Recenzja filmu Shutter - Widmo (2004)
Banjong Pisanthanakun
Parkpoom Wongpoom

Horrorów azjatyckich ciąg dalszy

Po ogólnoświatowym sukcesie "The Ring" azjatyckie horrory zaczęły podbijać kina amerykańskie i europejskie. Polska nie jest pod tym względem wyjątkiem. Filmy takie jak wspomniany "The Ring", ...
Filmweb sp. z o.o.
Po ogólnoświatowym sukcesie "The Ring" azjatyckie horrory zaczęły podbijać kina amerykańskie i europejskie. Polska nie jest pod tym względem wyjątkiem. Filmy takie jak wspomniany "The Ring", "Klątwa" czy "Dark water" są u nas bardzo popularne i jest niemal pewne, że każda następna produkcja tego typu przyciągnie przed ekrany rzesze widzów. Teraz przyszła kolej na "Shuttera".

Młody fotograf, Tun (Ananda Everingham), wraca samochodem z wesela znajomego ze swoją dziewczyną, Jane (Natthaweeranuch Thongmee). Ponieważ są pod wpływem alkoholu, nie zauważają stojącej na jezdni dziewczyny. Oczywiście dochodzi do wypadku, ale zamiast wezwać pomoc, para ucieka z miejsca zbrodni. Wkrótce po tym zdarzeniu zaczynają dziać się dziwne rzeczy: na zdjęciach Tuna pojawiają się zarysy twarzy potrąconej, a i ona sama nie omieszka odwiedzić parę razy jego i Jane. Prawda o zbrodni okazuje się jednak o wiele głębsza i okrutniejsza, niż mogłoby się na początku zdawać...

"Shutter" jest dzieckiem początkujących filmowców - podczas kręcenia żaden z nich nie miał jeszcze 25 lat. Niestety czasem wyraźnie widać brak doświadczenia twórców. Młodemu reżyserowi (Banjong Pisanthanakun) nie udało się uniknąć dłużyzn, przez co film może się momentami zdawać nudny. Scenariusz (notabene autorstwa tego samego człowieka) też nie zachwyca - nie wnosi prawie nic nowego do ogranego już schematu. Pojawia się wprawdzie kilka elementów, których nie było w poprzednich azjatyckich horrorach, ale mimo wszystko większość już widzieliśmy. Przez to całość jest bardzo przewidywalna, można ją obejrzeć właściwie bez wzruszenia. Jednak młodość twórców też ma swoje zalety - "Shutter" jest pozbawiony idiotycznie głupich wpadek i zupełnie niepotrzebnych dialogów. To tyle o pozytywach filmu, bo więcej ich nie znalazłem.

Horror z założenia ma być straszny. Ten nie jest. Czasem wprawdzie nie sposób nie podskoczyć na fotelu z szoku, ale nie jest to niestety wywołane kunsztem filmowców. Są to czysto fizjologiczne odruchy, impulsy, reakcje organizmu na nagłe uderzenie dźwięku. Nie ma to nic wspólnego ze strachem. W klasycznych horrorach napięcie było powoli stopniowane, co tworzyło swoisty klimat, który wywoływał strach. Tu nie ma jakiegokolwiek napięcia, więc nie ma się czego bać.

"Shutter" na pewno spodoba się wielbicielom azjatyckich filmów grozy i to oni na niego tłumnie ruszą. Oprócz fanatyków tego typu horrorów na sali kinowej mogą pojawić się zajęte sobą pary i Bogu ducha winni kinomaniacy, którzy jako jedyni wyjdą z seansu niezadowoleni. Nie polecam tym, którzy lubią się bać - polecam tym, którzy lubią być straszeni. Film bez klimatu, ale z mnóstwem nagłych uderzeń dźwięku.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 9% uznało tę recenzję za pomocną (23 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)