Recenzja filmu Marsz pingwinów 2: Przygoda na krańcu świata (2017)
Luc Jacquet

Kierunek: Antarktyda

Luc Jacquet stworzył świetny obraz, który swoją słodkością i narracją trafi do serc najmłodszych, a pięknymi kadrami zachwyci niejednego dorosłego. Choć całość jest w mniejszym stopniu ...
Filmweb sp. z o.o.
Ponad dwanaście lat przyszło nam czekać na kontynuację "Marszu pingwinów", dokumentu debiutującego wtedy w pełnym metrażu Luca Jacqueta. Obraz nagrodzono wieloma prestiżowymi nagrodami, w tym tą najważniejszą, Oscarem dla najlepszego pełnometrażowego dokumentu. Po latach przerwy Jacquet powrócił na Antarktydę z dużo lepszym sprzętem i stworzył jeden z piękniejszych dokumentów, jakie widziałem.


"Marsz pingwinów 2: Przygoda na krańcu świata", tak jak i jego poprzednik, jest fabularyzowanym dokumentem, z dużą dozą antropomorfizacji ze strony komentującego wszystko narratora. W pierwszej części w polskiej wersji językowej był to Marek Kondrat. W "Przygodzie na krańcu świata" jego miejsce zajął Piotr Fronczewski, którego głos do pary z dobrze napisanym tekstem nadały całemu obrazowi baśniowego klimatu. Całe szczęście, że polski dystrybutor nie zdecydował się na taki zabieg, jak na francuskiej premierze pierwszej części, kiedy to dwóch aktorów udawało pingwiny i, zdaniem oglądających, było to po prostu złe.

"Przygoda na krańcu świata" skupia się na 45-letnim pingwinim nestorze, który wraz ze swoją partnerką doczekał się, być może już ostatniego w jego i tak długim życiu, potomka. Film pokazuje nam nie tylko ciężką, pełną naturalnych niebezpieczeństw wędrówkę nielotów, ale i cały proces wychowawczy małego pingwinka – od spokojnego wygrzewania się pod matką, przez momenty strasznego głodu i dokarmianie resztkami przez ojca, aż po osiągnięcie względnej samodzielności i stanie się godnym następcą "tronu". Jacquet stosuje też bardzo ciekawe retrospekcje, cofając nas do czasu, kiedy grające główne skrzypce para pingwinów dopiero się poznawała i powoli w sobie zakochiwała, czy też do momentu, kiedy wspomniany już potomek był jeszcze transportowanym przez swoich rodziców jajkiem. Twórca praktycznie w całości pominął jakiekolwiek wątki ekologiczne w swoim obrazie, co może było straconą szansą na powiedzenie czegoś ważnego najmłodszym.


Już od pierwszego kadru "Marsz pingwinów 2" zapiera dech w piersiach. Jacquet wziął się za robotę z dużo lepszym, nagrywającym w 4K sprzętem oraz z kamerami pozwalającymi na filmowanie przepięknych ujęć pod wodą. Zanim skończymy zachwycać się jednym ujęciem, to już dostajemy po oczach kolejnym. Podziwiam reżysera i jego ekipę za wypatrywanie świetnych ujęć i za ogrom czasu, jaki musieli w to włożyć, jednak tajemnicą pozostanie dla mnie, jakim cudem udało im się tak bardzo zbliżyć do pingwinów, nie zakłócając nawet przez chwilę ich normalnego trybu życia. Wszystko to współgra z niezłą, przygrywającą w tle muzyką i przeróżnymi efektami dźwiękowymi.

Przez tych około osiemdziesiąt minut dowiedziałem się prawdopodobnie więcej o pingwinach królewskich niż przez całe moje życie. Luc Jacquet stworzył świetny obraz, który swoją słodkością i narracją trafi do serc najmłodszych, a pięknymi kadrami zachwyci niejednego dorosłego. Choć całość jest w mniejszym stopniu edukacyjna, a bardziej przygodowa, to wciąż dostajemy bardzo dobry dokument, który po prostu warto zobaczyć.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 33% uznało tę recenzję za pomocną (3 głosy).
Marcin Dąbkowski
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry