Recenzja filmu Panaceum (2013)

Gorzka pigułka

  • recenzja kinowa Panaceum (2013)
Steven Soderbergh – jak zwykle wszechstronny – w "Panaceum" wkracza na nowe terytorium klimatycznego thrillera, poszewkę gatunkowej konwencji wypełniając charakterystycznym dla siebie komentarzem społecznym.

Jednym z wątków, do których reżyser powraca w kolejnych filmach, jest kwestia nierównomiernej dystrybucji pieniądza w Ameryce. W lekkiej kryminalno-komediowej tonacji opowiadał o tym już m.in. w kolejnych częściach "Ocean’s 11", których bohaterowie przecież z zawodu zajmowali się finansami. W czasach kryzysu ten komentarz nabrał tylko aktualności, a Soderbergh wyostrzył swoje krytyczne pazurki. Drugim dnem "Magic Mike'a" był w końcu morał o cierpkim smaku amerykańskiego snu. W "Panaceum" reżyser drąży dalej, zgłębiając patologie, w jakie wikłamy się z chęci oswojenia ekonomicznej frustracji.

Bohaterowie filmu czują już oddech kryzysu na karku. Emily (Rooney Mara) przypłaca depresją konieczność zaciskania pasa po tym, jak jej mąż (Channing Tatum) trafił do więzienia. Psychiatra dr Banks (Jude Law) zasuwa w pocie czoła na kilku etatach, by utrzymać swoją rodzinę – syna i bezrobotną żonę (Vinessa Shaw). Dziewczyna potrzebuje panaceum na dręczącą ją frustrację, mężczyzna jest tym, który go dostarcza. W tytułowej metaforze ("Side Effects") przemyca Soderbergh krytykę przemysłu farmaceutycznego, sprzedającego "lekarstwo na wszystko": zawsze są przecież jakieś "skutki uboczne". W przypadku leku, który Banks przepisuje Emily, będą one śmiertelnie niebezpieczne.

Pionki dramatu są tu bardzo zgrabnie poustawiane na planszy, a intryga wciąga, rozwijając się w niespiesznym, ale wciągającym rytmie. Ambiwalentna relacja pacjentki i lekarza, klimat koszmaru sennego, pączkująca powoli konspiracyjna paranoja – reżyser kreuje atmosferę rodem z najlepszych filmów Hitchcocka. Przyprawia ją dodatkowo o wyciągniętą z tradycji kina niezależnego wrażliwość na bohatera i jego otoczenie. Stąd psychologiczna wiarygodność scen cichych domowych dramatów. Te dwa porządki zgrabnie równoważy tonacja barwna zdjęć, oscylujących między brązami i żółciami obyczajowych rozterek a zimnymi błękitami korporacyjnej paranoi. Nienachalna oprawa muzyczna Thomasa Newmana stanowi doskonałe zwieńczenie tej starannie cyzelowanej konstrukcji.

Szkoda, że wraz z rozwojem akcji film gubi gdzieś to skupienie. Fabularna karuzela przyspiesza, ale kolejne zwroty są coraz trudniejsze do przełknięcia. Trochę zbyt łatwo Soderbergh i scenarzysta Scott Z. Burns wpadają tu w koleiny thrillerowych klisz i wymogów. Ale takie są skutki uboczne gry z kinowymi gatunkami.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 62% uznało tę recenzję za pomocną (149 głosów).
Jakub Popielecki
ocenia ten film na:
7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

o