Recenzja filmu Dom latających sztyletów (2004)
Yimou Zhang

Kino innego formatu

Możecie powiedzieć, że chińskie nazwiska nic wam nie mówią. Fakt, mi również, ale to jedno warto już teraz zapamiętać - Ziyi Zhang. To pod nim ukrywa się młoda i utalentowana aktorka, która dała ...
Filmweb sp. z o.o.
Możecie powiedzieć, że chińskie nazwiska nic wam nie mówią. Fakt, mi również, ale to jedno warto już teraz zapamiętać - Ziyi Zhang. To pod nim ukrywa się młoda i utalentowana aktorka, która dała się już poznać od najlepszej strony w filmach "Przyczajony tygrys, ukryty smok", scena z grzebieniem mówi zapewne wszystko i "Hero". Teraz pojawia się w filmie "Dom latających sztyletów".

Ziyi Zhang przez dwa miesiące mieszkała z niewidomą dziewczyną, aby przygotować się do swojej roli. Jednak nie musiała uczyć się tańca. On w jej życiu obecny jest praktycznie od dziecka. Na ekranach polskich kin będziemy mogli oglądać ją w kwietniu także w filmie "2046", którego reżyserem jest Wong Kar-wai.

Poszedłem do kina, znając już inne spojrzenie na ten sam temat reżysera Zhang Yimou. To właśnie jemu zawdzięczamy baśniową opowieść "Hero", pełną tego wszystkiego, czego na ogół w światowym kinie nie ma. Lekkość i powab, delikatność i mistrzostwo, szlachetność, piękno w obrazie, dźwięku, opowiadanej historii. Tak wtedy, jak też teraz, jest to coś pięknego w swej prostocie, prostego w treści, a jednocześnie opowiedzianego w tak wyjątkowy sposób.

Skomplikowana sytuacja polityczna u schyłku panowania dynastii Tang sprawiła, iż do głosu zaczęły dochodzić liczne grupy buntowników i rebeliantów, wykorzystując panujące zamieszanie w państwie. Najmocniejszą, najbardziej liczącą się grupą jest Dom latających sztyletów. Wieść niesie, iż jedna z tancerek Pawilonu Piwonii, niewidoma Mei, jest córką starego, zamordowanego podstępnie wodza grupy. Dwóch kapitanów z prowincji Feng Tian postanawia pójść tym tropem, aby jak najszybciej wykonać postawione przez przełożonych zadanie. Rozpracowanie i zlikwidowanie Domu latających sztyletów.

Dwaj przyjaciele nie spodziewają się, przed jak wielkim staną wyborem. W chińskim kinie piękne jest to, iż uczucia można przekazać wzrokiem, obrazem, muzyką w sposób tak wyjątkowy, iż żadne słowa nie są w stanie oddać tego wrażenia. To również sięganie do źródeł, do tańca i baletu, który od zawsze towarzyszy tej wspaniałej kulturze. To także sztuki walki, które właśnie na tańcu i balecie się opierają i są pokazane z taką dbałością o kształty i ruchy.

Nie brakuje scen, które ponownie mogą przyprawiać o lekki zawrót, jak ucieczka przez gaj bambusowy, przed wojskami rządowymi, a także sam finał. Przewrotna w formie i treści walka na śmierć i życie dwóch przyjaciół. Nagłe przejście z pięknej, kolorowej jesieni, w gęstą śnieżycę, która dosyć szybko jest jedynym towarzyszem w ich morderczej walce o to, który z nich ma rację. Kto godzien jest kochać Mei, tą samą Mei, która swą skromną osobą sprawiła ten uczuciowy zamęt.

Przejście wbrew pozorom nie zamierzone, gdyż to właśnie pogoda i nagła zmiana klimatu na Ukrainie, gdzie kręcone były zdjęcia, wymusiła na reżyserze nagłą decyzję. Kręcimy dalej lub przerywamy zdjęcia. "Kręciliśmy spokojnie jedną ze scen, aż tu nagle zaczęła się śnieżyca. W ekipie zapanowała konsternacja. Wiedzieliśmy, że jeśli śnieg jeszcze trochę popada, spadną wszystkie liście z drzew i nie będziemy mogli dokończyć zaczętej już sceny. Musiałem szybko podjąć jakąś decyzję. Zdecydowałem, że będziemy kręcili w scenerii zimowej. Musieliśmy zmienić scenariusz, przyspieszyć i przeorganizować naszą pracę. Kiedy patrzę dziś w jakim kierunku dzięki tej decyzji poszły zmiany, czuję się ogromnie szczęśliwy. Śnieg stworzył fantastyczny nastrój. Jestem pewien, że ktoś tam na górze, zadecydował, że właśnie wtedy, właśnie na Ukrainie powinien spaść śnieg".

Reżyser nie obawia się uciec od pozytywnych, dobrych rozwiązań. Nie widzi powodu, dla którego jego filmy nie miałyby się kończyć inaczej. Urocza baśń przeradza się w dramat, w którym na dobrą sprawę nikt nie wychodzi zwycięską ręką. Nie zmienia to faktu, iż właśnie, dlatego jeszcze mocniej historia ta przykuwa naszą uwagę. Gdy prawdziwa miłość, przez wielkie M, a nie jakaś łzawa miłostka rodzi się i umiera, w ciągu trzech dni. Trzeba mieć wyjątkowy talent, aby pokazać to w tak trafny, dobry i przemyślany sposób.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 82% uznało tę recenzję za pomocną (17 głosów).
Artur_G__Kaminski
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

o