Recenzja filmu Gru, Dru i Minionki (2017)
Bartosz Wierzbięta
Kyle Balda

Grucy, dzieciaki i brat

Gru jest teraz więcej i więcej się dzieje. Pomnożenie atrakcji nie sprawiło jednak, że poziom zabawy drastycznie skoczył. Ken Daurio i Cinco Paul ponownie korzystają ze sprawdzonej w dwóch ...
Filmweb sp. z o.o.
Gru jest teraz więcej i więcej się dzieje. Pomnożenie atrakcji nie sprawiło jednak, że poziom zabawy drastycznie skoczył. Ken Daurio i Cinco Paul ponownie korzystają ze sprawdzonej w dwóch poprzednich częściach formuły – fani dostaną więc dokładnie to, po co przyszli do kina: bardzo przyjemną, momentami niepoprawną, ale z całą pewnością relaksującą rozrywkę. Bez nadwyżek i bez rozczarowań. 


W tej części Gru i Lucy są już małżeństwem – i wydaje się, że doprawdy dobrana z nich para (Lucy wymyśliła im nawet wspólny psudonim Grucy). Łączy ich w końcu pasja do ekstremalnych akcji i chęć ratowania świata, co w dodatku udaje im się przekuwać na karierę zawodową. Ich idyllę przerwie nowa szefowa, wyrzucając ich z agencji do zwalczania superzłoczyńców, w której do tej pory pracowali. Koszmar bezrobocia szybko rozwiewa jednak wiadomość o tym, że Gru ma brata. Cała rodzina jedzie więc go poznać. Tymczasem w tle była dziecięca gwiazda telewizji – dziś rozgoryczony utratą popularności łysiejący gościu z wąsem – przygotowuje plan zemsty na znienawidzonym Hollywood. Kto go powstrzyma? I dlaczego to znów będzie Gru?


W twierdzeniu, że Daurio i Paul wypełnili akcję "Gru, Dru i Minionków" najróżniejszymi motywami aż po brzegi, nie ma żadnej przesady. Trudno więc jednoznacznie ocenić, co jest tu tematem przewodnim. W poszczególnych scenach przewijają się między innymi refleksje na temat rodzicielstwa, natury braterskich więzi, zderzenia rzeczywistości z dziecięcymi marzeniami i nostalgia za minionymi czasami. A wszystko to sklejają widowiskowe sekwencje pościgów pełne wymyślnych gadżetów i sprytnych technologicznych rozwiązań. Jakby tego było mało, rozrywki dostarczają jeszcze pocieszne Minionki – po niestrawnym solowym filmie z ich udziałem, tym razem dawkowane są na szczęście w zjadliwych proporcjach. Niewykluczone, że przynajmniej jeden skecz z tymi żółtymi stworkami autentycznie Was rozbawi. 


Podobnie jak w poprzednich częściach i w tej opowieści muzyka odgrywa znaczącą rolę. Najlepsze hity pojawiają się jednak w scenach z przeciwnikiem Gru, Baltazarem Brattem – bardzo stylowym bohaterem wzorowanym na Michaelu Jacksonie z teledysku "Bad" i świetnie zagranym w polskiej wersji językowej przez Roberta Górskiego. Abordaż statku w jego wykonaniu i ostateczne starcie bohaterów rozgrywające się w rytm szlagierów z lat 80. robią wrażenie. Podobnie jak niesamowicie szczegółowo dopracowane detale w warstwie wizualnej – faktura materiałów, włosy, woda wyglądają już niemal jak prawdziwe. Na szczęście jednak twórcy serii nie próbują nadawać realizmu fikcyjnemu światu (co w "Autach 3" doprowadziło już do kuriozalnego efektu, w którym hiperrealizm nie współgra z animowaną konwencją). "Gru, Dru i Minionki" to wciąż ciepła, mieniąca się pięknymi kolorami bajka skierowana głównie do dzieci. Niemniej – na kilka niecenzuralnych dowcipów lepiej być przygotowanym. 

Choć seans "Gru, Dru i Minionków" to bardzo intensywne doświadczenie, widzowie – zarówno maluchy, jak i dorośli – nie wyjdą z kina zmęczeni. Tacy scenarzyści, jak Daurio i Paul – autorzy z dużym doświadczeniem w Hollywood – nie popełniają błędów. Można jedynie żałować, że nie poruszają w swoich opowieściach bardziej odważnych i przełomowych tematów. Z całą pewnością będą mieli jednak na to szansę w czwartej części, która wydaje się nieunikniona. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 76% uznało tę recenzję za pomocną (45 głosów).
Dorota Kostrzewa
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry