposób "niekonwencjonalny". Oczywiście swoją wyższość okazują na każdym kroku (choćby na tym forum) obrażając ludzi, którym film się nie spodobał i których uczucia głęboko zranił, odmawiając im prawa do wyrażania własnego zdania, wyzywając od "słuchaczy RM", a nawet grożąc (to ostatnie jest wyjątkowo żałosne). Wielu z nich jest ofiarami manipulacji. Ich zachwyt nad filmem nie wynika z tego, że są wyjątkowi, oświeceni, wykształceni etc., ale z tego, że są łatwowierni, podatni na manipulacje, bezrefleksyjni i nie posiadają żadnej wiedzy w danej materii, dlatego nie są w stanie zweryfikować prawdziwości treści w filmie zawartych. Inni natomiast szukają w takich filmach jedynie potwierdzenia własnych fobii, uprzedzeń, utrwalenia stereotypów, upustu dla frustracji etc. Do tego wszystkiego dochodzi też swoista mitomania. Tworzy się mit reżysera jako kogoś niezwykle odważnego: "Nareszcie ktoś się odważył nakręcić taki film?". A cóż to za odwaga? To zwykłe wyrachowanie, a do tego tchórzostwo i hipokryzja. Gdyby ktoś nakręcił taki film o Żydach, to jego kariera by się skończyła. Gdyby nakręcił taki film o mahometanach, to skończyć by mogło się jego życie. Poza tym wtedy okrzyknięty byłby człowiekiem zacofanym i nietolerancyjnym. A tak jest się "postępowym", "tolerancyjnym", "światłym" i "otwartym".

Nie twierdzę, że kontrowersyjne filmy są z gruntu złe. Jest wiele wybitnych arcydzieł filmowych, które w momencie powstawania były kontrowersyjne, a często pozostają takimi do dziś. Jednak jeśli ktoś się decyduje się na film kontrowersyjny, film który może oburzać, gorszyć, ranić uczucia innych, to powinien dać coś w zamian. Powinien posiadać ogromną wiedzę w materii, którą chce poruszyć, aby nie nakręcić czegoś płytkiego. Powinien stworzyć dzieło oryginalne, porażające swoją formą, zawierające przesłanie, z genialną fabułą, rewelacyjną grą aktorów, wspaniałą muzyką, niepowtarzalnym klimatem znakomitymi zdjęciami etc., etc... Tego wszystkiego zabrakło w "Stygmatach". Film jest naiwny, płytki, propaganda wręcz nachalna. Mało oryginalny - niektóre sceny sprawiają wrażenie "ściągniętych" z "Egzorcysty". Sama teoria spiskowa dziejów naciągana i nieprzekonywująca (chyba że ktoś był z góry o niej przekonany). Stereotypowe przedstawienie Hierarchii Kościoła Świetnego przypomina radzieckie filmy propagandowe. Fabuła niedorzeczna. A tak zwana Ewangelia wg św. Tomasza, która stała się inspiracją dla twórców, jest znanym od dawna apokryfem, przetłumaczonym na wiele języków i od czasu do czasu wydawanym. Kościół nigdy nie podważał faktu istnienia owego apokryfu (jak i tysięcy innych fałszywek), ale zawsze podkreślał, że nie jest to dzieło autentyczne. Samo w sobie jest zresztą napisane bardzo udziwnionym i chaotycznym językiem, graniczącym niekiedy z bełkotem. Pewnie większość ludzi zachwycających się "Stygmatami" i użytym w nich cytatem szybko by się zniechęciła, gdyby miała przeczytać cały tekst.

Reasumując: im większe świętości artysta zamierza szargać, im większe tabu obalać, im bardziej zamierza być kontrowersyjny, gorszący, bulwersujący, tym więcej pracy i geniuszu należy włożyć w dzieło, aby nie stało się ono wulgarne i prymitywne. Ale żeby to zrozumieć trzeba mieć zdrowy rozsądek i pokorę, których dzisiejszym twórcom (nie tylko filmowym) często brakuje. Film nie spełnia wymagań jakie należało by postawić przed śmiałym, obrazoburczym dziełem. Jest on po prostu obraźliwy i poniżający, a jako taki klasyfikuje się nie do kontrowersyjnych, acz przełomowych arcydzieł, ale do paszkwili nastawionych na tanią sensację, zdobycie popularności i pieniędzy.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 29% uznało tę recenzję za pomocną (34 głosy).
Alastorivs
ocenia ten film na:
1 10 1/10 nieporozumienie

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

o