Recenzja filmu Cześć, Tereska (2001)
Robert Gliński

Historia z blokowiska

"Cześć, Tereska", zwycięzca tegorocznego festiwalu w Gdyni, laureat nagrody publiczności na międzynarodowym festiwalu w Karlovych Varach i z całą pewnością jeden z najważniejszych polskich ...
Filmweb sp. z o.o.
"Cześć, Tereska", zwycięzca tegorocznego festiwalu w Gdyni, laureat nagrody publiczności na międzynarodowym festiwalu w Karlovych Varach i z całą pewnością jeden z najważniejszych polskich obrazów ostatnich lat wchodzi wreszcie do kin.

Robert Gliński, twórca takich obrazów jak "Niedzielne igraszki", "Matka swojej matki", czy "Kochaj i rób co chcesz" nakręcił film szczególny. Surowy, czarno-biały, nakręcony w sposób charakterystyczny dla dokumentu, a jednocześnie wstrząsający i aktualny. Bohaterką obrazu jest Tereska, nastolatka mieszkająca, jak większość polskich rodzin, w blokowisku. Jej rodzice są przeciętni - ojciec czasem zagląda do kieliszka, mama biega do kościoła, a w mieszkaniu gra bez przerwy telewizor. Tereska rozpoczyna naukę w szkole krawieckiej, chce zostać sławną projektantką mody. Zaprzyjaźnia się z koleżanką z klasy, Renatą. Pierwszy papieros, pierwsze tanie wino, pierwszy pocałunek. A potem pierwsza miłość z kolegą z podwórka, która okazuje się nieporozumieniem...

"Cześć, Tereska" opowiada, co widać z powyższego streszczenia, historię bardzo prawdziwą, bardzo rzeczywistą. Pojęcie blokowisko stało się w ciągu ostatnich kilku lat bardzo modne. Socjolodzy tworzą na ten temat coraz to nowe teorie, a o blokersach słyszał już chyba każdy. Sęk w tym, że większość ze znanych mi osób traktuje blokowiska niemalże jak śmietnik, miejsce, gdzie mieszkają jedynie męty, pijacy i przestępcy. Takie stwierdzenie jest jednak dalekie do prawdy. Sam wychowałem się w warszawskim blokowisku, gdzie spędziłem kilkanaście lat mojego życia i śmiało mogę powiedzieć, że znam realia takiego życia. Oczywiście nie wszyscy mieszkańcy takich osiedli są święci, jedni piją, inni biją swoje żony, a jeszcze inni kradną pozostawiane na korytarzach rowery. Pamiętajmy jednak o tym, że w 15-piętrowcu mieszka ponad 100 rodzin, a takich bloków jest na osiedlu kilkadziesiąt. Mieszkają w nich tysiące ludzi i statystycznie rzecz biorąc nie wszyscy z nich mogą być idealnymi obywatelami, to jest po prostu niemożliwe.
Analizowanie blokowisk w oparciu jedynie o grupę dresiarzy czy awanturników jest z gruntu niewłaściwe, bowiem obok nich na osiedlach mieszkają również normalni i spokojni ludzie, których po prostu nie stać na lepsze mieszkanie.
Doskonale widać to w filmie Glińskiego. Mimo iż traktuje on o ciemnej stronie mieszkania w blokowisku, to jednak cały czas reżyser pokazuje nam, że oprócz opowiadanych wydarzeń na osiedlu trwa normalne życie. Dzieci bawią się na placach zabaw, ludzie robią zakupy, chodzą do kościoła. 
Gliński w nieprawdopodobny sposób oddał na ekranie realia warszawskiego blokowiska. Oglądając film cały czas czułem się jakbym waśnie wyszedł z klatki bloku, w którym mieszkałem i po prostu obserwował świat znajdujący się dookoła mnie. Miałem koleżanki, które wyglądały i zachowywały się identycznie jak Renatka, do klasy chodzili ze mną kumple pokroju Jasia i Zezola, których jedynymi tematami rozmów były piwo i dupy, sam też nieraz urywałem się z nimi z lekcji, aby obalić gdzieś tanie winko. 
Teraz, kiedy wspominam te zdarzenia, wydają mi się one śmieszne, może żenujące, ale wtedy tak nie było. Traktowałem to bardzo serio. Chciałem pokazać, że też jestem chojrak, równy gość, z którym warto się zaprzyjaźnić. 
"Cześć, Tereska" traktuje o tym fragmencie życia każdego nastolatka, kiedy rodzice przestają być autorytetem, a stają się nim koledzy z klasy i podwórka, którzy imponują swoją pozorną dorosłością przejawiającą się w paleniu papierosów, piciu tanich win i opowiadaniu o wymyślonych podbojach seksualnych.

Największą atrakcją filmu są niewątpliwie kreacje aktorskie. U boku artystów profesjonalnych w "Cześć, Tereska" wystąpili również młodzi amatorzy, których Robert Gliński znalazł po trwających ponad rok castingach. Ola Gietner i Karolina Sobczak nie grają swoich bohaterek, one są nimi. "Są prawdziwi, nic nie oszukują. Możecie wierzyć lub nie, ale oni są tacy naprawdę" - mówił Gliński podczas spotkania z dziennikarzami w Gdyni. Młodzi artyści bardzo wiele wnieśli do filmu. Sprawili, że stał się on jeszcze bardziej autentyczny. Wspólnie z reżyserem pracowali nad dialogami, które dzięki temu są bardzo autentyczne, część scen z ich udziałem była wręcz improwizowana. Efekt ich pracy jest wstrząsający.
Oli i Karolinie partnerują aktorzy profesjonalni: Krzysztof Kiersznowski, Małgorzata Rożniatowska i Zbigniew Zamachowski. Z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że stworzyli one jedne z najlepszych kreacji w swojej karierze. Kiersznowski i Rożniatowska, którzy popularność zdobyli jako aktorzy komediowi w "Cześć Tereska" udowodnili, że są również utalentowanymi artystami dramatycznymi. Największe brawa należą się jednak Zamachowskiemu, który rolą Edzia po raz kolejny pokazał, że jest jednym z najlepszych aktorów w naszym kraju.

"Cześć, Tereska" to film, który zdecydowanie trzeba zobaczyć. Nie tylko ze względu na doskonałe kreacje aktorskie, ale przede wszystkim dlatego, że jest on niezwykle aktualny i prawdziwy. Dzięki zaangażowaniu do głównych ról amatorów oraz zastosowaniu paradokumentalnej poetyki powstał obraz niezwykle prawdziwy i sugestywny, którego projekcja skłania do myślenia i wywołuje u widzów uczucie swoistego katharsis.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 73% uznało tę recenzję za pomocną (70 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)