Recenzja filmu Hazardzista (2003)
Richard Kwietniowski

Jeszcze tylko jedno rozdanie

Oparty na prawdziwych wydarzeniach "Hazardzista" opowiada historię bohatera największej afery w historii kanadyjskiej bankowości. W latach 80. robiący zawrotną karierę pracownik banku w Toronto ...
Filmweb sp. z o.o.
Oparty na prawdziwych wydarzeniach "Hazardzista" opowiada historię bohatera największej afery w historii kanadyjskiej bankowości. W latach 80. robiący zawrotną karierę pracownik banku w Toronto zdefraudował 10 mln. dolarów. Okazało się, że niezwracający na siebie uwagi człowiek był namiętnym hazardzistą.
Tego rodzaju wydarzenia stanowią zwykle doskonały materiał na scenariusz. Tak też stało się w tym przypadku. Realizacji filmu podjął się Richard Kwietniowski, a jego "Hazardzista" to kolejny przykład na to, że najciekawsze historie pisze samo życie.

Rozczarują się ci, którzy spodziewają się obejrzeć film sensacyjny, bo o samych przekrętach finansowych Mahowny’ego, jak również o śledztwie policyjnym niewiele i niezbyt dogłębnie się w "Hazardziście" mówi. Nie przeżyjemy również specjalnych emocji związanych z samą grą i zastanawianie się, czy tym razem bohater wygra, czy przegra i ile tym razem straci nie ma w tym przypadku większego sensu. "Hazardzista" to raczej wnikliwe studium uzależnienia, postępującego procesu choroby.

Od pierwszej sceny wiemy, że Mahowny odpowie za swoje czyny i nie zaprzątamy sobie tym głowy, ale za każdym razem kiedy zasiada do stolika pojawia się myśl, czy znajdzie w sobie siłę, żeby od niego odejść z wygraną?
Bohater filmu to niepozorny, nieciekawy człowiek, który nie wzbudza żadnych podejrzeń w przełożonych i współpracownikach. Jego dziewczyna (Minnie Driver) traktuje go niezwykle tolerancyjnie, wybacza mu nawet wtedy, gdy zaplanowany, romantyczny weekend w Las Vegas przyjdzie jej przesiedzieć samotnie w pokoju hotelowym.

Godziny spędzone w kasynie to dla Dana Mahowny’ego przyjemność, której z niczym nie da się porównać. Nie bawi go wydawanie pieniędzy, ani tym bardziej ich gromadzenie. Jeździ rozpadającym się samochodem, targuje się w sklepie o torbę za pięć dolarów. Dlaczego ty zawsze wyglądasz jak śmieciarz? - pyta go kolega. Dla Mahowny’ego hazard to już nie pasja, ale konieczność. Pociąga go wyłącznie gra, podczas której zapomina o wszystkim.
Widzimy skupioną, momentami odpychającą twarz, uciekający wzrok i zastanawiamy się, czy ten człowiek ma jeszcze zdolność rozpoznawania swoich czynów. Bohater "Hazardzisty" budzi politowanie, współczucie, momentami irytację, ale przede wszystkim przykuwa uwagę. W tym właśnie tkwi siła kreacji Hoffmana, któremu udało się bardzo przekonywująco zagrać człowieka niepozornego, za wszelką cenę pragnącego pozostawać w cieniu i jednocześnie przyćmić wszystko swoją rolą.

"Hazardzista" to przede wszystkim wspaniały portret psychologiczny człowieka, który nieuchronnie sięga dna. Akcja filmu toczy się niezbyt szybko i mamy wrażenie, że nie umyka nam żadna chwila i krok po kroku śledzimy proces pogrążania się w nałogu. Prosty, tradycyjny pod względem technicznym sposób opowiadania tej historii powoduje, że coraz bardziej skupiamy się na postaciach i scenariuszu.

Specyficzną, przytłaczającą atmosferę filmu pogłębia dodatkowo surowa scenografia. Sceny rozgrywające się w kasynie mają w sobie coś klaustrofobicznego. Zimne wnętrza, przyciemnionymi oknami i zgaszone kolory dodatkowo to potęgują. Stały klient, który traci tu fortunę ma poczucie, że o nic nie musi się martwić, bo alkohol, jedzenie, luksusowy apartament, prostytutki, nawet kwestie przepływu finansów załatwia za niego kasyno.
Opuszczający ten przybytek Dan Mahowny za kadym razem staje się zupełnie innym człowiekiem. Podczas seansu u terapeuty przyznaje, że przyjemność jaką czerpie z hazardu w skali od 1 do 100 ocenia na 100, gdy tymczasem innym rzeczom, jakie spotykają go w życiu przyznałby zaledwie 20 punktów. Czy życie bez hazardu ma jeszcze dla Mahowny’ego sens?
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 85% uznało tę recenzję za pomocną (40 głosów).
o