Recenzja filmu Malowany welon (2006)
John Curran

Jeżeli miłość i obowiązek są tym samym?

Najtrudniej pisze się o miłości. No bo jak ją zdefiniować? Jakich użyć słów, jaki stworzyć obraz, by zmierzyć to, czego z zasady zmierzyć się nie da. Przystępując do dzieła z góry jesteśmy ...
Filmweb sp. z o.o.
Najtrudniej pisze się o miłości. No bo jak ją zdefiniować? Jakich użyć słów, jaki stworzyć obraz, by zmierzyć to, czego z zasady zmierzyć się nie da. Przystępując do dzieła z góry jesteśmy skazani na porażkę, a jednak nie ustajemy w wysiłkach by tę miłość nazwać. I to czyni z nas twórców. Piszemy, komponujemy i obrazujemy miłość. Jest to dosyć ryzykowne. Zbyt wysoka temperatura uczuć poczytana zostać może za infantylizm, a zbyt niska po prostu będzie nudna.

Jak wybrnął z tego John Curran w "Malowanym welonie"? Myślę, że całkiem nieźle. Stworzył historię, w której miłość jest tylko pretekstem, do innej opowieści. Opowieści o tym, że czasami trzeba przewrócić do góry nogami całe swoje życie, by lepiej poznać siebie.

Kitty, dziewczyna o słodkim imieniu. Miłośniczka golfa i mężczyzn. Powołana do tego, by kochać i być kochaną. Madame Bovary. Walter Fane, naukowiec. Rytm jego życiu nadaje poczucie obowiązku: względem nauki, idei a wreszcie żony.
Gdy okazuje się, że pani Fane ma kochanka, Walter odkrywa w sobie pokłady uczuć, których wcześniej zupełnie sobie nie uświadamiał. Czuje gniew, bo legł w gruzach jego uporządkowany dotąd świat. Ucieka w pracę, w najdalszy zakątek chińskiej prowincji, by walczyć z zarazą. Zabiera ze sobą Kitty. Dlaczego? Być może z obowiązku?

Właśnie tam, w świecie opuszczonym przez Boga, to co miało dotychczas znaczenie, to znaczenie traci. Małżonkowie przeżywają swoiste "przewartościowanie wartości". W trudnej codzienności powoli rodzi się uczucie. Kitty i Walter poznają się na nowo. Ona uświadamia sobie, co tak naprawdę liczy się w życiu. On to, że są sprawy bardziej i mniej istotne.

W filmie Currana padają kluczowe dla całego obrazu słowa. Wypowiada je do Kitty Matka przełożona: "Jeżeli miłość i obowiązek są tym samym, łaska boska jest w Tobie". Bo kto wie, może w tym tkwi tajemnica miłości? W zrozumieniu i wspólnym stawianiu czoła codziennym obowiązkom?

Obraz Currana stanowi próbę odpowiedzi na te i podobne pytania. Przy czym duże pole do popisu mają tutaj widzowie. Reżyser toczy z publicznością swoisty dialog, którego uzupełnieniem są dyskretne zdjęcia i subtelna ścieżka dźwiękowa. Wszystko po to, by nie odwracać uwagi od tego, co najbardziej w filmie istotne. "Malowany welon" to także, a może przede wszystkim krytyka angielskiej klasy wyższej, z jej zakłamaniem, konwenansami. To także refleksja nad samym człowiekiem. Curran daje mu szansę, odrywa go od tej dulszczyzny i przenosi w surowy krajobraz chińskiej prowincji.

Powstało coś więcej niż melodramat - dobrze nakreślone portrety psychologiczne pary głównych bohaterów. Daje się to odczuć zwłaszcza w pierwszej części filmu, gdzie akcję wypełnia gra nerwów pomiędzy raniącymi się nawzajem małżonkami.
Tutaj brawa dla Edwarda Nortona, który zaledwie spojrzeniem potrafi oddać charakter granej przez siebie postaci. Jest wiarygodny zarówno jako nieśmiały naukowiec oraz jako zdradzony mąż.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 95% uznało tę recenzję za pomocną (44 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (5)

zobacz wszystkie