Recenzja filmu Słowo na M (2013)
Michael Dowse

Kiedy Wallace poznał Chantry

"Słowo na M" to kino zapatrzone w brytyjską, a nie hollywoodzką tradycję komedii romantycznych. Umieszczony w 2008 roku na prestiżowej Czarnej Liście scenariusz Elana Mastaia łączy ze sobą ...
Filmweb sp. z o.o.
Choć z Toronto bliżej jest do Los Angeles niż Londynu, kanadyjskie "Słowo na M" to kino zapatrzone w brytyjską, a nie hollywoodzką tradycję komedii romantycznych. Umieszczony w 2008 roku na prestiżowej Czarnej Liście scenariusz Elana Mastaia łączy ze sobą dosadny, cierpki dowcip i zniuansowany rysunek postaci, gryzącą ironię i czułość. Wyspiarski do bólu jest grany przez Daniela Radcliffe'a główny bohater Wallace – blady wrażliwiec, który nie najlepiej radzi sobie z wyrażaniem uczuć. Jak na kogoś, kto dorastał pod nieustającym obstrzałem kamer i stał się multimilionerem, zanim mógł napić się legalnie piwa, 25-letni gwiazdor  wypada zaskakująco wiarygodnie w roli przeciętniaka z dziurą w sercu.


Wallace ma spojrzenie zbitego szczenięcia i najnudniejszą pracę pod słońcem. Gdy dopada go chandra, kontempluje rozgwieżdżone niebo albo ogląda po raz setny "Narzeczoną dla księcia". Romantyczną naturę skrywa pod szczelną skorupą cynika i mizantropa, który nie wierzy w słowo na M. Kiedy jednak scenarzysta postawi na jego drodze uzdolnioną rysowniczkę Chantry (Zoe Kazan), bohater zostanie zmuszony do zrewidowania poglądów. Jednocześnie będzie chciał udowodnić, że jest lepszą partią niż prawnik-sztywniak u progu międzynarodowej kariery.

Zamiast mocować się ze zużytą konwencją, reżyser Michael Dowse zaufał wdziękowi i charyzmie swoich aktorów.  Dlatego, choć "Słowo na M" podąża skrupulatnie ścieżką wydeptaną przez dziesiątki podobnych mu filmów,  niemal nie czuć tu stęchlizny rutyny. Każdy z bohaterów – początkowo rozstawionych na fabularnej szachownicy według dobrze znanego schematu – dostaje  szansę, by odsłonić przed widzem drugie, mniej oczywiste oblicze. Znana z "Ruby Sparks" Kazan nie przypomina aniołka Victoria's Secret, ale bez trudu można dać się uwieść jej dużym oczom i neurotycznej osobowości. Jowialny Adam Driver ("Dziewczyny") wybornie sprawdza się jako najlepszy kumpel Wallace'a, sypiąc nieprzyzwoitymi żartami bądź służąc zadziwiająco trzeźwym osądem sytuacji. Nawet Rafe Spall w roli partnera Chantry nie daje się wepchnąć do szufladki z napisem "zły narzeczony".


Dialogi są soczyste, sytuacyjny humor bawi, tam, gdzie miał bawić, zaś miejski pejzaż Toronto okazuje się równie dobrą scenerią dla romantycznych podchodów co Nowy Jork czy Paryż. Dowse bezbłędnie operuje też soundtrackiem – wystarczy wspomnieć scenę nocnej kąpieli w blasku księżyca, której towarzyszy zmysłowe "Lighthouse" Patricka Watsona. To nic innego jak ociekający erotyzmem poemat miłosny zapisany kamerą, a także świetna wizytówka całego filmu. Słowo na M, jakim można być ją opisać? Magiczna.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 90% uznało tę recenzję za pomocną (142 głosy).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

o