Recenzja filmu Zakochani widzą słonie (2005)
Dagur Kári

Jak (nie) dorosnąć

Wolność i luz mają swoją cenę, choćby taką, że przy braku zobowiązań zarabia się siedem dolarów w ciągu czterech lat i można zostać wyrzuconym z mieszkania. Mimo to Daniel, zajmujący się głównie ...
Filmweb sp. z o.o.
Wolność i luz mają swoją cenę, choćby taką, że przy braku zobowiązań zarabia się siedem dolarów w ciągu czterech lat i można zostać wyrzuconym z mieszkania. Mimo to Daniel, zajmujący się głównie malowaniem graffiti na murach, z premedytacją nie chce dojrzeć. Pewnego dnia zakochuje się we pracującej w piekarni Franc, choć na początku dziewczyna "po grzybkach" wyzna miłość Dziadkowi, najlepszemu kumplowi Daniela. Młodych, nieprzystosowanych bohaterów życie zgodne ze schematami zdecydowanie przerasta, a oni z uporem nie chcą wziąć na siebie odpowiedzialności za cokolwiek. Jak mogę zostać ojcem, kiedy nawet nie wiem, kto jest premierem, mówi Daniel.

Dagur Kári, autor ciepło przyjętego debiutu "Noi Albinoi", buduje swój czarno-biały film z żartobliwych rozdziałów, bardziej lub mniej zabawnych. Pomysł eksploatowany często z lepszym czy gorszym skutkiem, w "Zakochani widzą słonie" zawodzi. Pokawałkowana całość przypomina miejscami zlepek, nad którym reżyser nie do końca panuje.

Obok historii Daniela i Franc, równolegle ciągnie się wątek zblazowanego sędziego, który postanawia uciec od męczącej codzienności, co stanowi kontrast dla życia niefrasobliwego Daniela. Nie wiadomo, czemu ma służyć ten oczywisty przykład, ale z powodzeniem można by się go pozbyć, bez żadnego uszczerbku dla konstrukcji fabularnej, zwłaszcza, że "Zakochani widzą słonie" zwyczajnie się dłuży.

Kolejna opowieść o skomplikowanym wchodzeniu w dorosłość nie wzbudza większych emocji. Rzeczywistość w filmie Dagura Kári jest umiarkowanie zabawna i umiarkowanie przekonująca. Nawet słonie za oknem nie zaskakują.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 36% uznało tę recenzję za pomocną (53 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

o