Recenzja filmu Cesarzowa (2006)
Yimou Zhang

Hamlet w chińskim sosie na ostro

Zrealizowany w 2002 roku "Hero" okazał się jednym z największych sukcesów w karierze Zhanga Yimou, chińskiego reżysera znanego do tamtej pory głównie z nastrojowych dramatów takich jak "Zawieście ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Cesarzowa (2006)
Zrealizowany w 2002 roku "Hero" okazał się jednym z największych sukcesów w karierze Zhanga Yimou, chińskiego reżysera znanego do tamtej pory głównie z nastrojowych dramatów takich jak "Zawieście czerwone latarnie", czy "Droga do domu". Przedstawiona w atrakcyjnej formule kina wuxia opowieść o władzy spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem nie tylko widzów, ale i krytyków, czego efektem był deszcz nagród jaki spłynął zarówno na film jak i jego twórców.

Zachęcony sukcesem "Hero" Yimou powrócił do gatunku wuxia bardziej widowiskowym, choć znacznie uboższym fabularnie, "Domem latających sztyletów". Nie zawsze pochlebne recenzje nie przeszkodziły mu jednak w zdobyciu nominacji do Oscara, BAFT-y i Złotego Globu.

Nic więc dziwnego, że chiński reżyser po raz trzeci powrócił do kina walki, czego efektem jest wchodząca właśnie na nasze ekrany "Cesarzowa". W oparciu o popularny dramat Cao Yu "Thunderstorm" z 1934 roku Yimou stworzył epicką opowieść o miłości i zdradzie rozgrywającą się w 928 roku na dworze cesarza Pinga z dynastii Tang. Podobnie jak w "Hero" autor "Zawieście czerwone latarnie" chciał wykorzystać atrakcyjną formułę do opowiedzenia poważnej, wielowątkowej historii, ale nie udało mu się znaleźć złotego środka pomiędzy widowiskiem i dramatem. W rezultacie "Cesarzowa" - mimo imponującej oprawy audiowizualnej - wypada najsłabiej z całej "trylogii".

Dwór cesarza Pinga nie należy do najszczęśliwszych. Cesarz jest byłym wojskowym, który władzę zdobył w wyniku intryg. Jego żona romansuje ze swoim pasierbem i nie przyjmuje do wiadomości, że ten kocha piękną Chan i wraz z nią chce rozpocząć nowe życie. Co więcej, cesarz, przy pomocy zaufanego sługi, systematycznie podtruwa małżonkę, która choć o tym wie nie może odmówić przyjmowania trucizny. W odwecie planuje spisek mający obalić obecnego władcę. W międzyczasie na jaw wychodzi mroczna przeszłość Pinga...

Zhang Yimou, który jest również autorem scenariusza "Cesarzowej", w swoim najnowszym, filmie zafundował nam prawdziwe szekspirowską historię podlaną ostrym, chińskim sosem. Problemy Hamleta bledną przy rozterkach cesarzowej Phoenix, która świadoma swojej śmierci podejmuje desperacką próbę walki już nie o własne życie, ale przyszłość syna. Jednak ta mnogość wątków i bohaterów w "Cesarzowej" męczy zamiast intrygować. Piękne, monumentalne dekoracje zdają się przytłaczać okutanych w ciężkie kostiumy aktorów, którzy nie potrafili wlać życia w odtwarzanych przez siebie bohaterów.

Na realizację filmu Zhang Yimou otrzymał 45 milionów dolarów, co uczyniło z "Cesarzowej" najdroższą produkcję w historii chińskiej kinematografii i trzeba przyznać, że te pieniądze widać na ekranie. Zachwycające kostiumy, dekoracje wykonane w dużej części z malowanego szkła, fryzury, wszystko to dowodzi, że reżyser dysponował olbrzymimi funduszami i umiejętnie z nich korzystał. Jednak - jakkolwiek banalnie to zabrzmi - pieniądze to nie wszystko. "Domem latających sztyletów" Yimou udowodnił, że nawet z prostej, a miejscami wręcz głupawej historyjki, potrafi stworzyć widowisko. Ta sztuka nie udała mu się jednak w przypadku "Cesarzowej". Scen akcji w tym filmie naliczymy raptem kilka, a ich wykonanie odbiega od tego co Yimou pokazał zarówno w "Hero" jak i we wspomnianym "Domu latających sztyletów". Finałowa walka, przy której realizacji korzystano z cudów komputerowej animacji sprawia wrażenie, jakby chiński reżyser pozazdrościł Peterowi Jacksonowi i w "Cesarzowej" starał się przedstawić swoja wersję epickich bitew toczonych przez bohaterów trylogii Tolkiena. Niestety, bez sukcesu.

"Cesarzowa" jest produkcją, której poszczególne elementy zwyczajnie do siebie nie pasują. Traumatyczna i krwawa fabuła, przytłoczona przepysznymi dekoracjami i z rzadka przyprawiona scenami walk to stanowczo za mało jak na film sygnowany nazwiskiem twórcy mającego ma na swoim koncie dwie nagrody BAFTA, Złotego i Srebrnego Niedźwiedzia oraz Wielką Nagrodę Jury festiwalu w Cannes.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 45% uznało tę recenzję za pomocną (58 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)