Recenzja filmu Symetria (2003)
Konrad Niewolski

Inny świat

Do niedawna uważałam, że wielkie dzieła polskiej kinematografii zakończyły swój żywot w latach 70. Istnieje oczywiście kilka chwalebnych wyjątków, ale niestety jest ich niewiele i, co wydaje mi ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Symetria (2003)
Do niedawna uważałam, że wielkie dzieła polskiej kinematografii zakończyły swój żywot w latach 70. Istnieje oczywiście kilka chwalebnych wyjątków, ale niestety jest ich niewiele i, co wydaje mi się jeszcze gorsze, dawno nie gościły one na naszych ekranach.

Mimo to od dość długiego już czasu miałam ochotę obejrzeć ten film. Jakoś się nie składało. I wreszcie – "Symetria" dołączyła do mojej kolekcji.

Początkowo najbardziej zachwycił mnie sposób ukazania więziennej atmosfery. Puste, ciche, długie korytarze. Ściany brudne, ale oślepiające. Idąc (dosłownie, bo kamera w rękach Arkadiusza Tomiaka płynie, oprowadza widza) wraz z bohaterem, wyraźnie czujemy jego zagubienie, samotność w ograniczonej betonem i kratami przestrzeni.

Następnie zwróciłam uwagę na przemyślaną psychologię postaci, przede wszystkim głównego bohatera. Każdy z przedstawionych w "Symetrii" więźniów posiada swoje odrażające cechy, lecz równocześnie widzimy, że starają się postępować zgodnie ze swoją więzienną moralności (o której troszkę później). A dlaczego to Łukasz (Arkadiusz Detmer) jest najciekawszy? Początkowo zupełnie nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości, przeżywa chwile załamania, by na końcu zrozumieć swoje położenie i zaakceptować je. I chociaż wtapia się poniekąd w przestępczy świat nadal pozostaje tym, którego jesteśmy w stanie zrozumieć. To on przechodzi metamorfozę, to on pyta i wreszcie to on pomaga nam zrozumieć (także w sensie ideologicznym) moralność rządzącą w celach.

Jednak najważniejsze jest to, co zauważyłam na końcu. Łukasz najpierw określa swoją sytuację jako absurdalną i bardzo długo trwa w przekonaniu, że nic, co dzieje się dookoła niego, nie posiada żadnego sensu. Dopiero po rozmowie z Dawidem (Andrzej Chyra) zaczyna pojmować, iż reguły istnieją, ale są zmienne - ustanawia je to, co nas otacza, że tam "otwierał się inny, odrębny świat, do niczego niepodobny, tam panowały inne odrębne prawa, inne obyczaje, inne nawyki i odruchy...". Przerażające jest tylko to, że dzisiaj jeszcze można się w nim znaleźć, że jeszcze w ogóle istnieje. Ale to właśnie jest ta symetria, równowaga, która normuje nasze życie.

Chciałabym wspomnieć także o technicznej stronie filmu. Napisałam o płynnych zdjęciach, lecz dla oddania hołdu sprawiedliwości należy dodać, że nie powstałyby one bez genialnego oświetlenia i montażu. Poza tym muzyka Michała Lorenca, która pozornie nie zwraca na siebie uwagi, ale jednocześnie wzmacnia budzące się emocje. I wreszcie aktorskie mistrzostwo. A dnia na dzień coraz bardziej raduje się dusza moja na widok gry polskich artystów - każdy z odgrywających role głównych bohaterów zasługuje na wielkie oklaski.

Cóż więcej napisać? Polecam? Może - dziękuję? Tak. Dziękuję twórcom za danie mi możliwości wspaniałego spędzenia półtorej godziny (i za... oszczędzenie widzom scen z procesu).
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 81% uznało tę recenzję za pomocną (21 głosów).
ajrisz
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)