Recenzja filmu Życie ukryte w słowach (2005)
Isabel Coixet

In my secret life...

Głębokie przesłanie, aktorstwo na najwyższym poziomie i cudowna muzyka, sprawiają, że jest to film, o którym nie da się zapomnieć.
Filmweb sp. z o.o.
O "Życiu ukrytym w słowach" chciałam napisać już dawno, ale musiało upłynąć bardzo dużo czasu, żebym znalazła właściwe po temu słowa. Już sama interpretacja tytułu sprawia mi pewien problem; bo czy idzie tutaj o próbę ukrycia bolesnych tajemnic pod płaszczem pięknych zdań i enigmatycznych metafor? Czy może o to, że słowa, którymi się posługujemy, żyją własnym, tajemnym życiem? Przyznaję, że wciąż tego nie wiem. Jedno jest jednak w tym filmie pewne: każde z głównych bohaterów doświadczyło czegoś, o czym nie sposób mówić wprost.

Jako pierwszą poznajemy Hannę (Sarah Polley); niepozorną pracownicę pewnej fabryki, która nigdy nie spóźnia się do pracy, nigdy nie była na zwolnieniu ani na urlopie i dzień w dzień sumiennie wykonuje swoje monotonne zajęcia. W przerwie obiadowej siedzi sama, jedząc jabłko i kurczaka z białym ryżem, a gdy wraca wieczorem do domu, otwiera nową kostkę mydła migdałowego, które następnie wyrzuca, po jednokrotnym zaledwie użyciu. Już w ciągu pierwszych kilku minut filmu można byłoby postawić jej trafną diagnozę: zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, zwane inaczej nerwicą natręctw. Ale to nie jedyny problem Hanny, który dostrzec można już od razu. Drugim z nich jest głuchota; dziewczyna słyszy tylko wówczas, gdy ma włączony aparat słuchowy. 


Pewnego dnia Hanna zostaje wezwana przed oblicze dyrektora fabryki, który informuje ją, że w trybie natychmiastowym musi wykorzystać zaległy urlop, ponieważ inni pracownicy się na nią skarżą. Zarzuty dotyczą głównie tego, że Hanna jest zbyt sumienna i dokładna (można się domyślać, że inni wypadają przy niej blado). Dziewczyna nie do końca rozumie tę logikę, ale chcąc nie chcąc udaje się na przymusowe wakacje. Jedząc w restauracji, przypadkiem słyszy rozmowę telefoniczną, prowadzoną przez mężczyznę przy sąsiednim stoliku, z której wynika, że na pobliskiej platformie wiertniczej znajduje się ciężko ranny człowiek. Ponieważ nie nadaje się on do transportu, potrzebna mu jest pielęgniarka. Niewiele myśląc, Hanna zgłasza się na ochotnika. I tak poznajemy Josefa (Tim Robbins). Mężczyzna został ranny w wyniku wybuchu na platformie, kiedy to skoczył na ratunek przyjacielowi. Tamten niestety nie przeżył, a Josef, doznał rozległych poparzeń całego ciała i oślepł. To właśnie nim opiekować się będzie Hanna. Na zamkniętej platformie wiertniczej, gdzie po wypadku pozostało zaledwie kilku mężczyzn, wśród szumu fal i cichych rozmów, zarówno Hanna, jak i Josef dotkną po raz kolejny swoich najboleśniejszych tajemnic.


Film Isabel Coixet to obraz bardzo piękny i subtelny. Tytułowych słów nie pada w nim zbyt wiele, ale wszystkie przesycone są treścią. Każde z nich jest na wagę złota. Takie bogactwo znaczenia, to zasługa doskonałego scenariusza, za który Coixet, reżyserka i scenarzystka w jednej osobie, otrzymała w 2006 roku nagrodę Goya. Ale świetny scenariusz to jeszcze nie wszystko.

Drugim mocnym filarem, na którym omawiany film został wzniesiony, jest obsada aktorska. Na szczególne wyróżnienie zasługują w mojej opinii odtwórcy dwóch głównych ról, Sarah Polley i Tim Robbins, a także Javier Cámara wcielający się w sympatycznego kucharza, Simona. Polley, wspaniale sportretowała młodą kobietę z ogromnym bagażem złych doświadczeń; jest w tym wiarygodna od początku do końca. Najpierw zamknięta w wypranym z emocji, bezpiecznym świecie rutynowych czynności, później, gdy zostaje na siłę z tegoż świata wypchnięta, jesteśmy świadkami jej powolnego wydobywania się ze skorupy. Przygotowując się do roli, Polley nauczyła się mówić po angielsku ze wschodnim akcentem i muszę przyznać, że bardzo przekonująco to brzmi. Robbins z kolei, jako, że jego bohater przez większą część filmu jest przykuty do łóżka, miał przed sobą zgoła inne wyzwanie; grę przede wszystkim twarzą i głosem. Za pomocą tych, ograniczonych nieco, środków wyrazu, udało mu się doskonale zaprezentować cały wachlarz emocji. I wreszcie fantastyczny Javier Cámara, idealnie pasujący do roli Simona. Jego postać, jak zresztą i pozostałe kreacje "niedobitków" z platformy wiertniczej, pełni funkcję swoistego przerywnika. Hanna rozmawia z Simonem (Javier Cámara), Martinem (Daniel Mays), czy Dimitrim (Sverre Anker Ousdal) w chwilach, gdy akurat nie jest przy Josefie, dowiadując się przy tym ciekawych rzeczy (na temat włoskiej kuchni, albo ginących gatunków ryb) w luźnej i przyjaznej atmosferze, której dotąd w jej życiu brakowało.


"Życie ukryte w słowach" to film z najwyższej półki; wspaniały pod każdym względem. Obraz jest dość surowy w warstwie wizualnej, a mimo to ma w sobie wiele subtelnego piękna. Pod względem konstrukcji fabuły, pełno w nim ukrytych znaczeń, co stwarza możliwość wielu interpretacji pewnych wątków. Ponadto głębokie przesłanie, aktorstwo na najwyższym poziomie i cudowna, perfekcyjnie dopasowana muzyka, sprawiają, że jest to jeden z tych filmów, o których nie da się zapomnieć.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 92% uznało tę recenzję za pomocną (12 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)