Recenzja filmu Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki (2008)
Steven Spielberg

Indy wiecznie żywy

Spielberg, Lucas i Ford znów otworzyli podwoje świata magii. Widzom nie pozostaje nic innego, jak usiąść wygodnie i dać się porwać fantazji dużych-małych chłopców.
Filmweb sp. z o.o.
Panowie i panie, oto nadeszła chwila, na którą czekaliście 19 lat - Henry Walton Jones Jr. znów założył swój wytarty kapelusz i ruszył w objęcia niesamowitej przygody. Po "Ostatniej Krucjacie" chyba nikt nie wątpił, że czwarty Indiana Jones powstanie. Jednak lata mijały, trylogia stopniowo przekształcała się w żywą legendę, a filmu wciąż nie było. Gdy niemal wszyscy stracili nadzieję, Spielberg, Lucas i Ford znów otworzyli podwoje świata magii. Widzom nie pozostaje nic innego, jak usiąść wygodnie i dać się porwać fantazji dużych-małych chłopców.

"Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki" zaczyna się od atomowego uderzenia. Jest rok 1957. Do tajnej bazy wojskowej w Newadzie przybywa doktor Jones, czy raczej zostaje tam dostarczony w bagażniku samochodu prowadzonego przez rosyjskich żołnierzy. Po przejęciu kontroli nad magazynem, w którym przechowywane są wszelkie zdobyte przez Amerykanów artefakty, żądają od Indy'ego odnalezienia pewnej szczególnej skrzyni. Po sekwencji wypełnionej po brzegi akcją Rosjanie zyskują zawartość skrzyni a Jones wolność. Jednak całe zdarzenie prowadzi do zakwestionowania lojalności archeologa i Jones staje się kolejną ofiarą maccartyzmu otrzymując wymówienie z uczelni.

To tylko początek, bo już wkrótce Indy wpadnie w jeszcze większe tarapaty, kiedy pewien młody chłopak przekaże mu wiadomość od starych znajomych. Za jego sprawą Jones wyrusza w samo serce Ameryki Południowej na poszukiwanie przyjaciół, zaginionego miasta i legendy, która pozostawała niezweryfikowana przez ostatnie 500 lat. Dalszy ciąg to już typowa zabawa w kotka i myszkę, którą tak lubią wszyscy fani poprzednich trzech filmów.

Steven Spielberg i George Lucas stanęli przed naprawdę wielkim wyzwaniem decydując się na realizację kolejnego filmu o Indianie niemal dwie dekady po "Ostatniej Krucjacie". Jak napisałem na początku, przez te wszystkie lata Indy stał się legendą, a trzy kinowe filmy świętością. Mało kto już pamięta, że były to po prostu dobrze skrojone filmy rozrywkowe mające nieść radość i zabawę ludziom na całym świecie. Twórcy postanowili zmierzyć się z tą legendą. Rezultaty tego zmagania były łatwe do przewidzenia – legenda zawsze wygrywa z rzeczywistością.

Jeśli zatem ktoś wybiera się na "Królestwo Kryształowej Czaszki" z wyśrubowanymi 19-letnim oczekiwaniem nadziejami, ten z założenia musi przygotować się na rozczarowanie. Czy to jednak oznacza, że czwarty "Indiana Jones" jest filmem złym? Nie. Spielbergowi udało się zachować ducha trylogii i stworzyć kilka scen, które z całą pewnością przejdą do klasyki opowieści o Indym. Co istotne znakomicie bawi się on konwencją, robiąc film na wskroś współczesny, a przy tym idealnie odzwierciedlający mentalność i kulturę lat 50.

Harrison Ford mimo swego wieku wciąż sprawdza się jako Indiana Jones. Co prawda przez pierwsze kilka minut ogląda się go jakoś dziwnie. Trudno się bowiem przyzwyczaić do Indy'ego jako dziadka-prawie-emeryta. Na szczęście szok szybko przemija - Ford po prostu jest Jonesem. Cate Blanchett dobrze dostosowuje się do konwencji, co niestety oznacza, iż jej aktorski potencjał nie został w pełni wykorzystany. Zaś Shia LaBeouf jest... cóż, może poprzestanę na stwierdzeniu, że jest lepszy od Seana Patricka Flanery'ego.

LaBeouf to jedna z dwóch wad "Indiany Jonesa i Królestwa Kryształowej Czaszki". Drugą, i to większego kalibru, jest udział przy produkcji, a przede wszystkim przy pisaniu scenariusza George'a Lucasa. Lucas może i ma niesamowitą zdolność przekształcania wszystkiego w złoto, jednak jego umiejętność do tworzenia oryginalnych historii już dawno się wyczerpała. Tak jest też z "Indianą", którego fabuła wygląda całkiem znajomo. Momentami nie można się wręcz odpędzić od silnego poczucia deja vu, co dobrze świadczy jedynie o konkurencji.

Na szczęście fanom serii łatwo przyjdzie zignorować te scenariuszowe potknięcia. Dla większości "Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki" będzie po prostu znakomitą, niezobowiązującą rozrywką. Zupełnie tak, jak to było w przypadku wcześniejszych obrazów. A to liczy się w kinie najbardziej.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 76% uznało tę recenzję za pomocną (41 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (19)

zobacz wszystkie
o