Recenzja filmu Gwiezdne wojny: Część IV - Nowa nadzieja (1977)
Agnieszka Zwolińska
George Lucas

Gwiezdna ballada o bohaterze

"Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce…". Tymi słowami wypisanymi w czołówce zaczyna się jedna z najwspanialszych historii opowiedzianych w kinie. Takie dzieła, jak "Gwiezdne wojny" recenzuje ...
Filmweb sp. z o.o.
"Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce…". Tymi słowami wypisanymi w czołówce zaczyna się jedna z najwspanialszych historii opowiedzianych w kinie.

Takie dzieła, jak "Gwiezdne wojny" recenzuje się po latach inaczej niż w dniu ich premiery. Oprócz czystej sztuki filmowej, należy bowiem w ocenie uwzględnić także ładunek – nazwijmy go – historyczny. Dzieło George'a Lucasa miało potężny wpływ na kinematografię i jej późniejsze losy: od premiery "Gwiezdnych wojen, części IV – Nowa nadzieja" (pierwotnie tytuł brzmiał po prostu "Gwiezdne wojny", a zmieniony został na początku lat 90’) już nikt nie kręcił filmów przygodowych i science-fiction tak jak wcześniej. Wraz z trylogią poświęconą żądnemu przygód archeologowi, Indianie Jonesowi, nastały czasy Nowej Przygody.

Lucas pierwotnie chciał nakręcić niskobudżetowy, rozrywkowy i niezobowiązujący film. Poniekąd dla relaksu po ambitniejszych projektach ("American Graffiti", 1973) i stresie związanym z negocjacjami z wytwórniami filmowymi (początkowo nieudane próby realizacji "Indiany Jonesa"). Ostatecznie mały film okazał się wielkim. Historia porwała miliony fanów na całym świecie, którzy wynieśli "Gwiezdne wojny" na piedestał kultowości, a z samego McArthur LucasanLucasa uczynili niemal boga, ojca najbarwniejszego świata, jakie wykreowało kino. Do dziś obraz przynosi niewyobrażalne, milionowe zyski, a samo uniwersum "Gwiezdnych wojen" rozrosło się z jednego filmu najpierw na trzy, później na sześć, na komiksy, książki, gry fabularne, niezliczone fankluby i klany, zabawki, koszulki i inne gadżety. Cholera, gdzieś się nawet Rycerze Jedi zarejestrowali jako pełnoprawna religia! A to wszystko pod wpływem bardzo, wbrew pozorom, tradycyjnej ballady o bohaterze.

Kreśląc zarys świata przedstawionego w "Gwiezdnych wojnach" Lucas puścił wodze fantazji, tworząc zupełnie autonomiczną rzeczywistość alternatywną, z jej religiami, filozofiami i ustrojami politycznymi czy gospodarczymi. Gdyby jeszcze wymyślił od podstaw języki obcych form życia, byłby jak Tolkien! Całemu temu bogactwu "tła" towarzyszy jednak bardzo prosta i schematyczna historia zwykłego chłopaka, który musi stawić czoła swojemu przeznaczeniu i pójść ścieżką pełną bohaterskich czynów. Tworząc losy Luke’a Skywalkera, Lucas wzorował się na kanonach opowieści o rycerzach i herosach. Fabuła jest zlepkiem Odysei i innych greckich mitów, legend o dzielnych rycerzach i wojownikach, a nawet wpływów biblijnych.

"Nowa nadzieja" zabiera nas niejako w środek właściwej historii, lecz skonstruowana jest tak, by nie wprowadzać widza w zagubienie. W odnalezieniu się w świecie "Gwiezdnych Wojen" pomaga jeszcze prolog wprowadzający nas w dalsze filmowe wydarzenia. Galaktyką rządzi Imperium, które przed laty wymordowało większość Rycerzy Jedi – nieliczni, którzy ocaleli, zostali wygnani, lub ukrywają się na zapomnianych planetach. Oprócz niewielkiej grupy rebeliantów, właściwie nikt i nic nie jest w stanie przeszkodzić Imperatorowi i jego prawej ręce, Lordowi Vaderowi, w sianiu strachu i zła. Stojący na czele Imperium panowie Ciemnej Strony Mocy chcą za wszelką cenę wytępić ruch oporu. W tym celu budują niszczycielski okręt kosmiczny, Gwiazdę Śmierci – najgroźniejszą broń w galaktyce. Rebeliantom udaje się jednak wykraść plany Gwiazdy, z których mogą odczytać słabe punkty maszyny potrzebne do jej zniszczenia. Wściekły Imperator zleca Vaderowi odzyskanie planów - ten atakuje statek kosmiczny księżniczki Lei, przywódczyni rebeliantów. Tuż przed atakiem i porwaniem, księżniczce udaje się wysłać sygnał z prośbą o ratunek za pomocą swoich dwóch androidów. Roboty trafiają na pobliską planetę, do młodego farmera, Luke'a Skywalkera. Po odczytaniu wiadomości, Luke odnajduje jednego z ostatnich Jedi, ukrywającego się pod fałszywym nazwiskiem, Obi-Wana Kenobiego, z którym wyrusza na ratunek dziewczynie. Pomagają im przypadkowo poznani, płatni przewoźnicy, Han Solo i Chewbacca.

Czas pokaże, że Lucas to przede wszystkim genialny producent i… opowiadacz bajek, lecz scenopisarstwo i reżyseria nie są jego domeną. I to w "Gwiezdnych wojnach" już było powoli widać, choć wówczas z całą pewnością można winę zrzucić na braki w doświadczeniu i pewną artystyczną niedojrzałość. Nie do końca satysfakcjonują dialogi, narracja i reżyserski zmysł w co niektórych scenach. Po latach trącą też myszką efekty wizualne. Prawda jest jednak taka, że te pewne niedostatki w konfrontacji ze znanymi już po latach faktami na temat fenomenu "Gwiezdnych wojen", nie mają najmniejszego znaczenia. Obraz stał się prawdziwie kultowym dziełem, które w latach 70’ stało się objawieniem, wojując kinami przez długie miesiące. Fabuła oraz świat, w którym się rozgrywa, są naprawdę wspaniałe, a prostota opowieści jest tylko pozorna. Losy głównego bohatera mogą korzystać z utartych już szlaków, ale jednak barwne tło i fantastycznie zarysowane postaci wszystko rekompensują.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 73% uznało tę recenzję za pomocną (22 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)